Witam. Mam 16 lat i jestem uczniem 1 klasy...
G
grzesiek2002167 pkt
610 wyświetleń
technikum. Mam chyba bardzo poważny problem psychiczny. Otóż mam tak, że jeżeli zobaczę lub usłyszę coś śmiesznego to gdy jestem sam to się nie śmieję(np. teraz gdy czytam dowcipy). Ale gdybym w tej chwili stał na pogrzebie albo w autobusie pełnym ludzi to w tej samej sytuacji śmiałbym się, że nie mógłbym przestać. Może to dziwnie brzmi ale właśnie tak mam! Dziś np: wracając ze szkoły do domu jechałem autobusem. Było pełno ludzi. Tak było ciasno, że nie można było się przecisnąć. W pewnym momencie, gdy autobus zbliżał się do następnego przystanku, pewien facet chciał wysiąść. Przeprasza wszystkich ale nie mógł przejść, bo było za ciasno. No i w pewnym momencie wydarł się głośno: Ludzie!!! Na litość Boską przepuśćcie mnie bo chcę wysiąść! Oczywiście wszyscy się tak delikatnie zaśmiali a ja jak zacząłem wyć ze śmiechu to nie mogłem przestać. Przez całą jazdę(15 minut drogi) śmiałem się jak idiota. Wszyscy się na mnie patrzyli jak na idiotę. Masakra, bo ja jestem nieśmiały i czerwienię się jak ludzie się na mnie patrzą. Wszystkie oczy były na mnie zwrócone, a ja dalej się śmiałem jak jakiś czubek. Taki wstyd, że ja nie wiem jak się w poniedziałek ludziom na oczy pokażę! A zawsze jeżdżę autobusem do szkoły. Wielkim koszmarem była też dla mnie Pierwsza Komunia Święta, którą miałem 7 lat temu i miałem wtedy 9 lat. Byłem wybrany jako jeden z 8 dzieci żeby coś powiedzieć do całego kościoła przez mikrofon. Były to podziękowania, każdy podchodził i mówił : dziękuję(np. proboszczowi za to i za to). Jeden chłopak który był przede mną zaczął mówić. On miał wadę wymowy(zamiast "r" wymawiał "j"). No i mówi tak: "Sejdecznie dziękuję Ojganiście i C**jowi kościelnemu za opjawę muzyczną" czy coś w tym stylu i szybko odszedł. Potem ja podszedłem do mikrofonu, przypomniałem sobie co on powiedział, nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem przed mikrofonem. Później śmiałem się przez całą mszę. Wszyscy się na mnie patrzyli. Rodzice patrzyli na mnie z tak groźną miną, że myślałem, że się spalę ze wstydu. Ale w domu miałem dopiero piekło. Tak mnie matka wtedy skrzyczała, tak mnie ojciec zlał, że głowa mała. Niestety w życiu miałem już dużo takich sytuacji. Pamiętam jak na lekcji matematyki pani wzięła mojego kumpla do odpowiedzi. A on nie potrafił rozwiązać zadania na tablicy. Zaczęło mnie to tak śmieszyć, że znowu zacząłem wyć ze śmiechu na cały głos i nauczycielka wyprosiła mnie z sali. Pamiętam też jak raz wracałem na nogach z zakupów to widziałem jak jakiś facet wywrócił sie na rowerze, a ja znowu zacząłem wyć ze śmiechu i przez całą drogę się śmiałem. Ja naprawdę nie wiem co z tym zrobić. Załóżmy, że będę zdawał maturę ustną z polskiego i przytrafi się coś śmiesznego. Albo będę na rozmowie kwalifikacyjnej o pracę i okaże się, że szef się jąka. I co wtedy? Znowu zacznę wyć ze śmiechu jak szaleniec! I na kogo ja wtedy wyjdę? Dalej tak mam i nie wiem co z tym zrobić, bo non stop robię z siebie idiotę. Ma ktoś podobnie? Bardzo proszę o pomoc lub jakąś poradę, mam tego dość! Jak sobie z tym poradzić?