Witaj.
Nie mam osobiście żadnego doświadczenia w tego typu związkach ( i nie mam zamiaru mieć), ale ostatnio zaciekawił mnie ten temat.
Myślę, że takich relacji nie powinno się nazywać związkiem. To bardzo duże słowo. Związek powinien być budowany na uczuciach, wspólnych przeżyciach i zaufaniu.
To jest bardziej "układ" lub po prostu zwykła "zależność " od siebie dwóch osób.
Kolejną sprawą jest samo nazewnictwo seksu. Seks - słowo dzisiaj popularne . To w rozmowach pojawiają się żarty, to w telewizji w środku dnia zostają wyświetlane reklamy dotyczące przedwczesnego wytrysku, prezerwatyw czy tabletek dla panów. Wtedy, jeśli występuje, to zawsze pod nazwą "seks". Mnie bardziej zastanawiają jego synonimy :
» rzeczownik seks
synonimy: kochanie się, [...], uprawianie miłości, współżycie / fragment z megaslownik/
„współżyć” określa samą fizyczną stronę tej czynności, używane jako bardziej oficjalna nazwa (KKK, prawo); „kochać się” oznacza, że czynność odbywa się z miłością, podobnie (w mniejszym stopniu) „uprawiać miłość”; „uprawiać seks” jest bardziej potoczne od „współżyć”;[...] / fragment z wiki/
Musiałam wspomóc tymi fragmentami swoją wypowiedź, bo w łatwy sposób obrazują, jak podanych słów powinno się używać i co one oznaczają.
"Chodzi mi tutaj o związek bez wzajemnej "Miłości" dwóch osób, które zaspokajają się jedynie cieleśnie, chodzi o seks. " /nawiązując do wypowiedzi autora pytania/
Para nie związana uczuciami robi to, co związane z uczuciami i nazywa to nazwą z uczuciami nie związaną - świetny kamuflaż. :)
Najtrudniej podobno pogodzić się z tym, że druga osoba jest z nami tylko dla seksu, ale co poradzić - pojawiło się uczucie, którego przecież miało nie być. Wzięło się ono prawdopodobnie z uczucia bliskości, ale kto wie - może te dwie osoby pasują do siebie bardziej, niż myślały wcześniej, lecz boją się popsuć swój "układ".
Zawsze byłam zdania, że człowiek "zaspokajać się cieleśnie" może onanizacją. Być może się mylę, ale każdy przypadek jest osobliwością, więc grupowo do żadnego podochodzić nie można.
Czytałam też o przypadkach, w których oboje z tych "układowych" partnerów było w trwałych związkach z zupełnie innymi osobami. Tego jednak nie potrafię zrozumieć podobnie jak zdrady czy samego faktu chęci posiadania kochanka.
W swojej wypowiedzi nie mam zamiaru ganić czy w jakiś sposób umniejszać osobom, które preferują takie "układy".
Mam nadzieję, że ktoś dopełni temat opisując z własnej perspektywy "seks bez miłości" i wytłumaczy, dlaczego ludzie podejmują się czegoś takiego oraz jak można żyć ze świadomością, że ktoś, kto darzy nas uczuciem jest zamieniany na bezczułe ciało kogoś innego.
TeaGreen.