Sprawa dla mnie jest dość skomplikowana i nie...
F
FoxyTheFox18 pkt
747 wyświetleń
wiem co myśleć.
Męczy mnie od bardzo dawna.. Chciałabym się w końcu gdzieś wygadać, bo niestety nie mam do kogo. Zacznę od samego początku, więc z góry przepraszam, no i dziękuję jeśli ktoś to przeczyta:
W 1 gimnazjum, do mojej klasy doszedł pewien chłopak, od razu wzbudził sobą moje zainteresowanie. Był inny niż wszyscy chłopcy z mojej klasy. Zakolegował się z moją koleżanką, zawsze razem gadali i wracali ze sobą, ogólnie rzecz biorąc byłam zazdrosna i trochę powypytywałam koleżankę, jaki on jest, co lubi itd. Okazało się, że mamy bardzo podobne zainteresowania i lubimy rozmawiać o tym samym. Pewnego dnia w szatni zaczęliśmy się hmm.. przekomarzać? Dokuczaliśmy sobie, a potem się z tego śmialiśmy.
Pewnego dnia skończyliśmy lekcje trochę później, bo o 16, i byliśmy już z całą klasą zmęczeni. Żeby poprawić sobie humor zaczęliśmy wszyscy żartować.
Chłopak, który mi się podoba był na rowerze i wszyscy zrobiliśmy tak zwany "murek", żeby nie mógł przejechać. I tak się akurat złożyło, że przejechał obok mnie. Chciałam szybko zabrać rękę, ale zahaczyłam o jego kurtkę, a On spadł z roweru. Zobaczyłam, że jedzie samochód i chciałam mu pomóc wstać, ale On.. dał mi z liścia. Wtedy poczułam się zraniona. Pociągnęłam Go z dala od samochodu i walnęłam Go mocniej niż należało i nawyzywałam. Było mi oczywiście przykro, że byłam dla niego niemiła, bardzo się o niego martwiłam i może stąd ta reakcja. Oczywiście z własnej dumy i mojej wściekłości, nie powiedziałam mu, że zrobiłam to przez przypadek. Nie przeprosiłam Go, a potem było mi wstyd o tym nawet wspominać.
Między nami przez parę dni panowała cisza, jednak nie trwała ona długo. Myślałam, że już się do mnie nie będzie odzywał, a On jednak znów zaczął się odzywać, żartować, i znów się razem śmialiśmy. Wszystko było jak dawniej i w takich relacjach mijał nam rok szkolny.
Koniec roku szkolnego przyszedł dość szybko, tak jak wakacje.
W nowym roku szkolnym zaczął być dla mnie milszy niż zwykle. Częściej do mnie gadał, nie tylko wtedy kiedy była okazja, cały czas. Siadał przede mną w ławce i nie było chwili, w której by się do mnie nie uśmiechał. Patrzał na mnie inaczej, a czasem przyłapywałam Go na obserwowaniu mnie w szatni, na korytarzu, na lekcjach. Kiedy jego przyjaciel spytał się Go raz czemu tak bardzo chce usiąść tu gdzie ja, a On zrobił się cały czerwony i ustąpił koledze.
Wtedy domyśliłam się o co chodzi. Byłam szczęśliwa, że poczuł to samo, ale nie wiedziałam jak się zachować. Stałam się niedostępna, bo nie wiedziałam co robić, żeby nie wypaść głupio, ale to chyba jeszcze bardziej na niego podziałało. Potem stałam się.. wredna. Nie wiem czemu. Strasznie głupie podejście, ale za każdym razem zachowywałam się instynktownie. Nie mogłam nad tym zapanować.
Znów pomyślałam, że przestanie się do mnie odzywać, ale On próbował wszystkiego, żebym znów była taka jak kiedyś. Zauważyłam to i zgadzałam się na "jego" układy, polegały one na zakładaniu się (w taki żartobliwy sposób), że nie wytrzymam będąc dla niego miła przez określony czas. Zawszę stawiałam na to, że mi się uda, ale zawsze przegrywałam. Nie ważne jak bardzo się starałam, to zawszę mówiłam coś nie tak. Widocznie się przyzwyczaiłam (Biorąc pod uwagę to, że jestem bardzo wrażliwa i aż nadmiar słaba psychicznie, to bardzo łatwo jest mnie zranić lub się zmienić, gorzej z powrotem do starych przyzwyczajeń. Każdy wie, że łatwiej stać się gorszą osobą niż lepszą.). Mimo wszystko było w porządku. Dalej był nadzwyczaj miły, i ja też się zmieniałam. Wiedziałam, że robię to dla niego i miałam motywacje. Pożyczał mi książki, rozmawialiśmy o nich, o grach z tej serii i o wszystkim co ślina na język przyniesie. Dodam, że to on zaczynał prawie wszystkie nasze rozmowy.
