Jeżeli ktoś idzie na byle jakie studia, to pracy nie znajdzie. A pisząc "byle jakie" mam na myśli kierunek, który wybrano przypadkowo, bez ambicji, bez pomysłu na siebie i bez pojęcia o tym, co się na tych studiach robi i co można robić po nich. Tacy ludzie, którzy idą na studia dla samego studiowania, nigdy pracy w zawodzie potem nie dostaną. Bo się do niej nie nadają. Nie mają charyzmy, chęci, zapału, pomysłu na siebie, to jakim oni są materiałem na pracownika? Żadnym. Po samych studiach nikt pracy nie gwarantuje. Po studiach, praktykach, wyjazdach zagranicznych, stypendiach, kursach lokalnych, kursach online - tu już tak. I po takim człowieku widać, że ma pomysł na siebie, że coś robi, że wybrał odpowiednie dla siebie studia i się w zawodzie z nimi związanym potem spełni, będzie dobrym pracownikiem. I to widać też po takim człowieku na rozmowie kwalifikacyjnej.
Gadanie pt. "po studiach nie ma pracy" przeważnie pada właśnie z ust takich życiowych sierot, które poszły sobie na jakiś wybitnie popularny kierunek, bo znajomi też poszli i nic poza tym. Nie czuli się dobrze na tych studiach, to i po nich nie będą mieć dobrego życia.
Na życie trzeba mieć plan, chociaż mglisty. Jak się ma pomysł na siebie, to się znajdzie dobrą pracę albo rozkręci własny biznes. I to dotyczy w takim samym stopniu ludzi po studiach I czy II stopnia, jak i ludzi po zawodówce i technikum.
Jeżeli masz pomysł na siebie, to go realizuj. I wytłumacz rodzicom, że narzucając ci cokolwiek, nie pomogą ci w życiu, wręcz przeciwnie - na starcie przyprawią cię o kompleksy i niezadowolenie z samej siebie. Masz pomysł na siebie, na kierunek, masz zainteresowania, które chcesz rozwijać i wiążesz z nimi przyszłość. Jeżeli rodzicom nie zależy na szczęściu i rozwoju własnego dziecka, to... no cóż - niech się wybiorą na terapię. Poproś wtedy o pomoc pedagoga szkolnego, niech wezwie rodziców i z nimi porozmawia. To tez należy do jego obowiązków.