@Di3go
Dokładnie kolego ;) Raczej niczego bym nie wniosła w Twoje życie odpowiadając ci na przytoczony temat. Ty raczej tym też mnie nie zmienisz. Ale jak już tak się rozpisałeś, to wniosę swoje 3 grosze ;)
Tak... Dla ateistów religia nie ma logiki. Jest wybujała, nie do zaakceptowania, zmyślona. Niezgodna z rzeczywistością i światem materialnym...
"Jest tylko świat rzeczywisty i fizyczny", "wszystko ma swój początek, środek i koniec", "nic nie trwa wiecznie","fizycznie nic nie trwa wiecznie""nie ma rzeczy nieskończonej, której nie da się zmierzyć i która naprawdę istnieje, to nierzeczywiste","Teoretycznie można przytoczyć nieskończenie wiele liczb po przecinku, ale i tak nigdzie fizycznie nie jest to zapisane, więc możemy się domyślać, że są nieskończone","wszystkie rzeczy, które znasz, które istnieją i są na prawdę, podlegają zasadzie początku, środka i końca, a rzeczy, które są nieskończone - nie istnieją, nie ma ich nigdzie","Po co wierzyć w Boga? Co to znaczy doświadczyć go, czy kiedykolwiek się go doświadczyło, że ma się podstawy, wy wierzyć w to wszystko?" - na pewno tak postrzegają to jak przytoczyłeś "zagorzali ateiści". Wspomniałeś, że wolisz racjonalnie i logicznie myśleć. Też trzeba logicznie myśleć. Ale nie wszystko, co miało miejsce na świecie da się logicznie i racjonalnie wytłumaczyć, przeanalizować. Ludzie starają się czasem wytłumaczyć coś sobie na siłę, nie wiedząc czasem, czy coś ma sens. Wszystko jest jednak wg mnie tajemnicą i można starać się postrzegać to na 2 sposoby. Na wszystko, co mogło być prawdopodobne, rzeczywiste i na nierzeczywiste. Można starać się wszystko wytłumaczyć rzeczywiście i fizycznie, ale mogą to być domysły. Domysłem jest też postrzeganie czegoś od strony nierzeczywistej, niefizycznej. Człowiek cały czas się domyśla. Świat jest piękny i tajemniczy i nie sądzę, by był ograniczony tylko fizycznością i tym, czego doświadczamy. To niemożliwe. Jest tak wspaniały i taki nie do pojęcia, że to wręcz niemożliwe, że coś takiego jest. Że to ma głębszy sens. Można przytoczyć przykład. Ateiści nie rozumieją pojęcia "doświadczyć Boga". Chcą fizycznych odczuć i jest dla nich tylko co, co istnieje.... Ale każdy z nas przez ułamek sekundy tuż po stworzeniu ujrzał Boga. Doświadczeniem Boga nazwałabym uczuciem... Czuję spokój i wewnętrzne ciepło, które promieniuje wszędzie. Doświadczam Boga, gdy spotykam osobę dobrą niczym anioł, doświadczam Boga, gdy ktoś mi pomoże, gdy komuś pomogę, gdy widzę dobroć i miłość. Tam jest Bóg. Doświadczam Boga, gdy moje serce jest czyste, a myśli wyniosłe, doświadczam Go, gdy przyjmuję Eucharystię. Bo jest on w każdym z nas, a cnoty Jego to "wiara, nadzieja i miłość". To ma głębszy sens moim zdaniem aniżeli wg ateisty pomoc komuś, to tylko pomoc komuś, a przyjęcie Eucharystii, to przyjęcie Eucharystii. W takim razie teksty literackie nie miały by tu racji bytu. Bo były by tylko słowami. A człowiek dał im głębsze znaczenie i drugie dno. Więc dlaczego coś co nie jest fizyczne i czego nie odczuwamy materialnie nie mogłoby rządzić się tymi samymi prawami?
A wiara wzięła się od Boga. Wzięła się od Jego Syna, który był świadectwem miłości i poświęcenia. Ludzie to rozpowiadali, mówili o tym, ale natchnione Duchem Świętym osoby pilnowały, by treści w Słowie Bożym przekazywały prawdę, niekoniecznie pod płaszczem tych samych słów. Wiarą jest Słowo, które nie ulega przedawnieniu. Spisano fakty, były osoby. Jeżeli w to wątpisz, dlaczego nie wątpisz w starożytne cywilizacje, jak to tak samo udowodnione rzeczy, co narodziny Chrystusa i potwierdzenie Jego istnienia na świecie, Jego uczniów, Jego nauk i tysięcy ludzi, którzy żyli wraz z Nim? Jak i zdarzenia, które miały miejsce w czasie Jego życia i następstwa z nim związane? Każdy na świecie wie, że Jezus był. Inni nie uwierzyli, inni uwierzyli, inni zaakceptowali. Od tego zdarzenia liczymy nawet czas nowej ery.
