Witam serdecznie. Jestem chłopakiem, mam 18...
J
JaveLinX16 pkt
668 wyświetleń
lat i mam taki problem z moja byłą, ze postanowiłem zapytać sie ludzi, którzy nas nie znają co wiąże się z tym - obiektywnych. Napisze wam teraz historie, która mniej więcej przedstawi mój problem.
3 lata temu poznalem pewna dziewczyne, zakochalismy sie w sobie jak nie wiem co, zmienila mnie na o niebo lepszego czlowieka. Co prawda sporo sie klocilismy i mielismy ciezko ( ze strony jej matki ), ale dawalismy rade... Do konca 3 klasy gimnazjum (zanim poszedlem za nia do szkoly do calkiem obcego miasta) widywalismy sie raz w tygodniu, nie było aż tak zle. W miedzy czasie mieliśmy tez male przerwy ( wiem, wiem " do tej samej rzeki dwa razy sie nie wchodzi", ale ja uwielbiam te rzekę ). 9 miesięcy temu zerwała... niby z mojej winy, niby nie. okolo miesiąca temu znów sie zaczęła do mnie odzywać ( po tym jak ja w moje 18 urodziny [ 21 maja ] powiedziałem jej, ze skoro ma mnie traktować jak gówno to kończę znajomość. Nie mówiłem jej nawet cześć na ulicy ), ale tym razem tak jak kiedys. W taki sposób, ze od razu miękko mi serce, czulę sie jak najszczęśliwszy facet na ziemi, bylem pewien, ze mnie kocha i, ze tym razem mnie nie skrzywdzi. Wszystko bylo w porządku, zachowywaliśmy sie jak para, tęskniliśmy za sobą... Jutro rano miałem do niej jechać na parę dni. Rzecz w tym, ze pomimo długiej znajomości nadal sie ze sobą nie kochaliśmy, ale mieliśmy plany by w końcu to zrobić ( gdzie mialem nadzieje, ze do sb wrócimy). Dzisiaj wieczorem zapytała sie mnie, czy bede zly jak powie przyjaciółce(która mnie nienawidzi) o naszych zamiarach... balem sie jedynie, ze zamiesza jej w glowie i wynikną z tego problemy. Ona o dziwo przyjęła o całkiem spoko, nawet chciała mojej trochę podoradzac, ale do akcji wkroczył jej chłopak. Zaczął mówić jaki to ja nie jestem, ze jest naiwna itp itd i... stalo sie. Zerwała znajomość. Gdzie bylem pewien, ze tym razem mnei nie potraktuje jak śmiecia, ze nam sie ułoży. Teraz siedze ze łzami w oczach, z myślami żeby podciąć sobie żyły, przy***dolic samochodem w drzewo. Znowu nie daje rady psychicznie. Wcześniej miałem takie problemy ze sobą przez to, ze zerwała. Blagam nie piszcie nic w stylu " daj spokoj, znajdziesz kolejna", "przejdzie Ci" bo tak nie bedzie. Wiem z doswiadczenia, ze mi zadna inna kobieta nie pomoze, a czas zamiast koic rany tylko mnie niszczy od srodka. Doradzcie, nie wiem co mi strzeli do lba, zeby przestac cierpiec...
3 lata temu poznalem pewna dziewczyne, zakochalismy sie w sobie jak nie wiem co, zmienila mnie na o niebo lepszego czlowieka. Co prawda sporo sie klocilismy i mielismy ciezko ( ze strony jej matki ), ale dawalismy rade... Do konca 3 klasy gimnazjum (zanim poszedlem za nia do szkoly do calkiem obcego miasta) widywalismy sie raz w tygodniu, nie było aż tak zle. W miedzy czasie mieliśmy tez male przerwy ( wiem, wiem " do tej samej rzeki dwa razy sie nie wchodzi", ale ja uwielbiam te rzekę ). 9 miesięcy temu zerwała... niby z mojej winy, niby nie. okolo miesiąca temu znów sie zaczęła do mnie odzywać ( po tym jak ja w moje 18 urodziny [ 21 maja ] powiedziałem jej, ze skoro ma mnie traktować jak gówno to kończę znajomość. Nie mówiłem jej nawet cześć na ulicy ), ale tym razem tak jak kiedys. W taki sposób, ze od razu miękko mi serce, czulę sie jak najszczęśliwszy facet na ziemi, bylem pewien, ze mnie kocha i, ze tym razem mnie nie skrzywdzi. Wszystko bylo w porządku, zachowywaliśmy sie jak para, tęskniliśmy za sobą... Jutro rano miałem do niej jechać na parę dni. Rzecz w tym, ze pomimo długiej znajomości nadal sie ze sobą nie kochaliśmy, ale mieliśmy plany by w końcu to zrobić ( gdzie mialem nadzieje, ze do sb wrócimy). Dzisiaj wieczorem zapytała sie mnie, czy bede zly jak powie przyjaciółce(która mnie nienawidzi) o naszych zamiarach... balem sie jedynie, ze zamiesza jej w glowie i wynikną z tego problemy. Ona o dziwo przyjęła o całkiem spoko, nawet chciała mojej trochę podoradzac, ale do akcji wkroczył jej chłopak. Zaczął mówić jaki to ja nie jestem, ze jest naiwna itp itd i... stalo sie. Zerwała znajomość. Gdzie bylem pewien, ze tym razem mnei nie potraktuje jak śmiecia, ze nam sie ułoży. Teraz siedze ze łzami w oczach, z myślami żeby podciąć sobie żyły, przy***dolic samochodem w drzewo. Znowu nie daje rady psychicznie. Wcześniej miałem takie problemy ze sobą przez to, ze zerwała. Blagam nie piszcie nic w stylu " daj spokoj, znajdziesz kolejna", "przejdzie Ci" bo tak nie bedzie. Wiem z doswiadczenia, ze mi zadna inna kobieta nie pomoze, a czas zamiast koic rany tylko mnie niszczy od srodka. Doradzcie, nie wiem co mi strzeli do lba, zeby przestac cierpiec...