Okłamał mnie. Zawsze darzyłam go pełnym...
C
Carou76 pkt
1.3k wyświetleń
zaufaniem, jesteśmy razem dość długo. Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy przez telefon, mówił że idzie do kumpli, po dwóch godzinach wrócił jakby nigdy nic, znowu rozmawialiśmy. Wracałam ze szkoły gdy zadzwonił, że przyjedzie dziś, bo musi mi o czymś powiedzieć. Mówił też że to coś ważnego i nie mógł przez to spać w nocy, że go to gryzie. Nie dawało mi to spokoju, ale nie wyobrażałam sobie najgorszego, bo mówiłam "to do niego niepodobne, nie mógł tego zrobić". No i w zasadzie się nie myliłam, po części. Powiedział że nie był u kolegów, że był wtedy u koleżanki, właściwie przyjaciółki z liceum, z którą spotykał się od czasu do czasu oglądać jakiś film. Nigdy mi to nie przeszkadzało, choć byłam bardzo zazdrosna, bo opowiadał mi jak zawsze się w niej podkochiwał, ale albo ona była zajęta, albo on. Byłam też zazdrosna bo ona mogła widywać się z nim codziennie [ mieszka trochę daleko ode mnie ], a ja 3-4 razy w tygodniu. Jest starsza i w zasadzie ładniejsza. Zanim jeszcze byliśmy ze sobą, kiedy się po prostu kumplowaliśmy opowiadał mi, jak on ją lubi, jak przez całe liceum w sumie i dalej chciał z nią być, ale ona nie chciała. Byłam zazdrosna, ale ufałam mu. Ostatnio rozmawialiśmy o tym, że miał do niej iść i że często piszą do siebie. Mówiłam mu, że mi to trochę przeszkadza ze względu na tą fascynację ją przed tem, obiecał mi że już do niej nie pójdzie, mimo że mówiłam że rozumiem to, bo w końcu to jego dobra koleżanka i mimo zazdrości postaram się na to nie patrzeć. Dobra teraz sedno sprawy: był wczoraj u niej, okłamał mnie. Mało tego, opowiadał jak świetnie się bawili,a później gdy już skonczyly im się tematy i nastała niezręczna cisza, ona ze łzami w oczach powiedziała mu "kocham Cię". Mówił że nigdy w życiu by się tego nie spodziewał, zatkało go. Po kilkunastu sekundach odpowiedział jej, że on jej nie kocha, że bardzo mu na mnie zależy i poszedł do domu. Ja naprawdę nie wiem co zrobić. Jest to cięzka sytuacja wbrew pozorom, dlatego uciekam się nawet do zadania tutaj pytania, proszę o radę, bo nie wiem jak się zachować. Wbrew pozorom nie zrobił nic złego, ale jestem tak cholernie naładowana emocjami, przykro mi że mnie okłamał, teraz za każdym razem jak pójdzie do kolegów będę martwić się że jest u niej. Aż wstyd się przyznać, ale nawet powątpiewam w to, że serio tak jej powiedział. W końcu "czekałem na ten moment 4 lata, a kiedy już nadszedł to był dla mnie koszmar". Oszalała wyrzuciłam go z domu. Chodzi mi o sam fakt kłamstwa, przeciez nikomu tak nie ufałam jak jemu. I tak zazdrość... grr... Teraz do mnie wydzwania, przeprasza, zapewnia że mnie kocha, że jestem jego całym światem...