Witam, chciałbym się u was poradzić. Otóż...
X
XhakaLaca5 pkt
563 wyświetlenia
od lutego miałem dziewczynę, poznałem ją w styczniu przez kolegę.
Układało się świetnie przez jakieś 2 miesiące. Później wyszły pewne sprawy z narkotykami.
Mieliśmy przerwę dwutygodniową.Ale potem do siebie wróciliśmy i miałem wrażenie, że jest coraz lepiej.
Niestety, pewnego dnia zauważyłem, że od jakiegoś czasu przestała mówić "kocham Cię"
No to zacząłem ją dręczyć i usłyszałem "nie wiem".
Trwało to tak jakoś 2 tygodnie i w końcu zerwała, jestem niemęski i inne takie, nie pamiętam bo się z tym nie zgadzam,
a jak się nie zgadzam to to wypieram. Jeszcze coś tam o złych relacjach z jej mamą.
No i sama sytuacja, która to skumulowała.
Byłem sobie na ognisku ze starym znajomym, wiadomo, browarki itd. No i dzwoni moja piękna.
Przerwała ciekawą rozmowę to nie byłem zbyt rozmowny a właśnie oblała pierwszy egzamin z prawka.
No i że nie byłem rozmowny i jakoś tam głupio zażartowałem to doszła do wniosku, że
nigdy mnie przy niej nie ma kiedy ona tego potrzebuje i zawsze jestem kiedy mnie nie potrzebuje.
No bo tak olałem ją pierwszy raz.
Teraz jesteśmy "przyjaciółmi", non stop mówi, że mnie kocha, jak przyjaciela oczywiście.
Całuje (publicznie tylko w policzek), przytula. No i praktycznie poświęca mi cały wolny czas.
Sytuacja geograficzna nie jest wymarzona więc spędzamy z sobą każdy weekend.
Śpimy ze sobą, ale bez seksu, bo tego nie było też w związku. Ale czego innego nie brakuje.
I choć zawsze mówi, że już więcej tego nie będzie to zawsze jest.
Do tego jak jesteśmy sam na sam to przytula się bardziej niż jak byliśmy w związku.
Trochę poyeb***.
Jak to określa, darzy mnie miłością przyjacielską a nie "związkową"
Jak z tego wyjść cało?
Układało się świetnie przez jakieś 2 miesiące. Później wyszły pewne sprawy z narkotykami.
Mieliśmy przerwę dwutygodniową.Ale potem do siebie wróciliśmy i miałem wrażenie, że jest coraz lepiej.
Niestety, pewnego dnia zauważyłem, że od jakiegoś czasu przestała mówić "kocham Cię"
No to zacząłem ją dręczyć i usłyszałem "nie wiem".
Trwało to tak jakoś 2 tygodnie i w końcu zerwała, jestem niemęski i inne takie, nie pamiętam bo się z tym nie zgadzam,
a jak się nie zgadzam to to wypieram. Jeszcze coś tam o złych relacjach z jej mamą.
No i sama sytuacja, która to skumulowała.
Byłem sobie na ognisku ze starym znajomym, wiadomo, browarki itd. No i dzwoni moja piękna.
Przerwała ciekawą rozmowę to nie byłem zbyt rozmowny a właśnie oblała pierwszy egzamin z prawka.
No i że nie byłem rozmowny i jakoś tam głupio zażartowałem to doszła do wniosku, że
nigdy mnie przy niej nie ma kiedy ona tego potrzebuje i zawsze jestem kiedy mnie nie potrzebuje.
No bo tak olałem ją pierwszy raz.
Teraz jesteśmy "przyjaciółmi", non stop mówi, że mnie kocha, jak przyjaciela oczywiście.
Całuje (publicznie tylko w policzek), przytula. No i praktycznie poświęca mi cały wolny czas.
Sytuacja geograficzna nie jest wymarzona więc spędzamy z sobą każdy weekend.
Śpimy ze sobą, ale bez seksu, bo tego nie było też w związku. Ale czego innego nie brakuje.
I choć zawsze mówi, że już więcej tego nie będzie to zawsze jest.
Do tego jak jesteśmy sam na sam to przytula się bardziej niż jak byliśmy w związku.
Trochę poyeb***.
Jak to określa, darzy mnie miłością przyjacielską a nie "związkową"
Jak z tego wyjść cało?