Siemka. Opowiem wam mój największy życiowy...
D
Dejv98421 pkt
656 wyświetleń
problem miłości.
Może od początku. Przez 6 miesięcy (od marca aż do sierpnia) byłem z pewną dziewczyną. Pewną, jak to mało wyraża. Kluczowy skrót! Przepiękna blondynka, wysoka, wysportowana, inteligentna, po prostu - mój ziemski ideał! Boli mnie, jak tak teraz o niej piszę. Byliśmy przez te 6 miesięcy, wszystko było dobrze, ale . . .no właśnie. Po rozstaniu (sierpień 2014) uświadomiłem sobie prawdziwy sens miłości. Sens, a zarazem jej sposób. Można powiedzieć, że dopiero po rozstaniu zrozumiałem na czym polega sekret kochania. Dlaczego? Ponieważ przez te 6 miesięcy, tak na prawdę kochałem jak niedojrzały gówniarz. Wiem, trochę groteskowo to brzmi, groteską jest przecież tak na prawdę miłość. Ogółem mówiąc, spotykałem się z nią w szkole codziennie, ale .. udawaliśmy, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, bo . . . co ludzie powiedzą o nas? Będą się przecież śmiać. Hah. Potrafiliśmy przepisać na fejsbukach, telefonach, skajpajach praktycznie cały dzień, ale spotykaliśmy się raz na jakiś (nie szybki) czas. No i stało się. Uczucie wygasło. Zerwaliśmy 20 sierpnia. Nie czułem się z tym zbyt dobrze, bardzo cierpiałem. 1 września ona powiedziała mi, że za mną tęskni i zaproponowała, żebyśmy do siebie wrócili. Zgodziłem się. Lecz na próżno. Po zaledwie 1 dniu znów zerwaliśmy. Byłem całkowicie w dołku. Na nic nie miałem ochoty, nic mi nie przynosiło uśmiechu. Tylko ona i ona. Starałem się o nią walczyć przez ponad 2 tyg, lecz paradoksalnie tak na prawdę jeszcze bardziej ją od siebie odpychałem. Urwaliśmy kontakt na ponad 3 miesiące. I niedawno ona napisała, niby nic, niby co tam słychać? Jak tam? Ale widzę w jej wiadomościach, które pisze, i po tym co mówi, że ona CHYBA chce do mnie wrócić znowu. Widać, że tęskniła strasznie za mną przez te 3 miesiące, ale ... czy to aby na pewno jest fakt, że coś do mnie dalej czuje, czy po prostu tęskni za komunikowaniem się ze mną..po prostu? Można wywnioskować jednoznacznie, że coś do mnie czuje, ale nie wiem jak się do tego zabrać. Szczerze mówiąc, ciągle coś do niej NIESTETY czuje. Wiem, że obojętność i nie pokazywanie tego, że coś do niej nadal czuje jest najlepszym rozwiązaniem na jej powrót. Ale nie wiem czy słusznie robię? Czuje po prostu, że nie włożyłem CAŁEGO SIEBIE do tego związku..jakiś niespełniony pierwiastek szczęścia, który ciągle chce wyjść ze mnie. Teraz dopiero wiem, na czym polega miłość. Ahh, ludzkie serce i rozum. Największy problem i szczęście zarazem. No cóż. "Człowiek to najsamotniejsze stworzenie na ziemi". Jak mam postępować, żeby do mnie wróciła sama, nie chce błagać jak piesek, już nie. Zaproponować spotkanie? Ale co wtedy? Czekać cierpliwie, aż sama kiedyś z czymś wyjdzie? Pomóżcie, bardzo was proszę. Pozdrawiam was wszystkich ciepło! :)
Może od początku. Przez 6 miesięcy (od marca aż do sierpnia) byłem z pewną dziewczyną. Pewną, jak to mało wyraża. Kluczowy skrót! Przepiękna blondynka, wysoka, wysportowana, inteligentna, po prostu - mój ziemski ideał! Boli mnie, jak tak teraz o niej piszę. Byliśmy przez te 6 miesięcy, wszystko było dobrze, ale . . .no właśnie. Po rozstaniu (sierpień 2014) uświadomiłem sobie prawdziwy sens miłości. Sens, a zarazem jej sposób. Można powiedzieć, że dopiero po rozstaniu zrozumiałem na czym polega sekret kochania. Dlaczego? Ponieważ przez te 6 miesięcy, tak na prawdę kochałem jak niedojrzały gówniarz. Wiem, trochę groteskowo to brzmi, groteską jest przecież tak na prawdę miłość. Ogółem mówiąc, spotykałem się z nią w szkole codziennie, ale .. udawaliśmy, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, bo . . . co ludzie powiedzą o nas? Będą się przecież śmiać. Hah. Potrafiliśmy przepisać na fejsbukach, telefonach, skajpajach praktycznie cały dzień, ale spotykaliśmy się raz na jakiś (nie szybki) czas. No i stało się. Uczucie wygasło. Zerwaliśmy 20 sierpnia. Nie czułem się z tym zbyt dobrze, bardzo cierpiałem. 1 września ona powiedziała mi, że za mną tęskni i zaproponowała, żebyśmy do siebie wrócili. Zgodziłem się. Lecz na próżno. Po zaledwie 1 dniu znów zerwaliśmy. Byłem całkowicie w dołku. Na nic nie miałem ochoty, nic mi nie przynosiło uśmiechu. Tylko ona i ona. Starałem się o nią walczyć przez ponad 2 tyg, lecz paradoksalnie tak na prawdę jeszcze bardziej ją od siebie odpychałem. Urwaliśmy kontakt na ponad 3 miesiące. I niedawno ona napisała, niby nic, niby co tam słychać? Jak tam? Ale widzę w jej wiadomościach, które pisze, i po tym co mówi, że ona CHYBA chce do mnie wrócić znowu. Widać, że tęskniła strasznie za mną przez te 3 miesiące, ale ... czy to aby na pewno jest fakt, że coś do mnie dalej czuje, czy po prostu tęskni za komunikowaniem się ze mną..po prostu? Można wywnioskować jednoznacznie, że coś do mnie czuje, ale nie wiem jak się do tego zabrać. Szczerze mówiąc, ciągle coś do niej NIESTETY czuje. Wiem, że obojętność i nie pokazywanie tego, że coś do niej nadal czuje jest najlepszym rozwiązaniem na jej powrót. Ale nie wiem czy słusznie robię? Czuje po prostu, że nie włożyłem CAŁEGO SIEBIE do tego związku..jakiś niespełniony pierwiastek szczęścia, który ciągle chce wyjść ze mnie. Teraz dopiero wiem, na czym polega miłość. Ahh, ludzkie serce i rozum. Największy problem i szczęście zarazem. No cóż. "Człowiek to najsamotniejsze stworzenie na ziemi". Jak mam postępować, żeby do mnie wróciła sama, nie chce błagać jak piesek, już nie. Zaproponować spotkanie? Ale co wtedy? Czekać cierpliwie, aż sama kiedyś z czymś wyjdzie? Pomóżcie, bardzo was proszę. Pozdrawiam was wszystkich ciepło! :)