Co o tym sądzisz?
M
Motorola1.7k pkt
1.6k wyświetlenia
(Wiersz biały).
"Nawet echo"
Jest taka zimna.
Nie możesz jej ogrzać,
sam nie masz ciepła.
Jest taka zimna, wyblakła i bez nadziei.
Cierpisz, widząc jej cierpienie.
Jej ogień gaśnie.
Wiatr bawi się jej włosami,
Drwi z niej tak spokojnie i okrutnie...
Tulisz ją i czujesz jak drży.
Poddajesz się jej dreszczom,
ogarnia cię wściekłość,
oślepieni...
Nie widzisz żadnej drogi wyjścia.
Jest taka zimna...
Nie możesz jej ogrzać, bo sam nie masz ciepła.
Co możesz jej dać?!
Tylko puste słowa... tylko głuche kamienie!
Nie ma nic, co mogłoby pozostać.
Świat zapomni,
rodziny wymażą was z kart historii.
Czujesz jak zamarza, jak znika jej ostatni płomień.
Patrzy na ciebie szklistym wzrokiem,
bez cienia oskarżenia...
Przecież zasłużyłeś na pogardę.
Łzy na jej policzkach zmieniają się w zimny kamień.
Czy nie ma litości?
Nie możesz dać jej ciepła,
jesteś tak zimny jak ona,
jesteś zwykłym głazem...
Tylko w twoim sercu mały płomień,
ten przez nią wznieciony...
A teraz znów dopada cię zimna nienawiść,
krzyczysz.
Tak głośno, a przecież nikt cię nie usłyszy.
Skały tylko się skruszą, wzruszy się tylko kwiat
rosnący obok.
Jedyny, wśród tej jałowości,
a i on więdnie.
Krzyk zmienia się w płacz,
zwykłą bezsilność.
Ona zamiera w twoich ramionach.
Chcesz zatrzymać ją dłużej,
choć na chwilę.
Łapiesz jej ostatni oddech,
który unosi się w przestrzeń.
I on wymyka się spod twych palców.
Nie widzisz drogi,
już idziesz po omacku, wśród własnych łez.
Lecz to nie był przypadek
Tego pragnąłeś, kiedy ją ujrzałeś,
bo przecież wciąż stała ci przed oczami.
Chciałeś za nią biec, ale wystarczył tylko jeden krok,
aby zniknąć, zamilknąć w czarnej otchłani.
I nie pozostało nawet echo.
Białe wiersze, to nie moja specjalność (ja nawet nie mam takowej ;P), więc proszę o wyrozumiałość :)
"Nawet echo"
Jest taka zimna.
Nie możesz jej ogrzać,
sam nie masz ciepła.
Jest taka zimna, wyblakła i bez nadziei.
Cierpisz, widząc jej cierpienie.
Jej ogień gaśnie.
Wiatr bawi się jej włosami,
Drwi z niej tak spokojnie i okrutnie...
Tulisz ją i czujesz jak drży.
Poddajesz się jej dreszczom,
ogarnia cię wściekłość,
oślepieni...
Nie widzisz żadnej drogi wyjścia.
Jest taka zimna...
Nie możesz jej ogrzać, bo sam nie masz ciepła.
Co możesz jej dać?!
Tylko puste słowa... tylko głuche kamienie!
Nie ma nic, co mogłoby pozostać.
Świat zapomni,
rodziny wymażą was z kart historii.
Czujesz jak zamarza, jak znika jej ostatni płomień.
Patrzy na ciebie szklistym wzrokiem,
bez cienia oskarżenia...
Przecież zasłużyłeś na pogardę.
Łzy na jej policzkach zmieniają się w zimny kamień.
Czy nie ma litości?
Nie możesz dać jej ciepła,
jesteś tak zimny jak ona,
jesteś zwykłym głazem...
Tylko w twoim sercu mały płomień,
ten przez nią wznieciony...
A teraz znów dopada cię zimna nienawiść,
krzyczysz.
Tak głośno, a przecież nikt cię nie usłyszy.
Skały tylko się skruszą, wzruszy się tylko kwiat
rosnący obok.
Jedyny, wśród tej jałowości,
a i on więdnie.
Krzyk zmienia się w płacz,
zwykłą bezsilność.
Ona zamiera w twoich ramionach.
Chcesz zatrzymać ją dłużej,
choć na chwilę.
Łapiesz jej ostatni oddech,
który unosi się w przestrzeń.
I on wymyka się spod twych palców.
Nie widzisz drogi,
już idziesz po omacku, wśród własnych łez.
Lecz to nie był przypadek
Tego pragnąłeś, kiedy ją ujrzałeś,
bo przecież wciąż stała ci przed oczami.
Chciałeś za nią biec, ale wystarczył tylko jeden krok,
aby zniknąć, zamilknąć w czarnej otchłani.
I nie pozostało nawet echo.
Białe wiersze, to nie moja specjalność (ja nawet nie mam takowej ;P), więc proszę o wyrozumiałość :)