Przez cały czas o wszystkim mówiłam swojej starej, bardzo mi bliskiej koleżance, można powiedzieć, że byłyśmy dla siebie siostrami. Pewnego dnia przyszłam do szkoły i zobaczyłam ich razem. Zapytała się mnie tylko, czy się nie gniewam, a ja widząc wcześniej, że On jest szczęśliwy zaprzeczyłam i poszłam jak najdalej od nich. Kiedy widziałam jak się całowali było mi smutno i zbierało mi się na płacz. Po paru dniach powiedziała mi, że chodzi z nim tylko dlatego, żeby jej były chłopak był zazdrosny, że Go nie kocha i jej nie zależy, a kiedy Go całuje woli o tym nie myśleć. Miałam ochotę ją pobić. Jak mogła tak mówić, kiedy ja o tym marzyłam?! Mówiła mi o wszystkim co do niej mówił. To, że pisał do niej "Dobranoc Księżniczko", to że mu na niej zależy, o wszystkim. Jakby nie potrafiła zachować niczego dla siebie. Po prostu, mówiła to wszystkim jak leci. Nie mogłam patrzeć na te zachwyty na tych wszystkich twarzach. Zrozumiałam jacy ludzie są fałszywi.
Podczas ich "związku" przestał się do mnie odzywać. Na początku zerkał na mnie, ale ja unikałam ich jak ognia, żeby czegoś nie zrobić. Po tygodniu tego "związku" zerwali, a tak właściwie to On z nią. Unikał mnie, ignorował i olewał. Nie wiedziałam co robić, czułam się zagubiona.. Było tak przez dwa miesiące.
Nastąpił prawie koniec roku szkolnego jako już dawno 2 gimnazjum z czym nadszedł czas wycieczki klasowej. Wyjechaliśmy na 4 dni na domki. W pierwszy dzień było fajnie. Każdy wchodził do wszystkich domków i sprawdzał kto miał najlepiej. Razem z moją "przyjaciółką", co cieszyła się z mojego nieszczęścia i na złość gadała z chłopakiem, który mi się podoba, kiedy mnie unikał, na dodatek stwierdziła, że jej się teraz też podoba, co ewidentnie zrobiła na złość. Kiedy z nią o tym rozmawiała, zasłaniała usta pięścią i się uśmiechała. Wiem- żadna z niej przyjaciółka, ale kiedy jesteśmy gdzieś razem, to fajnie się bawimy i zawsze żartujemy (a jak widać-humor wyceniam najwyżej) weszłyśmy do jego domku i wtedy się do mnie odezwał, tak jak kiedyś to robił. Razem z nim, jego przyjacielem i moją przyjaciółką poszłyśmy do naszego domku i wszystko było jak dawniej; śmiechy, żarty i dogryzanie sobie.
Jednak przed wycieczką koleżanka która zaczęła z nim wcześniej chodzić powiedziała mi, że dowiedziała się, że On chce ją "odzyskać", a mi mina od razu zrzedła, mimo że zapewniła, że do niego nie wróci, było mi głupio w jego towarzystwie. Ukryłam to i nadal byłam roześmiana.
W drugim dniu "zabalowaliśmy", a ja po raz pierwszy posmakowałam alkoholu. Gdzie opiekunowie, co? Siedzieli z innymi w swoim domku i wspólnie grali w jakieś gry. Nieodpowiedzialne, ale nasz opiekun nigdy by o to nas nie podejrzewał.
