Mnie kasowała za jedną wizytę = obejrzenie + ewentualna zmiana gumek w aparacie.. 150-200. Pierwsza wizyta to chyba było 130[chociaż nie jestem pewna - zbyt dawno]. W to wchodził odlew, obejrzenie zębów i plan założenia aparatu.
Sam aparat kosztuje tyle, co średniej jakości samochód. Jak ja miałam zakładane [dawno temu, haha] to może 2-5 tysięcy, teraz nie wiem ile za to biorą - w każdym razie WIĘCEJ. Na szczęście na jedną część [góra/dół] nie wychodzi tak źle. Sama trafiłam na "promocję", haha i miałam trochę taniej, ale też w granicach 1,5-3 na sam dół.
Wyobraź sobie, że te wizyty odbywają się często - jeszcze częściej, jeśli masz kłopoty typu pęknie Ci ta gumeczka, obluzuje się drucik albo masz jakieś wątpliwości.
Pomnóż to teraz razy kilka lat, bo przecież noszenie aparatu to nie chwila-moment.
Aparat "wyciągany"/"wkładany"/"ruchomy" [czy jak jeszcze na to mówią] kosztuje oczywiście mniej, bo jest zwykłą wkładką - taki też miałam, przed stałym. Mimo wszystko cena też zapewne zaczyna się gdzieś koło 500 zł.
[Mówię oczywiście o tych nie-najgorszych, a średniej jakości - za te superprocudo trzeba zapłacić znacznie więcej, to chyba jasne]
Co ma ubezpieczenie do tego, że chcesz mieć proste ząbki? Chyba niewiele, chociaż ja zawsze jestem z takimi możliwościami nie po drodze, więc tak naprawdę nie wiem - chociaż szczerze wątpię.
Ceny zależą oczywiście od samego ortodonty, bo przecież każdy ma swój "cennik". Mimo wszystko, proste zęby to niezły biznes - posiedzisz na tyłku 5-8h we własnym gabineciku, niech przyjdzie 5 osób w miesiącu którym masz założyć aparat.. Ładna kwota, nie? Dodatkowo niewiele siły w to wkładasz - nie wyrywasz nic przecież [jak to czyni dentysta], ani raczej nie ubabrzesz się krwią czym czymkolwiek zbytnio.
Tyle tylko, że trzeba na taki zawód ciągnąć medycynę - sama chciałam iść na ortodontę, ale chemia, biologia i tego typu = nie dla mnie.
Jeśli bardzo się mylę - niech mnie ktoś poprawi zaraz, zbyt dużo czasu minęło, a ja mam niezbyt dobrą pamięć, hah. ^^