Witajcie ponownie. Wybaczcie, że tak ostatnio...
C
CeBool164 pkt
501 wyświetleń
spamuję postami, ale mam do Was zaufanie i chciałem napisać Wam po krótce moją historię, bo sam juz nie wiem czy powinienem iść na tą terapię czy nie. Obiecuję, że nie będę już Wam tak zawracać głowy, ale po prostu nie wiem co robić...
Dzieciństwo miałem strasznie ciężkie, nie ukrywam. W domu może i było dosyć spokojnie, można było pooglądać bez stresu, pograć na PlayStation czy podobne rozrywki to szkołę w latach 2000-2010 wspominam jako najgorszy okres w życiu. Ten, który chyba najbardziej odbił się na mojej psychice. Już od najmłodszych lat wszyscy, dosłownie wszyscy wyżywali się na mnie psychicznie. Spostrzegli, że jestem cholernie wrażliwy i łatwo było doprowadzić mnie do płaczu i to wykorzystywali. Próbowałem jakoś to zgłaszać czy to nauczycielom czy rodzicom ale nigdy nic to nie dawało.
Skończyło się gimnazjum i przyszedł czas na liceum. Wybrałem takie, które było najdalej ode mnie jak to tylko możliwe. I najwyższe poziomem w okolicy, gdyż miałem nie najgorsze wyniki z egzaminów gimnazjalnych. Takie, do którego poszłoby najmniej osób ze szkoły, która przyniosła mi tyle traumatycznych przeżyć. Nawet jeśli pod względem poniżania psychicznego było dużo spokojniej to co innego mi przeszkadzało przez te 3 lata. Doświadczenia z podstawówki i gimnazjum sprawiły, że byłem dużo ostrożniejszy. Bałem się chodzić po szkole w miejsca gdzie są grupki osób, które sprawiały wrażenie, że znów moga mnie poniżać. Nie byłem całkowicie wyluzowany w gronie klasowym, postrzegali mnie chyba jako gbura a ja po prostu najzwyczajniej w świecie się bałem, żeby sie historia nie powtórzyła.
W międzyczasie już wtedy, jako 16-18 letni chłopak strasznie chciałem w końcu zakochac sie ze wzajemnością, bo do tej pory od razu dziewczyny mnie odrzucały a w domu raczej nie praktykuje się jakichś takich odruchów typu przytulanie itd. Zawsze tak było.
No to w międzyczasie na młodzieżowym portalu internetowym 22 kwietnia 2012 roku poznałem JĄ. Dziewczynę, z którą wiązałem naprawdę ogromne nadzieje na przyszłość. "Byliśmy" ze sobą ponad pół roku, obiecywaliśmy sobie naprawdę wiele. Że pójdę do jej okolic na studia, że będziemy się regularnie spotykać, że poczekamy tyle ile będzie trzeba itd. No ale znów demony przeszłości dawały o sobie znać. Bardzo często dawałem jej do zrozumienia, że na Nią nie zasługuję, że powinna znaleźć sobie kogoś lepszego. Ona chyba nie wytrzymała tego ciężaru (tak mi się wydaje) i 7 stycznia 2013 roku "rzuciła" mnie... Strasznie to przeżyłem i do tej pory przeżywam. W rocznicę naszego poznania najzwyczajniej w świecie próbowałem odebrać sobie życie poprzez kolizję na skuterze z innym samochodem. Skuter w drobny mak ale ja miałem tylko potłuczone żebro. A gdybym odchylił głowę w drugą stronę to już mógłbym wtedy mieć ją pod kołami tego samochodu.
Zdałem maturę i postanowiłem iść na studia. Najpierw do Katowic, niedaleko "byłej". Spotkaliśmy się, w okolicy października. Jeszcze bardziej żałowałem mojego zachowania, bo była ona jeszcze piękniejsza i dokładnie taka, jak pisaliśmy... Same studia mi nie szły, czy to w Katowicach czy Kielcach. Zaczęła chyba dawać o sobie znac depresja. Nigdy nie miałem jej stwierdzonej przez specjalistę ale czuję, że to właśnie to. NIe potrafiłem kompletnie skupić swoich myśli na nauce, nie widziałem i nie widzę sensu robienia czegokolwiek, połowę studiów przesiedziałem w akademiku.
Po tych dwóch latach niepowodzeń wróciłem do domu, szukając pracy. W styczniu tego roku rozpocząłem staż w pierwszej pracy, który trwac miał pół roku a trwał 4 miesiące. Zrezygnowali ze mnie nawet nie mówiąc mi o tym. Dowiedziałem się tego od urzędniczki z urzędu pracy. Teraz pracuję w sklepie RTV-SAT-AGD jako sprzedawca. Od 2 tygodni. Praca nie najgorsza, nie mam tam zbyt dużo zajęć, ale z szefem ciężko współpracować. Mam nadzieję, że dam radę.
W międzyczasie, pomiędzy właśnie majem a sierpniem podjąłem drugą próbę samobójczą, poprzez zatrucie proszkami. Niestety lub stety tych proszków było w domu za mało i z tych moich planów nici.
