Przed kilkoma dniami mój przyjaciel wyznał mi...
I
Imbirkowa19 pkt
616 wyświetleń
miłość. Wszystko ładnie i pięknie, bo w sumie podkochiwałam się w nim od ponad pół roku. Okazało się, że ja jemu podobam się jeszcze dłużej i że tak naprawdę cała nasza znajomość od początku ku temu wyznaniu zmierzała. Znamy się od prawie trzech lat (bliższa znajomość zakrawa na jakiś rok), nigdy nie nazywaliśmy siebie przyjaciółmi, ale jak przyjaciele się zachowywaliśmy. Aha - jeśli to w czymś pomoże: mamy po 18 lat (jestem młodsza o 7 miesięcy).
A teraz problem - On nie jest człowiekiem Bóg wie jak odważnym, więc wykorzystał okołosylwestrowy czas żeby się lekko spić w ramach podrasowania tej odwagi i wtedy dopiero się ze mną spotkał (To też mi powiedział - nie ma w tym grama moich domysłów).
Następnego dnia znów się spotkaliśmy, tym razem "na trzeźwo". Wcześniej myślałam, że nie potrafiłabym być z nim w zawiązku, ale skoro okazało się, że czujemy to samo, to obaliłam swoją własną tezę, że jedyne co nam przeznaczone to przyjaźń. Z tym, że spotkałam się z jego słowami "To wszystko nie ma sensu". Po czym powiedział mi, że chce żebyśmy się przyjaźnili. To zbiło mnie z tropu ostatecznie. Tutaj mamy kolejny problem - Nie czułabym się tak gdybyśmy się nie pocałowali. (Nadmienię, że chciałabym to powtórzyć, ale w trzeźwej atmosferze...) Potrafiłabym to wszystko przetrawić – ot głupie pijackie zachowanie, ale pocałunek chyba coś jednak znaczy.
Zastanawiam się, co powinnam zrobić - czy starać się naprowadzić nas na tor zmierzający ku zostaniu parą, czy odpuścić i powrócić do przyjaźni. No i zastanawiam się też, czy on może nie powiedział mi tego wszystkiego o przyjaźni tylko dlatego, że się zwyczajnie wystraszył swojego wcześniejszego zachowania (podkreślam - jest nieśmiały). Jak sądzicie? Jak mam się zachować? Dlaczego on tak się zachował?
Niedługo znów się spotkamy i nie wiem czy mam rozmawiać z nim o uczuciach, czy nie, tylko zwyczajnie znów się pośmiać i powygłupiać, tak po przyjacielsku...
A teraz problem - On nie jest człowiekiem Bóg wie jak odważnym, więc wykorzystał okołosylwestrowy czas żeby się lekko spić w ramach podrasowania tej odwagi i wtedy dopiero się ze mną spotkał (To też mi powiedział - nie ma w tym grama moich domysłów).
Następnego dnia znów się spotkaliśmy, tym razem "na trzeźwo". Wcześniej myślałam, że nie potrafiłabym być z nim w zawiązku, ale skoro okazało się, że czujemy to samo, to obaliłam swoją własną tezę, że jedyne co nam przeznaczone to przyjaźń. Z tym, że spotkałam się z jego słowami "To wszystko nie ma sensu". Po czym powiedział mi, że chce żebyśmy się przyjaźnili. To zbiło mnie z tropu ostatecznie. Tutaj mamy kolejny problem - Nie czułabym się tak gdybyśmy się nie pocałowali. (Nadmienię, że chciałabym to powtórzyć, ale w trzeźwej atmosferze...) Potrafiłabym to wszystko przetrawić – ot głupie pijackie zachowanie, ale pocałunek chyba coś jednak znaczy.
Zastanawiam się, co powinnam zrobić - czy starać się naprowadzić nas na tor zmierzający ku zostaniu parą, czy odpuścić i powrócić do przyjaźni. No i zastanawiam się też, czy on może nie powiedział mi tego wszystkiego o przyjaźni tylko dlatego, że się zwyczajnie wystraszył swojego wcześniejszego zachowania (podkreślam - jest nieśmiały). Jak sądzicie? Jak mam się zachować? Dlaczego on tak się zachował?
Niedługo znów się spotkamy i nie wiem czy mam rozmawiać z nim o uczuciach, czy nie, tylko zwyczajnie znów się pośmiać i powygłupiać, tak po przyjacielsku...