Hej.. ; &a
K
KarmeLoVa467 pkt
1.4k wyświetleń
książkę. Taką jakby dziennik nastolatki, taki nowoczesny . Podeślę kawałek i mam prośbę , ocenicie mój talent, czy wgl warto pisać dalej . ; ))
oto tekst (wszystkie wulgaryzmy są ocenzurowane.. xd przynajmniej tutaj ;D ) i ostrzegam, trochę długi.. :
Wstałam. Za oknami ciemno, a pełnia księżyca oświetlała cały mój pokój. Na czerwonej ścianie, obok lustra w kształcie litery „S”, tylko bardziej wyprostowanej, wisiał średniej wielkości zegar w kształcie serca. Jego rama pomalowana była na srebrno, a środek wypełniało białe tło z czarnymi cyframi. Podniosłam głowę i zerknęłam w jego stronę. Wskazówki wybijały zaledwie godzinę piątą. Zza ściany dobiegały krzyki. Kolejny dzień z rzędu miałam pobudkę przez Stellę i Boba, moich współlokatorów, bo inaczej nie można nazwać tego małżeństwa. Opadłam na łóżko i położyłam sobie poduszkę na twarzy. Miałam serdecznie tego dość. Nie mogłam doczekać się już osiemnastki, aby móc uwolnić się od tej porąbanej rodziny. Jakimś cudem udało mi się przysnąć, lecz nie na długo. Punkt siódma Stella ściągnęła mnie jak zwykle z ukochanego mięciutkiego łoża. Zrozumiałabym, gdybyśmy mieli jeszcze coś zrobić w nowym domu, ale to ostatni dzień wakacji, a nasza posiadłość już jest gotowa…
Z Londyńskiego, zwilgotniałego, brudnego mieszkania po śmierci babci przeprowadziliśmy się do pięknego jednorodzinnego domku w małym uzdrowiskowym miasteczku w Polsce. Język znaliśmy dzięki niej, ponieważ była to jej ojczyzna i nigdy nie mówiła do nas w języku angielskim, więc byliśmy zmuszeni uczyć się polskiego już od małego. W końcu ona nas wychowała, gdy nasza matka rok po moim urodzeniu umarła a ojca widziałyśmy tylko raz, ewentualnie dwa razy w roku.
Siłą zmuszona wstać z łóżka pobiegłam do garderoby. Wyciągnęłam swoje ukochane białe rurki z New Look’a ozdobione dziurami i cekinami oraz szarą bokserkę z napisem „Fucking perfect ! ” na plecach. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Stojąc przed lustrem i robiąc głupie miny, czesałam swoje długie czarne włosy w koka, a niebiesko-różową grzywkę zaczesywałam na prawy bok. Opaloną twarz przypudrowałam dosyć mocno, a duże niebieskie oczy ozdobiłam czarną kredką, szarymi cieniami i ciemnobrązowym tuszem. Wyglądałam inaczej niż zawsze. Gdy zeszłam na dół moi ukochani opiekuni znów się kłócili. Chciałam zjeść śniadanie, ale nie mogłam słuchać tych wrzasków, więc wzięłam pieniądze i podeszłam do pierwszego lepszego sklepu, który stał na mojej drodze do zwiedzania miasta. Nie znając nikogo błądziłam w samotności rozmyślając jak to się wszystko ułoży.
Po dwugodzinnym spacerze wróciłam do domu. Bob był już w nowej pracy, a Stella siedziała na kanapie przełączając kanały.
-Wróciłam! – krzyknęłam trzaskając drzwiami.
-Cieszy mnie to. Ash, mogłabyś posiedzieć chwilę ze mną? Tak mało czasu ze sobą spędzamy.
-No dobra. – odpowiedziałam i usiadłam obok na skórzanej brązowej kanapie. – Coś się stało, siostra?
-Musimy poważnie porozmawiać mała. – smutek wydobywał się z głosu Stelli.
-Co się dzieje? Tylko nie mów, że znowu coś przeskrobałam, bo nawet nie mam tutaj z kim.
-Nie. Nic jeszcze nie zmalowałaś i mam nadzieję, że tak zostanie…
-To w takim razie co się stało? – niegrzecznie przerwałam.