Moja "była" w międzyczasie z jednym chłopakiem chodziła 2 lata a z obecnym jest pół roku i promienieje, opowiadała mi, że to najlepsze pół roku jej życia, on sam z jej opowiadań jest taki, jaki ja zawsze chciałem być, pełny poczucia humoru, przebojowy, energiczny, pełen pomysłów... No i takiej dziewczyny szukam.
Wkurza mnie tylko i frustruje, że gdy z nią piszę(a wznowiliśmy kontakt) to mówi, że to wszystko samo przychodzi, z tym chłopakiem wystarczył jeden taniec, wymiana numerów i już ich do siebie ciągnęło... A ja staram się jak tylko mogę żeby wyjść na prostą... Żeby żyć "normalnie"
A co do tej pory osiągnąłem? Nieudane studia za sobą, 2 próby samobójcze, praca za minimalną krajową, póki co mi wystarczy, ale mam większe ambicje... No i absolutnie bez związków i jakichkolwiek doświadczeń z dziewczynami a mam już 22 lata... No i zapomniałem wspomnieć o mojej pasji, muzyce.
Miałem ja Ci zespół rockowy. Przez 3 lata razem z kumplami z liceum graliśmy to tu to tam. Nawet mieliśmy kilka własnych przebojów. Kochałem to. Kochałem siedzieć na próbach po 3-4 godziny dziennie i szlifować utwory tylko po to by potem wystąpić najlepiej jak potrafię. Doceniali nas nawet profesjonaliści. Niestety wszystko się rozpadło, gdyż rozjechaliśmy się po Polsce. Po cichu liczyłem, że dzięki temu zespołowi może jakaś dziewczyna zwróci na mnie uwagę ale gdzie tam... To perkusista zawsze miał wzięcie.
Od 3 lat próbuję wkręcić się do nowego zespołu, bo tu w okolicy zakładać go nie mam z kim. Na razie bez rezultatu.
No i też od długiego czasu wciąż usilnie szukam miłości. Szukam tej osoby, w której zakocham się bez pamięci, która da mi tą radość a ja dałbym jej wszystko co mam. Między innymi dlatego jeżdżę po tych róznych festynach czy imprezach.
Strasznie mi przykro i płakać mi się chce gdy widzę te zakochane pary. Zastanawiam się wtedy co ja w życiu takiego zrobiłem, że na mnie nikt nie zwraca uwagi...? Kiedy (jeśli kiedykolwiek) znajdę kogoś, dzięki komu będę szczęśliwy jak nigdy w życiu? Ile jeszcze czasu mam się zadowalać kontaktem z przyjacielem oddalonym ode mnie o 50 km i koleżankami (tylko koleżankami) z Internetu?
Kurde... popłakałem się jak to wszystko pisałem ;(
Dzieciństwo miałem strasznie ciężkie, nie ukrywam. W domu może i było dosyć spokojnie, można było pooglądać bez stresu, pograć na PlayStation czy podobne rozrywki to szkołę w latach 2000-2010 wspominam jako najgorszy okres w życiu. Ten, który chyba najbardziej odbił się na mojej psychice. Już od najmłodszych lat wszyscy, dosłownie wszyscy wyżywali się na mnie psychicznie. Spostrzegli, że jestem cholernie wrażliwy i łatwo było doprowadzić mnie do płaczu i to wykorzystywali. Próbowałem jakoś to zgłaszać czy to nauczycielom czy rodzicom ale nigdy nic to nie dawało.
Skończyło się gimnazjum i przyszedł czas na liceum. Wybrałem takie, które było najdalej ode mnie jak to tylko możliwe. I najwyższe poziomem w okolicy, gdyż miałem nie najgorsze wyniki z egzaminów gimnazjalnych. Takie, do którego poszłoby najmniej osób ze szkoły, która przyniosła mi tyle traumatycznych przeżyć. Nawet jeśli pod względem poniżania psychicznego było dużo spokojniej to co innego mi przeszkadzało przez te 3 lata. Doświadczenia z podstawówki i gimnazjum sprawiły, że byłem dużo ostrożniejszy. Bałem się chodzić po szkole w miejsca gdzie są grupki osób, które sprawiały wrażenie, że znów moga mnie poniżać. Nie byłem całkowicie wyluzowany w gronie klasowym, postrzegali mnie chyba jako gbura a ja po prostu najzwyczajniej w świecie się bałem, żeby sie historia nie powtórzyła.
W międzyczasie już wtedy, jako 16-18 letni chłopak strasznie chciałem w końcu zakochac sie ze wzajemnością, bo do tej pory od razu dziewczyny mnie odrzucały a w domu raczej nie praktykuje się jakichś takich odruchów typu przytulanie itd. Zawsze tak było.
