Mój królik zupełnie nic nie robił sobie z obecności psa, który najchętniej by go zeżarł i wsadzał nochala przez pręty kratki [oczywiście do momentu, kiedy królas go ugryzł - wtedy już mu nagle nie przeszkadzał żaden gryzoń].
Najważniejsze jest po prostu najpierw przyzwyczaić go do siebie, domowników i zapachów w domu, a także hałasu, rytmu dnia itd. To zajmuje najwięcej czasu, bo z początku będzie wystraszony i nieufny, a to w Twojej gestii leży pomóc mu się przełamać i poczuć komfortowo.
Każdy królas jest inny zarówno pod względem charakteru, usposobienia, jak i ulubionych zabawek czy spędzania czasu. Mój był niemal całkowicie ślepy [obuoczna zaćma], więc raczej nie biegał i większość czasu spędzał na przytulaniu czy wylegiwaniu się na ciepłym żwirku. Koleżanki królik gryzł, był bardzo terytorialny [jego kocyk to JEGO kocyk, niczyj więcej] i jak tylko usłyszał jakiś głośniejszy hałas w domu, to chował się za/pod meblami.
Nie miałam rasowca, a jakąś miniaturkę [która miniaturką nie była, bo wyrósł ogromny], ale oprócz chorób typowych dla danej rasy, każdym królikiem trzeba zajmować się podobnie - dbać o sierść, wypuszczać z klatki by mógł się rozruszać, kontrolować zęby [zwłaszcza miniaturki są podatne na wady genetyczne, które powodują przerost tylnych zębów, które wbijają się w szczęki królisia i powodują ból, stany ropne i inne nieprzyjemne sprawy] czy właściwą dietę, by z miniaturki nie wyrósł pasztetowy.
Jeśli będziesz postępować rozważnie i spokojnie przekonasz do siebie zwierzątko, będzie liżącym po rękach przytulasem, reagującym na swoje imię; jeśli nie - wyrośnie z niego taki paskudny robal, jak królik mojej koleżanki.
Pamiętaj że króliki są szczególnie aktywne wieczorami jak wszystkie gryzonie, więc mogą hałasować [warto mieć wtedy jakąś zabawkę czy kostkę wapienną, by nie obłamywał zębów o klatkę], a klatka optymalnie dostosowana do wymiarów królika to taka, w której mógłby ustać na tylnych łapkach nie dotykając łebkiem o kraty.