Witam. Na wstępie powiem, że mam 22 lata....
H
HotelBooks20 pkt
612 wyświetleń
Opiszę swoją sytuację z przeszłości i teraźniejszości. Miałem kiedyś przyjaciółkę. Taką prawdziwą przyjaciółkę. Znaliśmy się bardzo długo. Byliśmy praktycznie nierozłączni. Zawsze wszystko robiliśmy razem. Zawsze wszędzie razem. Zawsze byłem spokojny, opanowany i zawsze stałem obok. Zawsze obserwowałem niż się udzielałem. W czasach szkolnych nie lubiłem pracy w grupach dlatego, że nie czuję się swodobnie w tłumie. Po prostu nie lubię uczucia kiedy wokół mnie jest pełno ludzi. Mam wrażenie, że zaraz się uduszę. Zawsze wolałem robić wszystkie zadania sam. Niestety moja przyjaciółka się w pewnym momencie swojego życia musiała przeprowadzić. To był ten czas kiedy zaczęło się wszystko sypać. Jeździłem do niej ponad 300 kilometrów. Byłem zawsze kiedy mnie potrzebowała. Kiedy była smutna i potrzebowała kogoś. Zawsze byłem... Zaczęła ograniczać kontakt aż pewnego dnia powiedziała po prostu zwykłe proste "Spie*aj".. Nawet nie znam przyczyny dlaczego. Próowałem się dowiedzieć bo nie rozumiałem nic z tego, ale po tym się nawet nie odezwała. I tak to się skończyło.. Czułem się bardzo źle. Jakby część mojego życia po prostu wyparowała bo się bardzo przywiązałem. Przez to popadłem w depresję. Spadłem na dno i zdawałem sobie z tego sprawę. Nie miałem nikogo z kim mógłbym porozmawiać. Żadnego kolegi czy przyjaciela. Zostałem z tym sam. Moje wyniszczanie trwało przez prawie 5 lat. Nie, nie ciąłem się.. Depresja robi swoje.. Przestałem wierzyć, że spotkam jeszcze kogokolwiek wartego powrotu do świata "żywych". Nie czułem wtedy naprawdę nic. Żadnej pustki, żadnych emocji czy uczuć. Kompletne zero. Byłem tak głęboko pogrążony, że nie widziałem żadnego wyjścia z tej sytuacji. Przestałem o siebie w ogóle walczyć. Pewnego dnia poznałem dziewczynę zupełnie przypadkiem.. Również ma 22 lata. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Znaleźliśmy wspólny język i dobrze nam się rozmawia. Zaczęliśmy się spotykać i tak się spotykamy. Poczułem teraz coś takiego czego nigdy wcześniej nie czułem.. Zaczęło mi na Niej zależeć. Przeżyła też pewną przykrą sytuację i rozumiem Ją doskonale. Po tym próbowała parę razy, ale za każdym razem faceci się rozmyślali i szlag wszystko trafiał. Przez to boi się znów zaufać bo boi się, że stanie się to ponownie. Staram się powoli Jej pokazać, że nie jestem taki jak każdy inny facet. Chcę aby mi zaufała bo dostrzegłem w Niej coś takiego czego nie jestem jeszcze dokładnie wyjaśnić, ale sprawia, że czuję się przy Niej bardzo dobrze. Czuję jak moje serce bije z dnia na dzień coraz mocniej. Czuję, że to jest kobieta o którą warto walczyć za wszelką cenę. Wczoraj mi powiedziała, że ufa mi już troszkę i momentalnie moje serce zaczęło tak szybko bić, że niemal było to słychać. Jest dla mnie ważna.. Bardzo ważna. Ona oczekuje przyjaciela i partnera w zwiazku i do tego właśnie dążę.. Chcę aby mi ufała, aby miała we mnie oparcie. Dlaczego taki jestem? Dlaczego czuję coś po takim czasie kiedy nie czułem zupełnie nic? Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nie mogę przestać o Niej myśleć? Dlaczego nie mogę w ogóle zasnąć?