Uwaga, wylewam swoje żale, pewnie się rozpiszę...
K
k1133426 pkt
677 wyświetleń
dość trochę, a więc...
Jestem z moim chłopakiem pół roku, on ma też przyjaciółkę (S), którą zna już dość trochę, ale zaczynając od początku...
Zanim jeszcze poznałam mojego chłopaka, jego obecna przyjaciółka (S) się w nim kochała, ale on wybrał inną, wtedy S znalazła sobie chłopaka.. gdy jego dziewczyna go zostawiła dla innego on żałował że nie walczył o S.. teraz jest on pół roku ze mną, na początku nie byłam zazdrosna o S, bo uważałam, że to normalna przyjaźń..ale po tym jak pewnego dnia był u mnie i nie wylogował się fb (oczywiście chciałam go wylogować by wejść na swoje konto) i nagle napisała S.. patrzę a tam "Kocham Cię", "księżniczka" siłą woli przeczytałam więcej (nie oceniajcie mnie, nie miałam złych zamiarów) a tam wyżej jak to bardzo za sobą tęsknią itp. Następnego dnia mu powiedziałam, że mnie to boli, bo nie wiem co mam o tym myśleć, przekonywał mnie, że to tylko jego przyjaciółka, że sobie zawsze pomagają.. i w porządku uwierzyłam, bo on zawsze jest szczery i nie jest z tych, którzy idą na 2 fronty, po za tym widać, że mnie kocha.. Zamydliło mi to oczy na jakiś czas, ale potem znowu mi podejrzenia wróciły. Od jakiegoś miesiąca, gdy piszemy ze sobą nie mówi mi np, że jestem dla niego ważna czy coś.. ogólnie jakoś tak niby dla żartów mnie ciśnie (dobrze wie że mam kompleksy i wgl), Z S pisze nawet częściej niż ze mną i ich rozmowa się klei.. śmieją się mówią sobie "kochanie", wysyłają sobie zdjęcia, on jej mówi, że ma śliczny uśmiech i takie tam.. mi nigdy tego nie mówi, rzadko kiedy mi mówi, że mu się podobam. Dodam, że S jest bardzo ładną chudą z dużymi piersiami i ładnym tyłkiem blondynką o długich włosach i niebieskich oczach, ma też zgrabny nosek i bardzo ładną cerę (ideał po prostu) a ja jestem niby szczupła, ale mam kilka fałdek na brzuchu i pulchniejszą twarz, nie aż tak idealny nosek jak ona, ale cóż.. czuję się jak jedna z dwóch jego dziewczyn. Codziennie chce mi się płakać, przestałam jeść (wiem głupie to) i schudlam z twarzy trochę, ale nigdy nie będę tak idealna.. jestem dość nie śmiała i nie akceptuję siebie, niby podobam się chłopakom w szkole, bo mi to mówią, ale do mnie to nie dotrze do puki nie nauczę się akceptować samą siebie. A on mi w tym nie pomagada, dowala mi tak niby dla żartu że przytyło mi się albo, że nos mam za duży itp. potem jak mu nie odpisuję to mówi, że przeprasza tylko żartował.. ja potrafię dużo znieść, ale nie wiem jak długo.. Nigdy nie byłam zazdrosna, to nie w moim stylu, ale czuję się źle.. nie miałam takich kompleksów aż do puki nie zostaczyłam tej S i tego jak on na nią patrzy. Wiem też napewno, że mnie kocha, ale wydaje mi się, że to z przyzwyczajenie bardziej.. ale widzę też, że ona mu nie jest obojętna. Nie chcę kazać mu wybierać pomiędzy nami, bo ja rozumiem przyjaźń itp. tyle, że to nie na moje nerwy.. coraz bardziej wszywam sobie w psychikę jaka to jestem brzydka, gruba i beznadziejna..
Przypomniało mi się jeszcze... z 3 miesiące temu pisał z S o mnie, że jakieś tam problemy itp, ona mu powiedziała żeby walczył o mnie, bo o nią nie walczył i wtedy on na to, że wie o tym i bardzo żałuje tego... to mnie dobiło kompletnie.. czuję się jak w trójkącie, boli mnie to, że sobie tak słodzą, a ze mną to tak jak by wcale..
Może ja przesadzam? Sama nie wiem.. wiem tylko tyle, że czuję się rozbita na kawałki i ciągle mi smutno
Nie wiem co powinnam zrobić, zależy mi na nim i go kocham, wiem że on mnie też ale czasem wydaje mi się, że dla jego dobra powinnam go zostawić i dać mu szansę być z tą S, a ja powinnam się usunąć gdzieś w kąt..anie...
