Pomóżcie mi....:( Nie wiem już co mam...
O
Oleczka63 pkt
823 wyświetlenia
robić...
Cały czas myślę o pewnym chłopaku, w którym, jak mniemam się zakochałam...;/
Ale od początku.
było to tak..
znamy się już od kilku lat, ale ostatnio spotkaliśmy się przypadkiem i zaczęliśmy gadać... i gadało nam się dobrze.:)
Zaczęliśmy ze sobą pisać... w końcu postanowiliśmy się spotkać.:)
Było cuuuuudoooownieee.;D przynajmniej dla mnie.:) nie wiem jak tam u niego z uczuciami było... była wtedy ze mną koleżanka, to mówiła, że: ***** się zakochał.;D (nie będę mówiła jego imienia.:)) Byliśmy na spacerze i jak wróciliśmy to jemu się oczy świeciły, uśmiech nie schodził mu z twarzy i takie tam pierdoły.;) wiecie jak to jest.;D A u mnie objawy były takie same tylko plus motylki...
No i tak to się zaczęło, lecz zaraz niedługo skończyło...:(
Chciałam się z nim spotkać na następny dzień, ale odpisał mi zbyt późno na smsa i nie chciało mi się już wychodzić, a z jego typu pisania wywnioskowałam, że też już nie ma siły... tak więc nie naciskałam... za kilka dni znów się odezwałam, z tego samego powodu, to wymówił się pracą i brakiem czasu...;/
a przypadek chciał, że było akurat ognisko w sąsiedniej miejscowości, na którym ja byłam... i zachciało man się pić, więc pojechałam do Jego miejscowości do baru, który na bank był otwarty - i nie myliłam się... był otwarty i kupiłam to co chciałam.... a jeszcze przed wyjazdem pytałam się czy ma czas i wgl a powiedział, że nie, bo pracuje... to ja już taka zmarnowana i nie naciskałam. a akurat jego pech, bo wyszedł z domu.;D i mnie spotkał...:)
Się speszył chłopaczek... najpierw się uśmiechał, jakby na mój widok, ale potem się jakby zdenerwował... i zamiast dać mi buziaka albo coś w tym stylu, bo to już mieliśmy za sobą ;), to podał mi rękę... no kur** mać, podał mi rękę...;o myślałam, że tam zgon zaliczę... ale cóż, szybko zwiał, a ja wróciłam na ognisko.. potem się coś jeszcze burał w smsach do mnie, to ja mu powiedziałam, ze miło mi bbyło go spotkać a on na to, ze spoko. i na tym się zakończyła moja "przygoda"...:( od tamtej pory nie mamy ze sobą kontaktu. ale ja za nim cholernie tęsknie...;( jak cholera.! i nie wiem co mam wgl zrobić...
koleżanki radzą mi, ze powinnam z nim jeszcze pogadać, spotkać się, ale ja juz nie wiem co mam robić... wariuję tu już...
Piszę to z myślą, że mi pomożecie... wierzę w was.;)
Cały czas myślę o pewnym chłopaku, w którym, jak mniemam się zakochałam...;/
Ale od początku.
było to tak..
znamy się już od kilku lat, ale ostatnio spotkaliśmy się przypadkiem i zaczęliśmy gadać... i gadało nam się dobrze.:)
Zaczęliśmy ze sobą pisać... w końcu postanowiliśmy się spotkać.:)
Było cuuuuudoooownieee.;D przynajmniej dla mnie.:) nie wiem jak tam u niego z uczuciami było... była wtedy ze mną koleżanka, to mówiła, że: ***** się zakochał.;D (nie będę mówiła jego imienia.:)) Byliśmy na spacerze i jak wróciliśmy to jemu się oczy świeciły, uśmiech nie schodził mu z twarzy i takie tam pierdoły.;) wiecie jak to jest.;D A u mnie objawy były takie same tylko plus motylki...
No i tak to się zaczęło, lecz zaraz niedługo skończyło...:(
Chciałam się z nim spotkać na następny dzień, ale odpisał mi zbyt późno na smsa i nie chciało mi się już wychodzić, a z jego typu pisania wywnioskowałam, że też już nie ma siły... tak więc nie naciskałam... za kilka dni znów się odezwałam, z tego samego powodu, to wymówił się pracą i brakiem czasu...;/
a przypadek chciał, że było akurat ognisko w sąsiedniej miejscowości, na którym ja byłam... i zachciało man się pić, więc pojechałam do Jego miejscowości do baru, który na bank był otwarty - i nie myliłam się... był otwarty i kupiłam to co chciałam.... a jeszcze przed wyjazdem pytałam się czy ma czas i wgl a powiedział, że nie, bo pracuje... to ja już taka zmarnowana i nie naciskałam. a akurat jego pech, bo wyszedł z domu.;D i mnie spotkał...:)
Się speszył chłopaczek... najpierw się uśmiechał, jakby na mój widok, ale potem się jakby zdenerwował... i zamiast dać mi buziaka albo coś w tym stylu, bo to już mieliśmy za sobą ;), to podał mi rękę... no kur** mać, podał mi rękę...;o myślałam, że tam zgon zaliczę... ale cóż, szybko zwiał, a ja wróciłam na ognisko.. potem się coś jeszcze burał w smsach do mnie, to ja mu powiedziałam, ze miło mi bbyło go spotkać a on na to, ze spoko. i na tym się zakończyła moja "przygoda"...:( od tamtej pory nie mamy ze sobą kontaktu. ale ja za nim cholernie tęsknie...;( jak cholera.! i nie wiem co mam wgl zrobić...
koleżanki radzą mi, ze powinnam z nim jeszcze pogadać, spotkać się, ale ja juz nie wiem co mam robić... wariuję tu już...
Piszę to z myślą, że mi pomożecie... wierzę w was.;)