Co myślicie o tym tekście?
H
Hipokryzja165 pkt
549 wyświetleń
(specjalnie nie zastosowałam dialogu)
Gdy nóż wyciągnął, a ten, zabłysł w światłach nocy, mówca się przeraził. Pierwsza oznaka jesieni, delikatny mroźny wiatr, tak samo pierwszy był cios. Liście delikatnie opadały z drzew, niczym wyrywane kartki z kalendarza, w ten sam sposób kat wyrywał kolejne krzyki z gardła mówcy. Szkarłatna ciecz zaplamiła podłogę i tą piękną jaśminową kanapę, którą mama tak uwielbiała. Ściany pożerały histeryczny skowyt mówcy, raz po raz rozkoszując się niezrozumiałymi słowami. Kolejny cios, ciało rozpada się na atomy mniejsze. To na nic, koniec jest bliski. Krew spokojnie ścieka po podbródku, wyznaczając sobie ścieżkę poprzez szyję aż do pępka. Gdzie koniec, tam początek. Miejsce które rozpoczęło tą klęskę zaraz zostanie dotknięte. Kolejna dawka krwi. Pępek został przebity. Co teraz, mówco? Dlaczego nic nie mówisz? Aż dziw, przecież po to zostałeś stworzony. Kat sięga po sznur. Krępuje ciało mówcy, by zaraz zadać ostateczne uderzenie. Cudowny obraz, poszarpana materia błagająca o litość. Dla niego jednak to był kolejny zlepek komórek, odrobina szpiku i skóry. Jeśli policzysz do pięciu, daruję ci życie. O nie, za duży wysiłek. Jeden, dwa, trz… Sprawnym ruchem przebito płuco. Kat wyszedł z pomieszczenia. Przecież rodzimy się samotnie i samotnie umieramy.
Gdy nóż wyciągnął, a ten, zabłysł w światłach nocy, mówca się przeraził. Pierwsza oznaka jesieni, delikatny mroźny wiatr, tak samo pierwszy był cios. Liście delikatnie opadały z drzew, niczym wyrywane kartki z kalendarza, w ten sam sposób kat wyrywał kolejne krzyki z gardła mówcy. Szkarłatna ciecz zaplamiła podłogę i tą piękną jaśminową kanapę, którą mama tak uwielbiała. Ściany pożerały histeryczny skowyt mówcy, raz po raz rozkoszując się niezrozumiałymi słowami. Kolejny cios, ciało rozpada się na atomy mniejsze. To na nic, koniec jest bliski. Krew spokojnie ścieka po podbródku, wyznaczając sobie ścieżkę poprzez szyję aż do pępka. Gdzie koniec, tam początek. Miejsce które rozpoczęło tą klęskę zaraz zostanie dotknięte. Kolejna dawka krwi. Pępek został przebity. Co teraz, mówco? Dlaczego nic nie mówisz? Aż dziw, przecież po to zostałeś stworzony. Kat sięga po sznur. Krępuje ciało mówcy, by zaraz zadać ostateczne uderzenie. Cudowny obraz, poszarpana materia błagająca o litość. Dla niego jednak to był kolejny zlepek komórek, odrobina szpiku i skóry. Jeśli policzysz do pięciu, daruję ci życie. O nie, za duży wysiłek. Jeden, dwa, trz… Sprawnym ruchem przebito płuco. Kat wyszedł z pomieszczenia. Przecież rodzimy się samotnie i samotnie umieramy.