Tak, przeżyłam zdradę. Byłam potwornie zawiedziona, bo zachował się okropnie. Żadnymi słowami nie umiem powiedzieć nawet jak bardzo mnie to bolało. Nie rozumiałam, dlaczego tak się stało. Czułam upokorzenie, czułam, że jestem gorsza jeśli mnie zdradził. Musiało mi czegoś brakować, jeśli poszedł szukać tego u innej osoby. Na początku pomyślałam, że muszę z nim zerwać. To normalne, że jak jeden z partnerów zdradzi to związek się rozpada. Ale nie nasz związek. Długo myślałam nad naszym związkiem. Widziałam jak mu jest przykro, jak bardzo tego żałuje i chce żebym mu wybaczyła. Płacząc przepraszał za to co zrobił i obiecywał, że nigdy więcej tego nie zrobi. Pamiętałam wtedy jak długo walczyliśmy żeby być ze sobą. Wybaczyłam mu i na nowo zaufałam. Staram się o tym zapomnieć, wiem, że jest to niemożliwe, ale w niektórych chwilach zapominam, że coś takiego się stało. Minęło 5 miesięcy od tego incydentu i dalej jesteśmy razem. Mimo iż upłynęło tyle czasu to on ma dalej do siebie żal o to co zrobił. Nie kazałam mu usuwać numeru, nie spotykać się z tą osobą, nie musiałam. Nawet poznałam tą osobę przypadkiem. Z zimną krwią i uśmiechem na twarzy podałam rękę i się przedstawiłam. Po jakimś czasie patrząc na to co się wydarzyło to myślę, że to był wybryk chłopaka, który ma jeszcze czasami fiu bzdziu w głowie. Szczerzę mówię, że wybaczyłam, zaufałam i dalej kocham. Niektórym może się wydawać, że robię wszystko, żeby z nim być. Nie, tak nie jest. On też bardzo oberwał przez to co zrobił. Moje milczenie, łzy, ciągły smutek na twarzy i w głosie, a przede wszystkim brak zaufania. To wszystko go dobijało z każdym dniem. Jeśli ktoś to czyta to zauważył, że ani razu nie wspomniałam o tym, że była we mnie złość, że krzyczałam na niego, rzucałam wszystkim w około i tak dalej. I słusznie, że o tym nie wspomniałam, bo tego nie było. Nie byłam na niego zła, tylko strasznie się na nim zawiodłam i straciłam zaufanie. Tak, nie było złości. Czy to dziwne? Być może.