Niestety okazało się, że nie mam dość twardej głowy, a ja nie mogłam patrzeć na koleżankę, która niedawno z nim chodziła. Wtedy zapytała się, czy coś mi się stało i zaczęłyśmy rozmawiać. Obie się rozpłakałyśmy. Ja- że w końcu jej wszystko powiedziałam, to co czułam podczas gdy ona Go wykorzystywała, Ona- że nie wiedziała, że tak cierpię. Wtedy nie tylko po raz pierwszy zaczęłam szczerze płakać, ale i zobaczyłam szczere łzy. Widziałam, że żałuje i jej to wybaczyłam. Potem okazało się, że płakałam odrobinę za głośno i On coś usłyszał, że płakałam i słyszał też swoje imię. Powiedziałam jej, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. Od razu mnie obroniła i powiedziała mu, że to nic takiego, tylko za dużo wypiłam, zresztą ona też, co było widać. Uwierzył i odszedł. Jednak jestem pewna, że nie słyszał wszystkiego, bo przyszedł już kiedy płacz mi przechodził. Zmęczona poszłam spać.
Następnego dnia wstałam z bólem głowy i nie przyszłam na zbiórkę. Jako że na śniadaniu siedziałam naprzeciwko niego, siedziałam nadzwyczaj cicho nie patrząc na niego. On chyba też czuł się nieswojo.
Zjadłam jedną małą kromkę chleba, podziękowałam i poszłam do pokoju.
Po paru minutach wszyscy opuścili stołówkę i zaczęli grać na dworze w karty. On też tam grał, więc postanowiłam, że się dołączę i tak też zrobiłam. Po chwili zaczął się do mnie odzywać. I tak cały dzień. Znów było jak dawniej.
Następny dzień był już ostatnim, znów było pomiędzy nami dobrze. W końcu nadszedł czas pakowania, co też wszyscy zrobili. Wróciliśmy do domu.
Kolejnego dnia była szkoła, gdzie znów mnie unikał przez miesiąc, czyli do końca roku szkolnego.
Całe wakacje Go nie widziałam i tęskniłam.
W końcu nadszedł kolejny rok szkolny, to właśnie ten rok. Chodzę do trzeciej gimnazjum i jestem załamana. Czas leci szybko, a zanim się obejrzę będziemy pisać testy i rozejdziemy się do innych szkół, co oznacza, że już Go wcale nie zobaczę.
Wstydzę się do niego zagadać, czy zapytać się Go czemu mnie ignoruje, czy coś mu zrobiłam.. Boje się, że mnie wyśmieje.
Co mogę jeszcze zrobić? Zmieniłam się dla niego. W końcu mi się udało, ale boje się.
Męczy mnie od bardzo dawna.. Chciałabym się w końcu gdzieś wygadać, bo niestety nie mam do kogo. Zacznę od samego początku, więc z góry przepraszam, no i dziękuję jeśli ktoś to przeczyta:
W 1 gimnazjum, do mojej klasy doszedł pewien chłopak, od razu wzbudził sobą moje zainteresowanie. Był inny niż wszyscy chłopcy z mojej klasy. Zakolegował się z moją koleżanką, zawsze razem gadali i wracali ze sobą, ogólnie rzecz biorąc byłam zazdrosna i trochę powypytywałam koleżankę, jaki on jest, co lubi itd. Okazało się, że mamy bardzo podobne zainteresowania i lubimy rozmawiać o tym samym. Pewnego dnia w szatni zaczęliśmy się hmm.. przekomarzać? Dokuczaliśmy sobie, a potem się z tego śmialiśmy.
Pewnego dnia skończyliśmy lekcje trochę później, bo o 16, i byliśmy już z całą klasą zmęczeni. Żeby poprawić sobie humor zaczęliśmy wszyscy żartować.
Chłopak, który mi się podoba był na rowerze i wszyscy zrobiliśmy tak zwany "murek", żeby nie mógł przejechać. I tak się akurat złożyło, że przejechał obok mnie. Chciałam szybko zabrać rękę, ale zahaczyłam o jego kurtkę, a On spadł z roweru. Zobaczyłam, że jedzie samochód i chciałam mu pomóc wstać, ale On.. dał mi z liścia. Wtedy poczułam się zraniona. Pociągnęłam Go z dala od samochodu i walnęłam Go mocniej niż należało i nawyzywałam. Było mi oczywiście przykro, że byłam dla niego niemiła, bardzo się o niego martwiłam i może stąd ta reakcja. Oczywiście z własnej dumy i mojej wściekłości, nie powiedziałam mu, że zrobiłam to przez przypadek. Nie przeprosiłam Go, a potem było mi wstyd o tym nawet wspominać.
