Mój bal gimnazjalny był cudowny. Pomimo tego, że to była sala gimnazjalna, była tak cudownie udekorowana! Naprawdę, jeszcze większą przyjemność sprawiała mi świadomość, że wszystko zrobiliśmy sami. Cały bal przygotowaliśmy tylko z małą pomocą innym. Jak dla mnie było super. Jeśli chodzi o sukienkę to moja była średnio balowa, co prawda. Ale ładna. Na bal zaprosił mnie mój, jak się później okazało były chłopak. Ponieważ wtedy byłam sama, bez żadnego chłopaka. No i mnie zaprosił, wtedy jeszcze, przyjaciel. Potem przewijało się kilku chłopaków i w końcu się zeszliśmy. Bardzo się bałam, że to zaszkodzi naszej przyjaźni, ale to już inna bajka. W każdym razie, nadal się przyjaźnimy, pomimo, że parą już nie jesteśmy. Ostatnio wspólnie z innymi znajomymi z gimnazjum wspominaliśmy ten bal. Oglądaliśmy filmiki, zdjęcia, nawet stare dekoracje ktoś jeszcze miał. Nie wszystkie, wiadomo, ale coś tam zostało. Wszyscy się dobrze bawili. Klas było 6, III gimnazjum oczywiście. Muzyka była bardzo zróżnicowana, dla każdego coś. Nawet karaoke mieliśmy ;). Dobrze pamiętam, jak to się wydzierali do tych mikrofonów, jak się śmialiśmy, jak tańczyliśmy. Wszystko zorganizowaliśmy, a potem się razem bawiliśmy. Zabawa nie skończyła się jednak na sali gimnastycznej. Potem 3 klasy, czyli A (do której chodziłam ja), C i F się zmobilizowały i poszliśmy do knajpy. Oczywiście ustaliliśmy to już wcześniej. Pamiętam jaka radosna wróciłam z tego balu, pomimo rozmytego odrobinkę makijażu i zmęczenia. A jak mnie brzuch od śmiechu bolał ;D.