Witam, zauważyłem, że sporo z was wstawia...
A
Artist3.2k pkt
877 wyświetleń
tutaj swoje różne teksty czy wiersze, więc postanowiłem nie byc gorszy :) Wstawiam do waszej oceny swój hmm "wiersz"
Nie jest to jakiś specjalnie ważny dla mnie tekst, ale chciałbym, żebyście go ocenili :)
Późny wieczór, właściwie ranek - ujrzał ją tak nagle.
Swe oblicze odsłonił zza cienia, przepełniała ją nadzieja.
On wiedział, co go czeka - ona nie. Była piękna, była ślepa.
Zagubiona w oczach jego, obraz, który zesłał jej był dla niej wszystkim.
Był jej niebem, prywatnym haremem, z którego korzystała całą swoją myślą.
Ona tak nie chciała, lecz tak wyszło - sorry mała, tylko usłyszała.
Czym jest miłość - pomyślała, tego jeszcze nie wiedziała.
On wciąż szeptał, szeptał jej do ucha teksty zasłyszane wprost od diabła.
Ona już się kładła i mruczała - nie jestem przecież taka mała.
Już leżała, była rozebrana, otwarta rana, swą godność skrywała, nie oczekiwała,
wręcz nie chciała. Bierz mnie krzyczała, jak to jest? Opluć swoją twarz?
Oddała mu się cała, powietrze przecinała tylko dźwiękowa fala.
Już nie była taka mała, rację swoją miała. Szkoda tylko, swe oblicze już zmazała.
Cała była blada, nigdy nie kochała - tak prawdziwie, już za późno, poszła j--ać się
jej pier---ona cnota. Nigdy już nikogo tak nie pokocha. Julia umarła, taki z tego ku--a morał.
Nie jest to jakiś specjalnie ważny dla mnie tekst, ale chciałbym, żebyście go ocenili :)
Późny wieczór, właściwie ranek - ujrzał ją tak nagle.
Swe oblicze odsłonił zza cienia, przepełniała ją nadzieja.
On wiedział, co go czeka - ona nie. Była piękna, była ślepa.
Zagubiona w oczach jego, obraz, który zesłał jej był dla niej wszystkim.
Był jej niebem, prywatnym haremem, z którego korzystała całą swoją myślą.
Ona tak nie chciała, lecz tak wyszło - sorry mała, tylko usłyszała.
Czym jest miłość - pomyślała, tego jeszcze nie wiedziała.
On wciąż szeptał, szeptał jej do ucha teksty zasłyszane wprost od diabła.
Ona już się kładła i mruczała - nie jestem przecież taka mała.
Już leżała, była rozebrana, otwarta rana, swą godność skrywała, nie oczekiwała,
wręcz nie chciała. Bierz mnie krzyczała, jak to jest? Opluć swoją twarz?
Oddała mu się cała, powietrze przecinała tylko dźwiękowa fala.
Już nie była taka mała, rację swoją miała. Szkoda tylko, swe oblicze już zmazała.
Cała była blada, nigdy nie kochała - tak prawdziwie, już za późno, poszła j--ać się
jej pier---ona cnota. Nigdy już nikogo tak nie pokocha. Julia umarła, taki z tego ku--a morał.