Więc znamy się od przedszkola, ale dopiero 2...
M
Majka21113 pkt
742 wyświetlenia
lata temu zaczeliśmy się umawiać na koszykówkę. On ma na imię Bartek (14 lat, jak ja). Gralismy... raz często, raz czasami. I on wtedy zaczął mnie przytulać... ogólnie byl tak blisko mnie. Wtedy się w nim zakochałam. Myślałam o nim prawie bez przerwy. Nie było dnia, w którym bym o nim nie rozmyślala (to bylo moje pierwsze zkaochanie w życiu, bo zawsze tylko ktoś mi się podobał) . Zapraszal mnie kilka razy do siebie do domu, ale los chciał, żebym akurat musiała wracać do siebie. I kurde... duzo rozmawialiśmy i takie byly przy każdym spotkaniu fajne chwile ;D Az do jedengo dnia... poszłam z nim na kosza. Był taki chłopak. Jeden miał przezwisko:Ziaro (17-18 lat), a drugi Rusek(16-17). Bartek zaczął dogadywać się dobrze z Ruskiem... ale niestety, rozmawiali ze sobą ciągle, a Bartek mnie ignorował. Bylo mi strasznie smutno. Kiedy coś mowiłam (wtedy nikt nic nie mowił), to Bartek zaczynał rozmowe z Ruskiem ;/
Dalej się spotykaliśmy... zacząl przeklinać, czego nie lubie, i był na spontanie. Był aż za bardzo na luzie i popisywał się ... Za miesąc znów się spotkałam. Byl jeszcze bardziej inny. Taki oschły i nie słodki jak kiedyś. Bardzo się zmiemił.
Umowiłam się z nim i koleżanką na rowery. Czekałam i czekalam... on nie przyszedł. Dzwonie do niego: nic... Poźniej za kilka godzin do mnie wysyla smsa. I coś tam mowił, że zostawil u babci telefon i zacząl przepraszać, bo nie mial się do mnie jak dodzwonić. Napisał też, że sobie z Ruskiem po sklepie chodzi i do kina poszli... ;( (chociaż uż sie z nim umowiłam pierwsza!). To dałam mu jeszcze szanse i on zaproponowal, żebysmy się o 8:00 spotkali (o 8:30 musialam iść do domu|). Zgodzilam się. Znow nie przyszedł. Pojechałam pod jego dom. Samochód stał przed domem (on nim pojechał do kina z koolegą i chyba matką). I to ja do niego napisalam: olaleś spotkanie. on laskawie odpisał: dopiero z kina wracam, ja: dobra, wciskaj kity komuś innemu, mogleś napisać smsa. On nie odpisał. Nie odezwal się do teraz (minęło już od tego jakiś miesiąc.) Nie umawiamy się ani nic... nie widziemismy się przez ten miesiąc, chciaż jak wracam ze skzoły to przechodze obok jego domu...
I gdzie tu sens? Po pierwsze jak mogł wzić komórkę od babci, jak był w kinie (kino jest 40 km od mojego miasta), a on niby dopiero teraz wraca, a po drugie samochod stał...
Kiedyś jak bylam w skzole, to z okna go widzialam... serce mi walilo. To bylo na sprawdzianie. Nie napisalam na czas, bo ciągle onim myślalam. Do teraz patrze na każdej lekcji w ono, patrząc, czy on nie idzie.
Ja już bez niego nie mogę wytrzymać. Poprostu nie chcę być nachala (wtedy bylam), bo powinnam być obrażona, ale ja nie mogę.
No i co ja am zorbić? Płakałam wtedy, teraz robie to samo, kiedy wrócą jasne wspomnienia. Czasami poprostu wychodzę z domu specjalnie obok jego domu przechodzę, w niadzieji, że go spotkam.
Co ja mam zrobić? No ja już tak nie mogę!
A dzisiaj powiedział mi siema w skelpie... to ja mu na to czesć... to znaczy chyba, że jeszcze nie ma zamiaru skończyć znajomości. Ale nie to, że nie chciał być niegrzeczny i się przywitał, ale ja byłam odwrócona i wtedy usłyszałam: siema... ;D
Pojść w sobote z nim na kosza? ;]
Dalej się spotykaliśmy... zacząl przeklinać, czego nie lubie, i był na spontanie. Był aż za bardzo na luzie i popisywał się ... Za miesąc znów się spotkałam. Byl jeszcze bardziej inny. Taki oschły i nie słodki jak kiedyś. Bardzo się zmiemił.
Umowiłam się z nim i koleżanką na rowery. Czekałam i czekalam... on nie przyszedł. Dzwonie do niego: nic... Poźniej za kilka godzin do mnie wysyla smsa. I coś tam mowił, że zostawil u babci telefon i zacząl przepraszać, bo nie mial się do mnie jak dodzwonić. Napisał też, że sobie z Ruskiem po sklepie chodzi i do kina poszli... ;( (chociaż uż sie z nim umowiłam pierwsza!). To dałam mu jeszcze szanse i on zaproponowal, żebysmy się o 8:00 spotkali (o 8:30 musialam iść do domu|). Zgodzilam się. Znow nie przyszedł. Pojechałam pod jego dom. Samochód stał przed domem (on nim pojechał do kina z koolegą i chyba matką). I to ja do niego napisalam: olaleś spotkanie. on laskawie odpisał: dopiero z kina wracam, ja: dobra, wciskaj kity komuś innemu, mogleś napisać smsa. On nie odpisał. Nie odezwal się do teraz (minęło już od tego jakiś miesiąc.) Nie umawiamy się ani nic... nie widziemismy się przez ten miesiąc, chciaż jak wracam ze skzoły to przechodze obok jego domu...
I gdzie tu sens? Po pierwsze jak mogł wzić komórkę od babci, jak był w kinie (kino jest 40 km od mojego miasta), a on niby dopiero teraz wraca, a po drugie samochod stał...
Kiedyś jak bylam w skzole, to z okna go widzialam... serce mi walilo. To bylo na sprawdzianie. Nie napisalam na czas, bo ciągle onim myślalam. Do teraz patrze na każdej lekcji w ono, patrząc, czy on nie idzie.
Ja już bez niego nie mogę wytrzymać. Poprostu nie chcę być nachala (wtedy bylam), bo powinnam być obrażona, ale ja nie mogę.
No i co ja am zorbić? Płakałam wtedy, teraz robie to samo, kiedy wrócą jasne wspomnienia. Czasami poprostu wychodzę z domu specjalnie obok jego domu przechodzę, w niadzieji, że go spotkam.
Co ja mam zrobić? No ja już tak nie mogę!
A dzisiaj powiedział mi siema w skelpie... to ja mu na to czesć... to znaczy chyba, że jeszcze nie ma zamiaru skończyć znajomości. Ale nie to, że nie chciał być niegrzeczny i się przywitał, ale ja byłam odwrócona i wtedy usłyszałam: siema... ;D
Pojść w sobote z nim na kosza? ;]