Jestem w 110% świadoma, że trzeba coś zrobić by dalej tak nie było. Nikt mnie nie musi tego mówić. Ja sama co tydzień zaczynam rozmowę z matką ale bezskutecznie, bo wychodzi tylko wielka awantura. Padają hasła, że ja nie będę wychowywać jej dzieci, iż nie mam prawa dyktować jej co ma robić, a na koniec że mama do niczego się nie nadaje. Myślę, że jej wycofanie się to nie lenistwo, lekceważenie ale przeszłość tak wpłynęła. Całe życie walczyła a teraz już nie ma sił. Ojciec? Nie powinnam złego o zmarłym mówić. Ogólny zarys- nie interesował się nami, wciąż pod wpływem alkoholu podnosił na nas rękę, był głód, zimno i strach. Na szczęście wyprowadziliśmy się od niego, siostra miała wtedy 2 latka więc na szczęście nie pamięta. Jednak mama pamięta. Było minęło. Teraz jest inny problem.
Chciałam jakiejś podpowiedzi co zrobić bez zmiany szkoły. Bez interwencji mamy u nauczycieli bo to nie ma sensu.
Moje etapy pracy to:
1. Zaczęłam od zmiany jej wyglądu, czyli kosmetyczka, fryzjer, inny sposób ubierania (modny). Na razie zwraca więcej pozytywnej uwagi na siebie odnośnie wyglądu co za tym idzie większa chyba zazdrość tej dziewczyny co dokucza.
2. Byłyśmy razem na pokazie lekcji karate. Rozmawiałam z Sensei o sytuacji, odparł, że tu nauczy się odwagi, poznania siebie. Mam nadzieję, iż coś to pomoże.
Bzdurne gadanie, że tak nie może być nic nie da, coś trzeba w tym kierunku zacząć działać.
Myślałam o psychologu, na pewno by pomogło, niestety na to moja mama nigdy nie zgodzi się, a nie mogę przed nią czegoś takiego ukryć, to jedna a 2 sprawa w mojej okolicy nie ma dobrego, sama miałam okazje się przekonać. (ich rada pogorszyła jeszcze bardziej sytuację).
Jestem dobrej myśli. Jeśli dalej będzie źle, sama się udam razem z siostrą do rodziców tej dziewczyny wbrew mojej mamie, aby oni wysłuchali jaki jest problem i zaczęli reagować, tym bardziej że w ich oczach córka jest wzorową uczennicą (odnośnie jej osiągnięć w szkole).