Hej, wiesz, miałam podobnie :)
Bardzo mnie do niego ciągnęło, ale wmówiłam sobie, że na to będzie jeszcze czas, że w sumie jestem jeszcze dzieckiem (chociaż miałam wtedy prawie 17), nie pozwoliłam sobie na to również dlatego, bo chciałam sobie (i nie tylko ;p) udowodnić, że mam silną wolę i potrafię o sobie decydować, poza tym, ja nie chciałam się wiązać na "poważniej", na "dłużej", czuję, że mam na to jeszcze duuużo czasu w swoim życiu, a przez ten czas na pewno spotkam wiele godnych zainteresowania osób ;), a to... hmm, mogłoby nie być dla mnie dobre, nie chciałam też się tak z wszystkimi rozmijać; lepiej poczekać, wiedzieć czego się chce i wtedy zrobić to, a nie później żałować setek rzeczy, które się wydarzyły... bo w pewnym sensie, przez takie postępowanie zatracasz siebie.
Ja do tej pory swojej decyzji prawie ;) nie żałuję; on nr 1 okazał się mega podrywaczem, za którym latają haremy nastolatek; on nr 2 po kilku tygodniach przestał mi się całkiem podobać; on nr 3 właśnie wyjechał na studia :( nie byłoby to dla mnie fajne, bo będzie miał tam masę lasek, a tak przynajmniej w pewnym sensie "nic nas nie łączyło", daliśmy sobie wolną rękę i - przynajmniej teoretycznie - nie czujemy się niezręcznie.
Napisałam "prawie", bo jednak ten ostatni przypadek jeszcze taki jasny dla mnie nie jest. Z jednej strony - fajnie, że utrzymamy dzięki temu przyjaźń, jednak z drugiej strony, nie wiem, jak długo będzie mnie on "męczył". Chwilami żałuję, że nie wykorzystałam "okazji" wtedy, kiedy była, może jednak wcale bym nie żałowała?
A, bo Ty pytasz, co robić, hm, przyznam się, że to trudna sprawa, wydaje mi się, że jeśli napięcia nie rozładujesz sama, to będziesz miała jeszcze trudniej. Chociaż z drugiej strony, to ja to rozumiem tak (:D): masz chłopaka - ok - po co masz się męczyć sama, nie zachęcam do tego, abyś od razu wskoczyła z nim do łóżka - nie, absolutnie, ale jest jeszcze petting. Chociaż nie zaszkodzi, jak i z tym trochę poczekasz;p