No to w międzyczasie na młodzieżowym portalu internetowym 22 kwietnia 2012 roku poznałem JĄ. Dziewczynę, z którą wiązałem naprawdę ogromne nadzieje na przyszłość. "Byliśmy" ze sobą ponad pół roku, obiecywaliśmy sobie naprawdę wiele. Że pójdę do jej okolic na studia, że będziemy się regularnie spotykać, że poczekamy tyle ile będzie trzeba itd. No ale znów demony przeszłości dawały o sobie znać. Bardzo często dawałem jej do zrozumienia, że na Nią nie zasługuję, że powinna znaleźć sobie kogoś lepszego. Ona chyba nie wytrzymała tego ciężaru (tak mi się wydaje) i 7 stycznia 2013 roku "rzuciła" mnie... Strasznie to przeżyłem i do tej pory przeżywam. W rocznicę naszego poznania najzwyczajniej w świecie próbowałem odebrać sobie życie poprzez kolizję na skuterze z innym samochodem. Skuter w drobny mak ale ja miałem tylko potłuczone żebro. A gdybym odchylił głowę w drugą stronę to już mógłbym wtedy mieć ją pod kołami tego samochodu.
Zdałem maturę i postanowiłem iść na studia. Najpierw do Katowic, niedaleko "byłej". Spotkaliśmy się, w okolicy października. Jeszcze bardziej żałowałem mojego zachowania, bo była ona jeszcze piękniejsza i dokładnie taka, jak pisaliśmy... Same studia mi nie szły, czy to w Katowicach czy Kielcach. Zaczęła chyba dawać o sobie znac depresja. Nigdy nie miałem jej stwierdzonej przez specjalistę ale czuję, że to właśnie to. NIe potrafiłem kompletnie skupić swoich myśli na nauce, nie widziałem i nie widzę sensu robienia czegokolwiek, połowę studiów przesiedziałem w akademiku.
Po tych dwóch latach niepowodzeń wróciłem do domu, szukając pracy. W styczniu tego roku rozpocząłem staż w pierwszej pracy, który trwac miał pół roku a trwał 4 miesiące. Zrezygnowali ze mnie nawet nie mówiąc mi o tym. Dowiedziałem się tego od urzędniczki z urzędu pracy. Teraz pracuję w sklepie RTV-SAT-AGD jako sprzedawca. Od 2 tygodni. Praca nie najgorsza, nie mam tam zbyt dużo zajęć, ale z szefem ciężko współpracować. Mam nadzieję, że dam radę.
W międzyczasie, pomiędzy właśnie majem a sierpniem podjąłem drugą próbę samobójczą, poprzez zatrucie proszkami. Niestety lub stety tych proszków było w domu za mało i z tych moich planów nici.
Moja "była" w międzyczasie z jednym chłopakiem chodziła 2 lata a z obecnym jest pół roku i promienieje, opowiadała mi, że to najlepsze pół roku jej życia, on sam z jej opowiadań jest taki, jaki ja zawsze chciałem być, pełny poczucia humoru, przebojowy, energiczny, pełen pomysłów... No i takiej dziewczyny szukam.
Wkurza mnie tylko i frustruje, że gdy z nią piszę(a wznowiliśmy kontakt) to mówi, że to wszystko samo przychodzi, z tym chłopakiem wystarczył jeden taniec, wymiana numerów i już ich do siebie ciągnęło... A ja staram się jak tylko mogę żeby wyjść na prostą... Żeby żyć "normalnie"
A co do tej pory osiągnąłem? Nieudane studia za sobą, 2 próby samobójcze, praca za minimalną krajową, póki co mi wystarczy, ale mam większe ambicje... No i absolutnie bez związków i jakichkolwiek doświadczeń z dziewczynami a mam już 22 lata... No i zapomniałem wspomnieć o mojej pasji, muzyce.
Miałem ja Ci zespół rockowy. Przez 3 lata razem z kumplami z liceum graliśmy to tu to tam. Nawet mieliśmy kilka własnych przebojów. Kochałem to. Kochałem siedzieć na próbach po 3-4 godziny dziennie i szlifować utwory tylko po to by potem wystąpić najlepiej jak potrafię. Doceniali nas nawet profesjonaliści. Niestety wszystko się rozpadło, gdyż rozjechaliśmy się po Polsce. Po cichu liczyłem, że dzięki temu zespołowi może jakaś dziewczyna zwróci na mnie uwagę ale gdzie tam... To perkusista zawsze miał wzięcie.
Od 3 lat próbuję wkręcić się do nowego zespołu, bo tu w okolicy zakładać go nie mam z kim. Na razie bez rezultatu.
No i też od długiego czasu wciąż usilnie szukam miłości. Szukam tej osoby, w której zakocham się bez pamięci, która da mi tą radość a ja dałbym jej wszystko co mam. Między innymi dlatego jeżdżę po tych róznych festynach czy imprezach.
Strasznie mi przykro i płakać mi się chce gdy widzę te zakochane pary. Zastanawiam się wtedy co ja w życiu takiego zrobiłem, że na mnie nikt nie zwraca uwagi...? Kiedy (jeśli kiedykolwiek) znajdę kogoś, dzięki komu będę szczęśliwy jak nigdy w życiu? Ile jeszcze czasu mam się zadowalać kontaktem z przyjacielem oddalonym ode mnie o 50 km i koleżankami (tylko koleżankami) z Internetu?
Kurde... popłakałem się jak to wszystko pisałem ;(