-Bo widzisz mała, nie wszystko układa się czasami tak jak chcemy. Pewnie zauważyłaś, ze przez ostatnie dni strasznie kłócę się z Bobem…
-Tego się nie da nie zauważyć ani nie usłyszeć…
-Nie przerywaj mi, proszę. Wiesz, kłócę się z nim dlatego, że on nigdy nie chciał mieć dzieci. Dla niego nawet ty jesteś ciężarem, ale nie o to teraz chodzi. Od ponad miesiąca jestem z nim w ciąży, a on próbuje mnie namówić do usunięcia płodu, to jest przyczyna tych krzyków, które niestety musisz znosić.
-Że co? Błagam Stell, powiedz że się przejęzyczyłaś i nie jesteś w ciąży.
-Nie mogę tak powiedzieć, gdy to prawda.
-F*ck! O takich rzeczach jak plany o dziecku się informuje. Nie wiesz o tym? A jeśli nie chciałaś wpaść to się mogliście zabezpieczać! Dziewczyno, jest dwudziesty pierwszy wiek i są środki antykoncepcyjne w formie prezerwatyw, plastrów, tabletek czy jakiś innych jeszcze wynalazków. Ludzie, to ja jako szesnastolatka mam większe pojęcie niż ty ! Muszę to wszystko sobie przemyśleć. Daj mi czas. – wściekła odpaliłam papierosa i wyszłam na taras przed dom trzaskając drzwiami.
Wróciłam po dwunastu minutach, lecz jeszcze nie ochłonęłam z emocji. Postanowiłam napisać maila do ojca, który nie wiadomo na jakim jest kontynencie w trasie koncertowej.
„Cześć tato. Z całego serca gratuluję ci i twojemu zespołowi za wygranie tego nowego programu na BBC. Chciałam poinformować cię tylko, że zostaniesz dziadkiem, bo Stella jest w ciąży z Bobem. Mieszkamy już w Polsce. Jutro idę pierwszy dzień do nowej szkoły. Mam nadzieję, że w swoje Turne uwzględniłeś również ten kraj, aby móc się z nami zobaczyć. Powodzenia na koncertach i bezpiecznej drogi staruszku.
Twoja Ashley .”
Puściłam głośno polską legendę hip-hopu, czyli Paktofonikę i się położyłam, aby pomyśleć.
-Ashley! Obiad! – głos siostry roznosił się po całym domu.
Zeszłam. Do stołu podano mi dziwną pomarańczową zupę.
-Co to jest ?
-Pomidorowa z makaronem
-To czemu jest pomarańczowa?
-Bo nie udała się i nie jest czerwona.
-Ja tego nie jem. Co mamy na drugie?
-Rybę z frytkami, jakbyś nie zauważyła – mruknął pod nosem zdenerwowany Bob.
-Frytki są za tłuste, ale rybkę chętnie zjem.
Położyłam trzy filety smażonej ryby na talerzu i uciekłam na górę, aby nie siedzieć w tej głupawej atmosferze. Jedząc ciągle myślałam o tym co mówiła mi siostra. Zastanawiało mnie to, dlaczego akurat teraz musiało się to zdarzyć.. Nowe miejsce a już tyle wydarzeń na raz - bez przesady… Odłożyłam talerz na stolik i rzuciłam się na łóżko. Otworzyłam laptopa by sprawdzić pocztę. Ojciec odpisał.
„Wszyscy bardzo dziękujemy, mała. Cieszę się, że w końcu odezwałaś się do swojego ojczulka, bo od czterech miesięcy nic nie odpisywałaś na moje maile. Zszokowała mnie twoja wiadomość o Stelli. Nie spodziewałem się tego tak szybko, ale jak widać jeszcze przed pięćdziesiątką można zostać dziadziusiem. Powodzenia w nowym życiu córeczko, i nie narób kłopotów siostrze, zwłaszcza teraz. Jeśli będziecie mnie chciały zobaczyć, przyjadę do was na święta w grudniu.
Kocham Was i tęsknię. Grzegorz.”