Między nami przez parę dni panowała cisza, jednak nie trwała ona długo. Myślałam, że już się do mnie nie będzie odzywał, a On jednak znów zaczął się odzywać, żartować, i znów się razem śmialiśmy. Wszystko było jak dawniej i w takich relacjach mijał nam rok szkolny.
Koniec roku szkolnego przyszedł dość szybko, tak jak wakacje.
W nowym roku szkolnym zaczął być dla mnie milszy niż zwykle. Częściej do mnie gadał, nie tylko wtedy kiedy była okazja, cały czas. Siadał przede mną w ławce i nie było chwili, w której by się do mnie nie uśmiechał. Patrzał na mnie inaczej, a czasem przyłapywałam Go na obserwowaniu mnie w szatni, na korytarzu, na lekcjach. Kiedy jego przyjaciel spytał się Go raz czemu tak bardzo chce usiąść tu gdzie ja, a On zrobił się cały czerwony i ustąpił koledze.
Wtedy domyśliłam się o co chodzi. Byłam szczęśliwa, że poczuł to samo, ale nie wiedziałam jak się zachować. Stałam się niedostępna, bo nie wiedziałam co robić, żeby nie wypaść głupio, ale to chyba jeszcze bardziej na niego podziałało. Potem stałam się.. wredna. Nie wiem czemu. Strasznie głupie podejście, ale za każdym razem zachowywałam się instynktownie. Nie mogłam nad tym zapanować.
Znów pomyślałam, że przestanie się do mnie odzywać, ale On próbował wszystkiego, żebym znów była taka jak kiedyś. Zauważyłam to i zgadzałam się na "jego" układy, polegały one na zakładaniu się (w taki żartobliwy sposób), że nie wytrzymam będąc dla niego miła przez określony czas. Zawszę stawiałam na to, że mi się uda, ale zawsze przegrywałam. Nie ważne jak bardzo się starałam, to zawszę mówiłam coś nie tak. Widocznie się przyzwyczaiłam (Biorąc pod uwagę to, że jestem bardzo wrażliwa i aż nadmiar słaba psychicznie, to bardzo łatwo jest mnie zranić lub się zmienić, gorzej z powrotem do starych przyzwyczajeń. Każdy wie, że łatwiej stać się gorszą osobą niż lepszą.). Mimo wszystko było w porządku. Dalej był nadzwyczaj miły, i ja też się zmieniałam. Wiedziałam, że robię to dla niego i miałam motywacje. Pożyczał mi książki, rozmawialiśmy o nich, o grach z tej serii i o wszystkim co ślina na język przyniesie. Dodam, że to on zaczynał prawie wszystkie nasze rozmowy.
Przez cały czas o wszystkim mówiłam swojej starej, bardzo mi bliskiej koleżance, można powiedzieć, że byłyśmy dla siebie siostrami. Pewnego dnia przyszłam do szkoły i zobaczyłam ich razem. Zapytała się mnie tylko, czy się nie gniewam, a ja widząc wcześniej, że On jest szczęśliwy zaprzeczyłam i poszłam jak najdalej od nich. Kiedy widziałam jak się całowali było mi smutno i zbierało mi się na płacz. Po paru dniach powiedziała mi, że chodzi z nim tylko dlatego, żeby jej były chłopak był zazdrosny, że Go nie kocha i jej nie zależy, a kiedy Go całuje woli o tym nie myśleć. Miałam ochotę ją pobić. Jak mogła tak mówić, kiedy ja o tym marzyłam?! Mówiła mi o wszystkim co do niej mówił. To, że pisał do niej "Dobranoc Księżniczko", to że mu na niej zależy, o wszystkim. Jakby nie potrafiła zachować niczego dla siebie. Po prostu, mówiła to wszystkim jak leci. Nie mogłam patrzeć na te zachwyty na tych wszystkich twarzach. Zrozumiałam jacy ludzie są fałszywi.
Podczas ich "związku" przestał się do mnie odzywać. Na początku zerkał na mnie, ale ja unikałam ich jak ognia, żeby czegoś nie zrobić. Po tygodniu tego "związku" zerwali, a tak właściwie to On z nią. Unikał mnie, ignorował i olewał. Nie wiedziałam co robić, czułam się zagubiona.. Było tak przez dwa miesiące.
