Zapraszam do oceny mojego utworu wierszopodobnego. Nie ...
B
blackforeststories11.4k pkt
523 wyświetlenia
jest to klasyczny wiersz, a właściwie sama nie wiem co to jest dokładnie, ale podchodzi pod bajkę, a więc zdaję sobie z tego sprawę. Ogólnie zajmuję się powieściami, a to dla mnie coś nowego. Ewentualnie możecie napisać co Wam się nie podoba itd. Mam nadzieję, że w miarę się spodoba. Nie jest to poezja na wysokim poziomie, jak dla mnie umiarkowanym........ Może zawierać wszelakie błędy interpukcyjne, więc nie musicie mi tego zaznaczać. :) Jestem ciekawa co sądzicie. Nadaję się do pisania?
Ostatni Szarak
Deszcz uderzał płytko o szyby
Niczym blask przez lustro odbity
Na skraju drogi krańcowej
Przy wierzbie, która majaczyła za rogiem
Młode kocię siedziało i głośno popiskiwało
Sierść miało zlepione
Świeżą krwią poplamione
Uszko rozdarte, łapki potarte
Do nikogo nienależące
Przez los tu zbłąkane
Płakało tak głośno
Przez nikogo niezauważane
Ludzie umykali śpiesznie chodnikiem
Zwyczajnie przemijając...
Kocię jęczało z bólu i rozpaczy
Kuląc się i trzęsąc z zimna
Wołało o pomoc, prosiło, błagało
I nadal nikt na nie uwagi nie zwracał...
Słońce mignęło za horyzontem
Kocię zmrużyło ślepka
Już po nim
"Świat...? Ci ludzie!
Wieczna udręka!"
Czemu nikt nie miał sumienia?
Czyż nie widzieli jego cierpienia?
Zwinęło się w kłębek i płakało dalej.
Wtem kątem oka dostrzegło kształt tak znajomy
W tej wiosce przez wszystkich potępiony
Żarłoczna postać to była
Samotnika życie prowadziła
Ludzkim istotom nieufna
Zewem natury przechrzczona
Przez przetrwanie naznaczona
Łapy zbrojne w cztery ostrza
Kły zabójcze
Oczy bystre
Kocię wnet się przestraszyło
Aż w nim wszystko podskoczyło
On wstać nie mógł - wilk się zbliżał
"Czemu ja?! O losie! Nie chcę zginąć!"
Trząsł się cały kotek mały
Krwi kałuża rosła
Ziemia łapczywie ją wchłaniała
Pozostała rozpacz
Wilk przystanął
Uszy spuścił
Oblizawszy kły w uśmiechu spytał
"Co się lękasz, mały?
Jam ostatni z tych szaraków co tu pozostały."
Kocię drgnęło, lecz leżało wciąż jak skamieniałe.
Czy się spojrzeć, czy udawać martwe?
Wilk pokręcił łbem i wciąż kontynuował
"Jeśli życia się nie boisz
A śmierci się lękasz
Spójrz w me oczy - ja nie kłamię
Jestem tu wędrowcem
Wyznacznikiem czasu
Pójdź ze mną na kraniec, o tam do szałasu
Tam szamani zamieszkują szlachetni
Oni opatrzą Twe rany, nie są przebiegli
Mi ufać nie musisz
Wilczy stereotyp znany..."
Wiatr się zerwał przeogromny
Drzewo się w pół ugięło
"Ja sztuki przetrwania nauczony
A Ty... W tymże nieobeznany.
Powiadam, zaryzykuj
A pomoc otrzymasz."
Nagle przez niebo przemknęła błyskawica
Przecinając chmury uderzyła w pobliski modrzew
Kocię zapłakało, pisnęło, łkając odpowiedziało
"Powierzam Ci życie moje
I tak bez niczego pozostawione
Możesz mnie rozszarpać
Swą watahę nakarmić
Ja już nie chcę się o to martwić!"
"Koty mają to do siebie - chcą żyć
Niczym w niebie
Na Ziemi za trudno
W niebie zaś za nudno...
Skoro już się zdecydowałeś
Według mojej przysięgi uczynię
Tak jak powiedziałem
Chodź za mną, w drogę."
"Ale... ja wstać nie mogę."
"Sam Cię zaniosę."
Kocię tylko potaknęło
Wilk chwycił go za kark kłami mocnymi
Podrzucił w powietrzu i...
Ruszył kłusem przed siebie
Gnał przez kilka chwil dobrych
Mijając strumyk, bór sosnowy
Dobiegł do tipi
Upuścił malca
Zawył przepięknie
Wtem ukazała się postać z namiotu
Starsza kobieta, szamanką zwana
"O wilku! Kim jesteś? Cóż za moc Cię tu sprowadziła?"
Wilk tylko czarnym nosem wskazał
Małe zawiniątko
Białowłosa ręce ku górze uniosła
"O niebiosa! Tak dawno z niczym takim
Spotkać się nie mogłam!
Ah, doprawdy! Rzeczy niezwykła!
Biedny malec!
Ja się nim zaopiekuje."