-I jeszcze czego ?! – krzyknęłam. Nie miałam siły nawet zobaczyć co się dzieje w necie. Zamknęłam komputer, zmieniłam muzykę na coś rockowego i upadłam na łóżko. Śpiewam a łzy napływały mi do oczu. Usłyszałam wrzaski i pogłośniłam piosenkę. Zatkałam buzię poduszką i zaczęłam piszczeć. Serdecznie miałam tego dosyć. Jak chcą się kłócić to niech idą do garażu lub na dół, a nie na górze. Oni to chyba specjalnie robią. Rzuciłam jaśkiem w drzwi, by się uspokoili, ale nic z tego oni jeszcze głośniej. Ściszyłam. Słyszałam, że tym razem kłócą się o mnie. – dom wariatów. – pomyślałam. Otworzyłam okno, zeszłam na dół po kieliszek i butelkę Martini. Usiadłam w na parapecie, nalałam lampkę wina i odpaliłam papierosa. Chciałam choć na chwilę zapomnieć o całym świecie, bo tego nie da się znieść psychicznie. Widok z mojego okna kierował się na blokowisko. Obserwowałam każdą ruszającą się postać bardzo uważnie.
-Ashley, Martini ! – wpadł z krzykiem Bob do pokoju. Odwróciłam się i zmierzyłam go. – Gdzie jest do ch*lery moje Martini ? – wściekły biedaczek nie wiedział co ze sobą zrobić.
-Spokojnie, wyluzuj. – odpowiedziałam zrelaksowana.
-Kto ci do jasnej ch*lery pozwolił ruszać moje Martini?
-A kto powiedział, że jest twoje? Stało w barku to sobie wzięłam. Wyluzuj koleś, bo ci żyłka w du*ie pęknie.
-Oddaj.
-Bo…?
-Jesteś nieletnia.
-I…?
-Oddawaj to!
-No chyba śmieszny jesteś.
-Nie odzywaj się tak do mnie w tym domu!
-Bo co…?
-Nie jesteś u siebie! Oddaj mi butelkę!
-Że co ?! Chłopie, lokale ci się poje*ały. Do twojej wiadomości jest to dom mój i Stelli. Ojciec go nam kupił, a ty tu tylko jesteś ze względu na wasze małżeństwo.
-Oddawaj szczeniaku tą butelkę!
-Myślisz że jeśli masz trzydzieści jeden lat to jesteś fajny ?! G*wno prawda! Nic w tym domu nie jest twoje prócz ubrań! I radzę zakoduj to sobie, że jeśli nie zmienisz podejścia do mnie oraz do mojej siostry nie będziesz miał życia. Zniszczę ci psychikę. Albo zaakceptujesz mnie taką jaką jestem i dasz mi święty spokój i pogodzisz się z rolą ojca, albo wylądujesz szybciej w szpitalu psychiatrycznym szybciej niż ci się wydaje. Wybór należy do ciebie…
-Nie mieszaj w to Stelli.
-Dlaczego? Myślisz, że możesz nią poniewierać? Mylisz się! Na mnie możesz się wypiąć, ale ja nie pozwolę jej skrzywdzić! Ech, ale po co ja ci to w ogóle mówię , skoro i tak nic nie zrozumiesz, chłopcze..?!
-Zamknij się szczylu ! To co ja robię, to moja sprawa !
-Czyżby ? – zwątpiłam w siebie, lecz chciałam dopiąć swego i trochę przegięłam mówiąc – Ja cię kiedyś nagram jak ty traktujesz swoją żonę i mnie. Dużo za to zapłacisz…
Wyszedł. Wróciłam do swoich czynności. Odpaliłam kolejnego papierosa i obserwowałam ludzi. Przedszkolaki biegały wkoło karuzeli, trochę starsze dzieciaki ślizgały się na zjeżdżalni, dziewczyny które mogły być w moim wieku huśtały się na huśtawkach, śmiejąc się, a na ławkach siedzieli chłopacy. Z daleka zbyt dobrze nie widziałam, ale gdzieś byli w przedziale wiekowym szesnaście – dwadzieścia. Wszyscy wydawali się tacy szczęśliwi, a tylko ja czułam się okropnie. Zeszłam z parapetu i zamknęłam okno. Butelkę, z której ubyły tylko dwie lampki postawiłam pod biurko. Przyszykowałam sobie na jutro białą mini i czarną koszulę z krótkim rękawem. Wyczyściłam trampkowate baletki na koturnie i wzięłam długą gorącą kąpiel.