Objawienia i opętania pojmujesz jako schizofrenię... Otóż jak się wgłębić w historię osób "objawionych" można na pewno doszukać się tego, że słowa, które mówiły nie były od nich. Były czymś więcej. Co prawda mózg, umysł człowieka jest tajemniczy, niezwykły, niepojęty, ale czy równie nie pojęte jest wszystko, co nas otacza? Człowiek jest człowiekiem, choroba chorobą. Ludzie tknięci opętaniem bądź objawieniem ukazywali treści i zachowania, którym byle choroba nie potrafiłaby dorównać. Treści były nieludzkie i jak na możliwości człowieka - nierealne. Umysł był skupiony, osoby nie widziały niczego. One doświadczały. Doświadczały w innym stanie świadomości. W schizofrenii nie ma mowy o innym stanie świadomości. Doświadczamy tu i teraz. A świadomość tamtych osób się rozszczepia. Nie mają kontaktu ze światem fizycznym. W przypadku opętania, świadomość w umyśle człowieka zastępuje zupełnie inny byt, który nie zachowuje się ludzko i w najmniejszym skrawku nie przypomina danej osoby. Widać, że to coś obcego. Coś, to nie jest ludzkie i znane. To zachowanie nie jest zwidami, to jest wewnątrz. W przypadku objawień, świadomość się ulatnia. Przechodzi w inny stan bytu. Ta świadomość łączy się z wyższym, którego inteligencja i mądrość niczym się mają do człowieka. Mam tu na myśli objawienia np. Matki Boskiej czy Jezusa, Boga Ojca zwykłym ludziom. Ci ludzie są wybrani, by w obecnych czasach przekazywać wiadomości od Ojca. Niektórzy są obłudnikami, niektórzy prawdziwie powołanymi. Tylko po owocach się ich pozna. Wiele proroctw podczas objawień się wypełniło. Choroba psychiczna nigdy w życiu nie potrafiłaby przepowiedzieć zdarzenia, które miałoby miejsce. Bowiem choroba nie zna przyszłości i sam umysł człowieka nie mógłby tego wymyślić. Pod żadnym wpływem.
Co do świata - nie zastanawiałam się nad 6000 tysiącami lat. Choć nie wiem, co było kiedyś i nie wiem, co będzie. Bóg mógł stworzyć to wszystko. Mógł stworzyć wszystko takie, jakie jest teraz - przecież potrafi. I nigdzie nie jest zapisane ile dla Boga znaczył tydzień podczas tworzenia świata, a ile 6000 lat. - Nie wiemy. Co do kosmitów, to któż ci powiedział, że nie ma innych bytów w tak wielkim wszechświecie? Wierzę, że są. Być może nawet tam Bóg im się ukazywał i dawał swoje świadectwo. - Nie wiemy.
Nie zgodzę się również z tym, że o Bogu napisano jedynie "książkę". Przekazywano wszędzie. W listach, na pismach, przekazywano ustnie. Ale postanowiono to "zebrać" i mimo prześladowań apostołowie podjęli się spisania nauk za pośrednictwem natchnienia Ducha Świętego. By nauki nie były rozproszone, ale zebrane w jedno. I historycy pisali o Jezusie w jego czasach. Inaczej by nie przeżyły informacje i potwierdzenia o jego istnieniu. Może pisali - ale niektóre osoby nie popierające, będące przeciwko Jezusowi zataiły wszystko? Zniszczyły? Jezus był uważany za obłudnika, więc zapewne wszelkie informacje o nim nie miały dla niektórych osób prawa bytu. I zauważ, że wszystkie cuda ukazywał ludziom i uczniom podczas wędrówek. Tylko oni to widzieli i spisywali, rozpowiadali. Pokazywał to ludziom. Ale może niektórzy nie chcieli patrzeć? Nie chcieli uwierzyć i uważali to za oszustwo niewarte utrwalenia? Chodzenie po wodzie było ukazane tylko w obecności kilku uczniów Jezusa. Więc jakże jakiś historyk miał to widzieć?
Ależ ja się rozpisałam, mam nadzieję, że nie zniechęci to ;) Ale moja wiara stoi niczym odwieczny dąb. Niezmiernie się raduję, że Ty starasz się szukać Boga ;) Wierzę, że kiedyś odnajdziesz.