Czesc. Jak zapewne kazdy z was moi drodzy...
S
Sylwia212341 pkt
596 wyświetleń
uzytkownicy ma jakis dylemat wiec jestem kolejna osoba.
Jestem w zwiazku juz od 6 miesiecy w szczesliwym zwiazku z chlopakiem starszym ode mnie. Swietnie sie dogadujemy,potrafimy rozwiazac wspolny problem isc na kompromis. Szczesliwa i zakochana. Jednej i drugiej osobie zalezy, kazdy stara sie z kazdym dniem coraz bardziej. Nigdy sie nie klocilismy ale ostatnio to od 1,5 msc kotnia co tydzien i tylko z jednego powodu jak zwykle a jest to zamieszkanie razem.I tutaj zaczyna sie problem.
Moj chlopak ma 28 lat ja jestem mlodsza o 7 lat no ale wiek to tylko liczby. Dzieli nas 30 km mamy siebie tylko na weekendy.. W tygodniu pracujemy ja i on wiec nie widzimy sie nawet czasami praca w weekend u mnie wiec no niestety nie widzimy sie po 2tyg. Wiadomo jest ciezko on teskni ja tesknie z dnia na dzien coraz bardziej. Oczywiscie moj chlopak wyskoczyl mi z propozycja zeby zamieszkac razem. Stwierdzil ze to swietny pomysl. Codziennie od 1,5msc slysze co weekend o przeprowadzce.
Ja mam prace u siebie,wynajmuje pokoj jakos ciezko mi byloby znowu zmieniac miejsce zamieszkania. Uciekam od tematu. Natomiast z jednej strony fajnie byloby miec go przy sobie budzic sie obok niego,nie odliczac godzin ze musze za jakis czas jechac do siebie bo praca i ciezkie rozstania na tydzien z lzami w oczach ktore ukrywam przed nim bo tesknie za nim mimo ze wciaz jestem jeszcze ta chwilke z nim...
Problemem nie jest mieszkanie bo ma wlasny domek. Rodzice mieszkaja u gory on ma caly dol dla siebie.Problemem jest moja decyzja bo mimo ze chcialabym bardzo cos mnie blokuje od srodka ze to nie jest dobry pomysl.Przeszkoda sa moi rodzice zaakceptowali polubili mojego faceta ale jak uslysza ze chcemy zamieszkac razem bedzie wielka awantura jak wczesniej 2,5 roku temu. Wojowali ze mna strasznie i pozostal uraz ktory blokuje mnie zeby cos w tym kierunku zrobic.Powiem ze chce zamieszkac z moim, postawie przed faktem dokonanym bedzie awantura i tak zle i tak
Jestem osoba pracujaca, placa rachunki, od nikogo nigdy nie pozyczalam kasy. W wieku 18 lat poszlam sama na wielkie miasto. Usamodzielniłam sie bez nikogo pomocy. Jak widac jestem zaradna osoba.Wiem ze moj facet ma racje bo naprawde podaje argumenty w ktorych ma racje ze mieszkanie razem to dobry pomysl. Jego rodzice zgodzili sie, mam z nimi bardzo dobry kontakt. Nie chca ode mnie zadnej kasy ze bede tam mieszkac bo jestem dziewczyna ich syna a do niego nalezy mieszkanie ktore dostal zapisane itd.
Nie wiem co zrobic,jak to zrobic zeby moi rodzice nie robili mi problemu o to...
Jakies rady
Pozdrawiam
Jestem w zwiazku juz od 6 miesiecy w szczesliwym zwiazku z chlopakiem starszym ode mnie. Swietnie sie dogadujemy,potrafimy rozwiazac wspolny problem isc na kompromis. Szczesliwa i zakochana. Jednej i drugiej osobie zalezy, kazdy stara sie z kazdym dniem coraz bardziej. Nigdy sie nie klocilismy ale ostatnio to od 1,5 msc kotnia co tydzien i tylko z jednego powodu jak zwykle a jest to zamieszkanie razem.I tutaj zaczyna sie problem.
Moj chlopak ma 28 lat ja jestem mlodsza o 7 lat no ale wiek to tylko liczby. Dzieli nas 30 km mamy siebie tylko na weekendy.. W tygodniu pracujemy ja i on wiec nie widzimy sie nawet czasami praca w weekend u mnie wiec no niestety nie widzimy sie po 2tyg. Wiadomo jest ciezko on teskni ja tesknie z dnia na dzien coraz bardziej. Oczywiscie moj chlopak wyskoczyl mi z propozycja zeby zamieszkac razem. Stwierdzil ze to swietny pomysl. Codziennie od 1,5msc slysze co weekend o przeprowadzce.
Ja mam prace u siebie,wynajmuje pokoj jakos ciezko mi byloby znowu zmieniac miejsce zamieszkania. Uciekam od tematu. Natomiast z jednej strony fajnie byloby miec go przy sobie budzic sie obok niego,nie odliczac godzin ze musze za jakis czas jechac do siebie bo praca i ciezkie rozstania na tydzien z lzami w oczach ktore ukrywam przed nim bo tesknie za nim mimo ze wciaz jestem jeszcze ta chwilke z nim...
Problemem nie jest mieszkanie bo ma wlasny domek. Rodzice mieszkaja u gory on ma caly dol dla siebie.Problemem jest moja decyzja bo mimo ze chcialabym bardzo cos mnie blokuje od srodka ze to nie jest dobry pomysl.Przeszkoda sa moi rodzice zaakceptowali polubili mojego faceta ale jak uslysza ze chcemy zamieszkac razem bedzie wielka awantura jak wczesniej 2,5 roku temu. Wojowali ze mna strasznie i pozostal uraz ktory blokuje mnie zeby cos w tym kierunku zrobic.Powiem ze chce zamieszkac z moim, postawie przed faktem dokonanym bedzie awantura i tak zle i tak
Jestem osoba pracujaca, placa rachunki, od nikogo nigdy nie pozyczalam kasy. W wieku 18 lat poszlam sama na wielkie miasto. Usamodzielniłam sie bez nikogo pomocy. Jak widac jestem zaradna osoba.Wiem ze moj facet ma racje bo naprawde podaje argumenty w ktorych ma racje ze mieszkanie razem to dobry pomysl. Jego rodzice zgodzili sie, mam z nimi bardzo dobry kontakt. Nie chca ode mnie zadnej kasy ze bede tam mieszkac bo jestem dziewczyna ich syna a do niego nalezy mieszkanie ktore dostal zapisane itd.
Nie wiem co zrobic,jak to zrobic zeby moi rodzice nie robili mi problemu o to...
Jakies rady
Pozdrawiam