Jestem z moim chłopakiem pół roku, on ma też przyjaciółkę (S), którą zna już dość trochę, ale zaczynając od początku...
Zanim jeszcze poznałam mojego chłopaka, jego obecna przyjaciółka (S) się w nim kochała, ale on wybrał inną, wtedy S znalazła sobie chłopaka.. gdy jego dziewczyna go zostawiła dla innego on żałował że nie walczył o S.. teraz jest on pół roku ze mną, na początku nie byłam zazdrosna o S, bo uważałam, że to normalna przyjaźń..ale po tym jak pewnego dnia był u mnie i nie wylogował się fb (oczywiście chciałam go wylogować by wejść na swoje konto) i nagle napisała S.. patrzę a tam "Kocham Cię", "księżniczka" siłą woli przeczytałam więcej (nie oceniajcie mnie, nie miałam złych zamiarów) a tam wyżej jak to bardzo za sobą tęsknią itp. Następnego dnia mu powiedziałam, że mnie to boli, bo nie wiem co mam o tym myśleć, przekonywał mnie, że to tylko jego przyjaciółka, że sobie zawsze pomagają.. i w porządku uwierzyłam, bo on zawsze jest szczery i nie jest z tych, którzy idą na 2 fronty, po za tym widać, że mnie kocha.. Zamydliło mi to oczy na jakiś czas, ale potem znowu mi podejrzenia wróciły. Od jakiegoś miesiąca, gdy piszemy ze sobą nie mówi mi np, że jestem dla niego ważna czy coś.. ogólnie jakoś tak niby dla żartów mnie ciśnie (dobrze wie że mam kompleksy i wgl), Z S pisze nawet częściej niż ze mną i ich rozmowa się klei.. śmieją się mówią sobie "kochanie", wysyłają sobie zdjęcia, on jej mówi, że ma śliczny uśmiech i takie tam.. mi nigdy tego nie mówi, rzadko kiedy mi mówi, że mu się podobam. Dodam, że S jest bardzo ładną chudą z dużymi piersiami i ładnym tyłkiem blondynką o długich włosach i niebieskich oczach, ma też zgrabny nosek i bardzo ładną cerę (ideał po prostu) a ja jestem niby szczupła, ale mam kilka fałdek na brzuchu i pulchniejszą twarz, nie aż tak idealny nosek jak ona, ale cóż.. czuję się jak jedna z dwóch jego dziewczyn. Codziennie chce mi się płakać, przestałam jeść (wiem głupie to) i schudlam z twarzy trochę, ale nigdy nie będę tak idealna.. jestem dość nie śmiała i nie akceptuję siebie, niby podobam się chłopakom w szkole, bo mi to mówią, ale do mnie to nie dotrze do puki nie nauczę się akceptować samą siebie. A on mi w tym nie pomagada, dowala mi tak niby dla żartu że przytyło mi się albo, że nos mam za duży itp. potem jak mu nie odpisuję to mówi, że przeprasza tylko żartował.. ja potrafię dużo znieść, ale nie wiem jak długo.. Nigdy nie byłam zazdrosna, to nie w moim stylu, ale czuję się źle.. nie miałam takich kompleksów aż do puki nie zostaczyłam tej S i tego jak on na nią patrzy. Wiem też napewno, że mnie kocha, ale wydaje mi się, że to z przyzwyczajenie bardziej.. ale widzę też, że ona mu nie jest obojętna. Nie chcę kazać mu wybierać pomiędzy nami, bo ja rozumiem przyjaźń itp. tyle, że to nie na moje nerwy.. coraz bardziej wszywam sobie w psychikę jaka to jestem brzydka, gruba i beznadziejna..
Przypomniało mi się jeszcze... z 3 miesiące temu pisał z S o mnie, że jakieś tam problemy itp, ona mu powiedziała żeby walczył o mnie, bo o nią nie walczył i wtedy on na to, że wie o tym i bardzo żałuje tego... to mnie dobiło kompletnie.. czuję się jak w trójkącie, boli mnie to, że sobie tak słodzą, a ze mną to tak jak by wcale..
Może ja przesadzam? Sama nie wiem.. wiem tylko tyle, że czuję się rozbita na kawałki i ciągle mi smutno
Nie wiem co powinnam zrobić, zależy mi na nim i go kocham, wiem że on mnie też ale czasem wydaje mi się, że dla jego dobra powinnam go zostawić i dać mu szansę być z tą S, a ja powinnam się usunąć gdzieś w kąt..anie...