Nastąpił prawie koniec roku szkolnego jako już dawno 2 gimnazjum z czym nadszedł czas wycieczki klasowej. Wyjechaliśmy na 4 dni na domki. W pierwszy dzień było fajnie. Każdy wchodził do wszystkich domków i sprawdzał kto miał najlepiej. Razem z moją "przyjaciółką", co cieszyła się z mojego nieszczęścia i na złość gadała z chłopakiem, który mi się podoba, kiedy mnie unikał, na dodatek stwierdziła, że jej się teraz też podoba, co ewidentnie zrobiła na złość. Kiedy z nią o tym rozmawiała, zasłaniała usta pięścią i się uśmiechała. Wiem- żadna z niej przyjaciółka, ale kiedy jesteśmy gdzieś razem, to fajnie się bawimy i zawsze żartujemy (a jak widać-humor wyceniam najwyżej) weszłyśmy do jego domku i wtedy się do mnie odezwał, tak jak kiedyś to robił. Razem z nim, jego przyjacielem i moją przyjaciółką poszłyśmy do naszego domku i wszystko było jak dawniej; śmiechy, żarty i dogryzanie sobie.
Jednak przed wycieczką koleżanka która zaczęła z nim wcześniej chodzić powiedziała mi, że dowiedziała się, że On chce ją "odzyskać", a mi mina od razu zrzedła, mimo że zapewniła, że do niego nie wróci, było mi głupio w jego towarzystwie. Ukryłam to i nadal byłam roześmiana.
W drugim dniu "zabalowaliśmy", a ja po raz pierwszy posmakowałam alkoholu. Gdzie opiekunowie, co? Siedzieli z innymi w swoim domku i wspólnie grali w jakieś gry. Nieodpowiedzialne, ale nasz opiekun nigdy by o to nas nie podejrzewał.
Niestety okazało się, że nie mam dość twardej głowy, a ja nie mogłam patrzeć na koleżankę, która niedawno z nim chodziła. Wtedy zapytała się, czy coś mi się stało i zaczęłyśmy rozmawiać. Obie się rozpłakałyśmy. Ja- że w końcu jej wszystko powiedziałam, to co czułam podczas gdy ona Go wykorzystywała, Ona- że nie wiedziała, że tak cierpię. Wtedy nie tylko po raz pierwszy zaczęłam szczerze płakać, ale i zobaczyłam szczere łzy. Widziałam, że żałuje i jej to wybaczyłam. Potem okazało się, że płakałam odrobinę za głośno i On coś usłyszał, że płakałam i słyszał też swoje imię. Powiedziałam jej, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. Od razu mnie obroniła i powiedziała mu, że to nic takiego, tylko za dużo wypiłam, zresztą ona też, co było widać. Uwierzył i odszedł. Jednak jestem pewna, że nie słyszał wszystkiego, bo przyszedł już kiedy płacz mi przechodził. Zmęczona poszłam spać.
Następnego dnia wstałam z bólem głowy i nie przyszłam na zbiórkę. Jako że na śniadaniu siedziałam naprzeciwko niego, siedziałam nadzwyczaj cicho nie patrząc na niego. On chyba też czuł się nieswojo.
Zjadłam jedną małą kromkę chleba, podziękowałam i poszłam do pokoju.
Po paru minutach wszyscy opuścili stołówkę i zaczęli grać na dworze w karty. On też tam grał, więc postanowiłam, że się dołączę i tak też zrobiłam. Po chwili zaczął się do mnie odzywać. I tak cały dzień. Znów było jak dawniej.
Następny dzień był już ostatnim, znów było pomiędzy nami dobrze. W końcu nadszedł czas pakowania, co też wszyscy zrobili. Wróciliśmy do domu.
Kolejnego dnia była szkoła, gdzie znów mnie unikał przez miesiąc, czyli do końca roku szkolnego.
Całe wakacje Go nie widziałam i tęskniłam.
W końcu nadszedł kolejny rok szkolny, to właśnie ten rok. Chodzę do trzeciej gimnazjum i jestem załamana. Czas leci szybko, a zanim się obejrzę będziemy pisać testy i rozejdziemy się do innych szkół, co oznacza, że już Go wcale nie zobaczę.
Wstydzę się do niego zagadać, czy zapytać się Go czemu mnie ignoruje, czy coś mu zrobiłam.. Boje się, że mnie wyśmieje.
Co mogę jeszcze zrobić? Zmieniłam się dla niego. W końcu mi się udało, ale boje się.