Myślę o tym tyle, że nie tylko on jest niedojrzały, ale Ty również.
Skoro wiedziałaś dobrze, jaki jest to typ człowieka - nie masz własnego rozumu i oczu, by móc wszystko przemyśleć?
Nie pytaj zupełnie obcych ludzi o radę, bo my Was nie znamy. Zwróć się do ludzi, którzy Cię otaczają - najlepiej rodziców własnych albo JEGO. Jeśli zachowuje się jak duże dziecko, to oni również mogą mieć na niego bardzo duży wpływ.
Zacznij myśleć całkowicie samodzielnie, bo póki co wykazałaś tylko to, że myślisz sercem i zadkiem, a nie głową.
Na Twoim miejscu, gdyby partner chociażby wspomniał o takim ultimatum [albo się wprowadzisz, albo z nami koniec], bez wahania bym go wystawiła za drzwi.
Jeśli już teraz rzuca takie hasła to jasnym jest, że całe wasze wspólne życie na tym by się opierało. Nie zgodziłabym się na życie albo-albo, bo to odbiłoby się szybko również na reszcie rodziny. Zwłaszcza w małżeństwie chodzi o równowagę i szczęście oraz pomoc w problemie, a nie dyktowancie warunków.
"Dla dobra dziecka" - jednocześnie śmiać mi się chce i rzygać, kiedy słyszę czy widzę coś takiego. Dzieci mają oczy, zauważają więcej niż się większości wydaje - jeśli matka jest z ojcem nieszczęśliwa, cała atmosfera w domu napięta, a one są punktem zaczepienia w ich ciągłej wojnie "kto jest lepszym rodzicem" albo "zobacz jaka mamusia jest kochana, a tatuś nieodpowiedzialny" - z pewnością będą w takiej sytuacji bardzo, ale to bardzo szczęśliwe.
To właśnie jest płytkie podejście. Postępowanie jak z psem - ale uwaga, to może zdziwić - on też ma uczucia, podobnie jak dziecko.
Zgłoś się lepiej, autorko, do psychologa - on być może pomoże Ci chociaż trochę w podejmowaniu decyzji i wesprze Cię psychicznie, bo lepiej pozna Waszą sprawę./
Zapoznaj też ze sprawą rodziców, bo oni są ważnym ogniwem w takiej sytuacji.
Jeśli będziesz słuchać "fałszywych doradców", którzy nie są w niej obeznani - na dobre Ci to nie wyjdzie, zwłaszcza jeśli udzielają takich rad, jak niektórzy tutaj.