witam, dziś chciałbym właściwie to chyba...
W
wojtekt8pl2.1k pkt
757 wyświetleń
tylko się wygadać, bo nie mam do kogo już od dłuższego czasu...
Od kilku misięcy mam dwa 'problemy'(?). Pierwszym z nich jest szkoła, jestem uczniem 1 klasy technikum gastronomicznego którego nie zdam.
Wszystko co mnie w tej szkole spotakło było do kitu. Ludzie są całkiem całkiem wiadomo są tacy co mnie lubią i tacy co nienaiwdzą - jak wszędzie. Ale nauczyciele - dno. Ryją gar, żeby tylko cie udupić i żebyś się czuł gorszy. Ja chciałbym się przenieść do szkoły zawodowej o kierunku cukiernik lub sprzedawca, ale tu pojawia się następny problem - rodzice.
Oni chcą, abym ja skończył technikum, według nich jak już ja nie zdam jednego roku w technikum nie mam już co liczyć w przyszłości na jakąkolwiek dobrze płatną pracę. Po gimnazjum od razu chciałem iść do szkoły zawodowej, a wtedy to mi mówili, że mnie nikt nie przyjmie na praktyki, a jak przyjmie to mnie wywali po tygodniu bo, się nie nadaję. Oni nie wierzą w to, że ja mógłbym chociaż na takich głupich praktykach zawodowych - pracować. Myślą, że ja sobie nie dam rady. A tak nie jest, ja jednak chciałbym spróbować.
Rozważałem pójście do liceum na humana (największy problem mam z matmą i językami obcymi - najlepiej idzie mi z polskiego), ale tutaj rodzice mówią, że jak teraz nie zdam to już nigdy nie przyjmą mnie do jakiego kolwiek liceum - nigdy.
Czy to naprawde tak jest, że ja już nie mam przyszłości? Do końca życia będę zamiatać ulice tylko przez ten jeden rok... Chciałbym pójść do innej szkoły tam zacząć wszystko od nowa, ale nie wiem nawet czy po tym wszystkim będę już miał siłę.
Mój następny problem (co nie znaczy, że mniej ważny) to jest taka chorobliwa nieśmiałość (kiedyś tylko do dziewczyn - teraz już do wszystkich) to są już chyba początki fobii społecznej, ja się czasami boję wyjść z domu. I tu też pojawia się motyw szkoły bo gdybym poszedł teraz do szkoły zawodowej to jest u mnie w mieście tylko klasa wielozawodowa i musiałbym jeździć na każdym roku szkoły (są 3 lata) na kursy z przedmiotów zawodowych gdzie mieszkałbym w internacie - przez 6 tygodni (!). Nie lubię nigdzie jeździć, wczoraj byłem na jednodniowej wycieczce klasowej, ale ile ja się nadenerwowałem zanim tam pojechałem, nie było tak bardzo źle, ale ja nie wiem właściwie dlaczego się tak wkur**ałem... Nie umiem tego wyjaśnić.
Chciałbym mieć np. dziewczynę, ale jak mi się jakaś podoba to się wstydzę zagadać, nie wiem czemu. Podoba mi się dziewczyna z czwartej klasy technikum z mojej szkoły, ale ona już w przyszłym tygodniu kończy tą szkołę. Nie wiem czy ją jeszcze kiedyś zobaczę. A z każdą kolejną przepuszczoną okazją czuję się jak gówno, coraz bardziej śmierdzące. Teraz sobie przysięgłem, że jak ją zobaczę to do niej podejdę powiem cokolwiek z uśmiechem na ustach. Nie uda się to trudno, ale ja się źle czuje z tym jak mogę coś zrobić, a tego nie robię. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. Tak źle? dziwnie? nie wiem nawet jak to nazwać.
Od kilku misięcy mam dwa 'problemy'(?). Pierwszym z nich jest szkoła, jestem uczniem 1 klasy technikum gastronomicznego którego nie zdam.
Wszystko co mnie w tej szkole spotakło było do kitu. Ludzie są całkiem całkiem wiadomo są tacy co mnie lubią i tacy co nienaiwdzą - jak wszędzie. Ale nauczyciele - dno. Ryją gar, żeby tylko cie udupić i żebyś się czuł gorszy. Ja chciałbym się przenieść do szkoły zawodowej o kierunku cukiernik lub sprzedawca, ale tu pojawia się następny problem - rodzice.
Oni chcą, abym ja skończył technikum, według nich jak już ja nie zdam jednego roku w technikum nie mam już co liczyć w przyszłości na jakąkolwiek dobrze płatną pracę. Po gimnazjum od razu chciałem iść do szkoły zawodowej, a wtedy to mi mówili, że mnie nikt nie przyjmie na praktyki, a jak przyjmie to mnie wywali po tygodniu bo, się nie nadaję. Oni nie wierzą w to, że ja mógłbym chociaż na takich głupich praktykach zawodowych - pracować. Myślą, że ja sobie nie dam rady. A tak nie jest, ja jednak chciałbym spróbować.
Rozważałem pójście do liceum na humana (największy problem mam z matmą i językami obcymi - najlepiej idzie mi z polskiego), ale tutaj rodzice mówią, że jak teraz nie zdam to już nigdy nie przyjmą mnie do jakiego kolwiek liceum - nigdy.
Czy to naprawde tak jest, że ja już nie mam przyszłości? Do końca życia będę zamiatać ulice tylko przez ten jeden rok... Chciałbym pójść do innej szkoły tam zacząć wszystko od nowa, ale nie wiem nawet czy po tym wszystkim będę już miał siłę.
Mój następny problem (co nie znaczy, że mniej ważny) to jest taka chorobliwa nieśmiałość (kiedyś tylko do dziewczyn - teraz już do wszystkich) to są już chyba początki fobii społecznej, ja się czasami boję wyjść z domu. I tu też pojawia się motyw szkoły bo gdybym poszedł teraz do szkoły zawodowej to jest u mnie w mieście tylko klasa wielozawodowa i musiałbym jeździć na każdym roku szkoły (są 3 lata) na kursy z przedmiotów zawodowych gdzie mieszkałbym w internacie - przez 6 tygodni (!). Nie lubię nigdzie jeździć, wczoraj byłem na jednodniowej wycieczce klasowej, ale ile ja się nadenerwowałem zanim tam pojechałem, nie było tak bardzo źle, ale ja nie wiem właściwie dlaczego się tak wkur**ałem... Nie umiem tego wyjaśnić.
Chciałbym mieć np. dziewczynę, ale jak mi się jakaś podoba to się wstydzę zagadać, nie wiem czemu. Podoba mi się dziewczyna z czwartej klasy technikum z mojej szkoły, ale ona już w przyszłym tygodniu kończy tą szkołę. Nie wiem czy ją jeszcze kiedyś zobaczę. A z każdą kolejną przepuszczoną okazją czuję się jak gówno, coraz bardziej śmierdzące. Teraz sobie przysięgłem, że jak ją zobaczę to do niej podejdę powiem cokolwiek z uśmiechem na ustach. Nie uda się to trudno, ale ja się źle czuje z tym jak mogę coś zrobić, a tego nie robię. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. Tak źle? dziwnie? nie wiem nawet jak to nazwać.