Więc uświadomiłam sobie że od jakiegoś czasu...
X
xExhausted15 pkt
624 wyświetlenia
wychodzenie z domu jest dla mnie prawdziwą torturą,najchętniej cały dzień spędziłabym zamknięta w swoim pokoju. Nienawidzę iść ulicą,zawsze muszę mieć wtedy słuchawki uszach i wzrok wlepiony w telefon,inaczej nie potrafiłabym tego zrobić. Mam wrażenie że nie pasuję,nie pasuję do ludzi,do świata. Że wszyscy wokół mnie nienawidzą,patrzą na mnie z obrzydzeniem.
Trochę lepiej i inaczej jest jeśli nie idę tą ulicą sama,gdy idę z przyjaciółką wszystko jest ok,ludzie mnie nie obchodzą i sobie z nią gadam. Z tym że nie mam przyjaciół...moja przyjaciółka mieszka w Polsce,ja jestem za granicą i oprócz rodziców nie mam tu zupełnie nikogo i nie potrafię się z nikim zaprzyjaźnić. Szkoła to dla mnie tortura,piekło. Zupełnie nie z powodu nauki ale tego że jestem tam zmuszana do kontaktu z ludźmi,jeszcze takimi którzy na prawdę mnie nienawidzą. Dobierzcie się w pary,praca grupowa...to dla mnie najgorszy koszmar. Przez cały dzień potrafię powiedzieć do innych ludzi jakieś 2 słowa.Przerwy spędzam zupełnie sama,najczęściej w bibliotece.Osoby z mojej klasy często się ze mnie wyśmiewają,ignoruję to chociaż tak na prawdę wszystkie te wyzwiska dokładnie zapamiętuje i w środku rozpadam się na kawałki... Jestem wrażliwa i biorę wszystko aż za bardzo do siebie,ludzie myślą że jest zupełnie odwrotnie...
Nawet chodzenie do głupiego sklepu jest dla mnie sporym stresem,właściwie to nie mam życia. Tak jak mówiłam,kiedy jestem w Polsce wszystko się zmienia, z moją przyjaciółką idziemy do kina,wszędzie. Wtedy jestem szczęśliwa,jednak odwiedzać ją mogę jedynie raz w roku... Nie umiem się do nikogo odezwać,co dopiero zaprzyjaźnić. W szkole i tak nikt mnie nie lubi. Tak jak mówiłam szkoła to dla mnie piekło,z niecierpliwością wyczekuję aż będę miała wolne i będę mogła spokojnie przesiadywać całymi dniami w pokoju,bez tego okropnego obowiązku wychodzenia z domu i kontaktu z ludźmi,czuje się wtedy o wiele lepiej niż gdy muszę chodzić do szkoły,zazwyczaj nie mam myśli samobójczych i nie samookaleczam się. Chociaż zdarza mi się nagle poczuć taką potrzebę żeby jednak tego kogokolwiek mieć,żeby po prostu ktoś mnie przytulił...i jedyne co mogę wtedy zrobić to rozpłakać się no i sięgnąć po żyletkę,jakkolwiek żałośnie by to nie brzmiało... Z koleżanką piszę na fb,praktycznie cały czas ale to nie to samo co mieć kogoś przy sobie... Bardzo chciałabym wrócić do Polski,tam jestem z nią cały czas,zupełnie nie myślę o targnięciu na swoje życie no i jestem szczęśliwa jednak taka opcja też nie wchodzi w grę. Mam już tego wszystkiego dość...
Trochę lepiej i inaczej jest jeśli nie idę tą ulicą sama,gdy idę z przyjaciółką wszystko jest ok,ludzie mnie nie obchodzą i sobie z nią gadam. Z tym że nie mam przyjaciół...moja przyjaciółka mieszka w Polsce,ja jestem za granicą i oprócz rodziców nie mam tu zupełnie nikogo i nie potrafię się z nikim zaprzyjaźnić. Szkoła to dla mnie tortura,piekło. Zupełnie nie z powodu nauki ale tego że jestem tam zmuszana do kontaktu z ludźmi,jeszcze takimi którzy na prawdę mnie nienawidzą. Dobierzcie się w pary,praca grupowa...to dla mnie najgorszy koszmar. Przez cały dzień potrafię powiedzieć do innych ludzi jakieś 2 słowa.Przerwy spędzam zupełnie sama,najczęściej w bibliotece.Osoby z mojej klasy często się ze mnie wyśmiewają,ignoruję to chociaż tak na prawdę wszystkie te wyzwiska dokładnie zapamiętuje i w środku rozpadam się na kawałki... Jestem wrażliwa i biorę wszystko aż za bardzo do siebie,ludzie myślą że jest zupełnie odwrotnie...
Nawet chodzenie do głupiego sklepu jest dla mnie sporym stresem,właściwie to nie mam życia. Tak jak mówiłam,kiedy jestem w Polsce wszystko się zmienia, z moją przyjaciółką idziemy do kina,wszędzie. Wtedy jestem szczęśliwa,jednak odwiedzać ją mogę jedynie raz w roku... Nie umiem się do nikogo odezwać,co dopiero zaprzyjaźnić. W szkole i tak nikt mnie nie lubi. Tak jak mówiłam szkoła to dla mnie piekło,z niecierpliwością wyczekuję aż będę miała wolne i będę mogła spokojnie przesiadywać całymi dniami w pokoju,bez tego okropnego obowiązku wychodzenia z domu i kontaktu z ludźmi,czuje się wtedy o wiele lepiej niż gdy muszę chodzić do szkoły,zazwyczaj nie mam myśli samobójczych i nie samookaleczam się. Chociaż zdarza mi się nagle poczuć taką potrzebę żeby jednak tego kogokolwiek mieć,żeby po prostu ktoś mnie przytulił...i jedyne co mogę wtedy zrobić to rozpłakać się no i sięgnąć po żyletkę,jakkolwiek żałośnie by to nie brzmiało... Z koleżanką piszę na fb,praktycznie cały czas ale to nie to samo co mieć kogoś przy sobie... Bardzo chciałabym wrócić do Polski,tam jestem z nią cały czas,zupełnie nie myślę o targnięciu na swoje życie no i jestem szczęśliwa jednak taka opcja też nie wchodzi w grę. Mam już tego wszystkiego dość...