Uniosła kocię
Do namiotu wniosła
"Shamandalie! Tutaj! Popatrz!"
Kobiety natychmiast rany kociaka opatrzyły
Wilka niezmiernie chwaliły
"Babciu, ten stereotyp nieprawdziwy!
Każdy wilk jest sprawiedliwy."
"Oj, nie każdy, droga moja.
Szarak to ostatni i jego też wola."
Ostatni Szarak
Deszcz uderzał płytko o szyby
Niczym blask przez lustro odbity
Na skraju drogi krańcowej
Przy wierzbie, która majaczyła za rogiem
Młode kocię siedziało i głośno popiskiwało
Sierść miało zlepione
Świeżą krwią poplamione
Uszko rozdarte, łapki potarte
Do nikogo nienależące
Przez los tu zbłąkane
Płakało tak głośno
Przez nikogo niezauważane
Ludzie umykali śpiesznie chodnikiem
Zwyczajnie przemijając...
Kocię jęczało z bólu i rozpaczy
Kuląc się i trzęsąc z zimna
Wołało o pomoc, prosiło, błagało
I nadal nikt na nie uwagi nie zwracał...
Słońce mignęło za horyzontem
Kocię zmrużyło ślepka
Już po nim
"Świat...? Ci ludzie!
Wieczna udręka!"
Czemu nikt nie miał sumienia?
Czyż nie widzieli jego cierpienia?
Zwinęło się w kłębek i płakało dalej.
Wtem kątem oka dostrzegło kształt tak znajomy
W tej wiosce przez wszystkich potępiony
Żarłoczna postać to była
Samotnika życie prowadziła
Ludzkim istotom nieufna
Zewem natury przechrzczona
Przez przetrwanie naznaczona
Łapy zbrojne w cztery ostrza
Kły zabójcze
Oczy bystre
Kocię wnet się przestraszyło
Aż w nim wszystko podskoczyło
On wstać nie mógł - wilk się zbliżał
"Czemu ja?! O losie! Nie chcę zginąć!"
Trząsł się cały kotek mały
Krwi kałuża rosła
Ziemia łapczywie ją wchłaniała
Pozostała rozpacz
Wilk przystanął
Uszy spuścił
Oblizawszy kły w uśmiechu spytał
"Co się lękasz, mały?
Jam ostatni z tych szaraków co tu pozostały."
Kocię drgnęło, lecz leżało wciąż jak skamieniałe.
Czy się spojrzeć, czy udawać martwe?
Wilk pokręcił łbem i wciąż kontynuował
"Jeśli życia się nie boisz
A śmierci się lękasz
Spójrz w me oczy - ja nie kłamię
Jestem tu wędrowcem
Wyznacznikiem czasu
Pójdź ze mną na kraniec, o tam do szałasu
Tam szamani zamieszkują szlachetni
Oni opatrzą Twe rany, nie są przebiegli
Mi ufać nie musisz
Wilczy stereotyp znany..."
Wiatr się zerwał przeogromny
Drzewo się w pół ugięło
"Ja sztuki przetrwania nauczony
A Ty... W tymże nieobeznany.
Powiadam, zaryzykuj
A pomoc otrzymasz."
Nagle przez niebo przemknęła błyskawica
Przecinając chmury uderzyła w pobliski modrzew
Kocię zapłakało, pisnęło, łkając odpowiedziało
"Powierzam Ci życie moje
I tak bez niczego pozostawione
Możesz mnie rozszarpać
Swą watahę nakarmić
Ja już nie chcę się o to martwić!"
"Koty mają to do siebie - chcą żyć
Niczym w niebie
Na Ziemi za trudno
W niebie zaś za nudno...
Skoro już się zdecydowałeś
Według mojej przysięgi uczynię
Tak jak powiedziałem
Chodź za mną, w drogę."
"Ale... ja wstać nie mogę."
"Sam Cię zaniosę."
Kocię tylko potaknęło
Wilk chwycił go za kark kłami mocnymi
Podrzucił w powietrzu i...
Ruszył kłusem przed siebie
Gnał przez kilka chwil dobrych
Mijając strumyk, bór sosnowy
Dobiegł do tipi
Upuścił malca
Zawył przepięknie
Wtem ukazała się postać z namiotu
Starsza kobieta, szamanką zwana
"O wilku! Kim jesteś? Cóż za moc Cię tu sprowadziła?"
Wilk tylko czarnym nosem wskazał
Małe zawiniątko
Białowłosa ręce ku górze uniosła
"O niebiosa! Tak dawno z niczym takim
Spotkać się nie mogłam!
Ah, doprawdy! Rzeczy niezwykła!
Biedny malec!
Ja się nim zaopiekuje."
Uniosła kocię
Do namiotu wniosła
"Shamandalie! Tutaj! Popatrz!"
Kobiety natychmiast rany kociaka opatrzyły
Wilka niezmiernie chwaliły
"Babciu, ten stereotyp nieprawdziwy!
Każdy wilk jest sprawiedliwy."
"Oj, nie każdy, droga moja.
Szarak to ostatni i jego też wola."