póki co, to tyle udało mi się wymyśleć.. ; ]
oto tekst (wszystkie wulgaryzmy są ocenzurowane.. xd przynajmniej tutaj ;D ) i ostrzegam, trochę długi.. :
Wstałam. Za oknami ciemno, a pełnia księżyca oświetlała cały mój pokój. Na czerwonej ścianie, obok lustra w kształcie litery „S”, tylko bardziej wyprostowanej, wisiał średniej wielkości zegar w kształcie serca. Jego rama pomalowana była na srebrno, a środek wypełniało białe tło z czarnymi cyframi. Podniosłam głowę i zerknęłam w jego stronę. Wskazówki wybijały zaledwie godzinę piątą. Zza ściany dobiegały krzyki. Kolejny dzień z rzędu miałam pobudkę przez Stellę i Boba, moich współlokatorów, bo inaczej nie można nazwać tego małżeństwa. Opadłam na łóżko i położyłam sobie poduszkę na twarzy. Miałam serdecznie tego dość. Nie mogłam doczekać się już osiemnastki, aby móc uwolnić się od tej porąbanej rodziny. Jakimś cudem udało mi się przysnąć, lecz nie na długo. Punkt siódma Stella ściągnęła mnie jak zwykle z ukochanego mięciutkiego łoża. Zrozumiałabym, gdybyśmy mieli jeszcze coś zrobić w nowym domu, ale to ostatni dzień wakacji, a nasza posiadłość już jest gotowa…
Z Londyńskiego, zwilgotniałego, brudnego mieszkania po śmierci babci przeprowadziliśmy się do pięknego jednorodzinnego domku w małym uzdrowiskowym miasteczku w Polsce. Język znaliśmy dzięki niej, ponieważ była to jej ojczyzna i nigdy nie mówiła do nas w języku angielskim, więc byliśmy zmuszeni uczyć się polskiego już od małego. W końcu ona nas wychowała, gdy nasza matka rok po moim urodzeniu umarła a ojca widziałyśmy tylko raz, ewentualnie dwa razy w roku.
Siłą zmuszona wstać z łóżka pobiegłam do garderoby. Wyciągnęłam swoje ukochane białe rurki z New Look’a ozdobione dziurami i cekinami oraz szarą bokserkę z napisem „Fucking perfect ! ” na plecach. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Stojąc przed lustrem i robiąc głupie miny, czesałam swoje długie czarne włosy w koka, a niebiesko-różową grzywkę zaczesywałam na prawy bok. Opaloną twarz przypudrowałam dosyć mocno, a duże niebieskie oczy ozdobiłam czarną kredką, szarymi cieniami i ciemnobrązowym tuszem. Wyglądałam inaczej niż zawsze. Gdy zeszłam na dół moi ukochani opiekuni znów się kłócili. Chciałam zjeść śniadanie, ale nie mogłam słuchać tych wrzasków, więc wzięłam pieniądze i podeszłam do pierwszego lepszego sklepu, który stał na mojej drodze do zwiedzania miasta. Nie znając nikogo błądziłam w samotności rozmyślając jak to się wszystko ułoży.
Po dwugodzinnym spacerze wróciłam do domu. Bob był już w nowej pracy, a Stella siedziała na kanapie przełączając kanały.
-Wróciłam! – krzyknęłam trzaskając drzwiami.
-Cieszy mnie to. Ash, mogłabyś posiedzieć chwilę ze mną? Tak mało czasu ze sobą spędzamy.
-No dobra. – odpowiedziałam i usiadłam obok na skórzanej brązowej kanapie. – Coś się stało, siostra?
-Musimy poważnie porozmawiać mała. – smutek wydobywał się z głosu Stelli.
-Co się dzieje? Tylko nie mów, że znowu coś przeskrobałam, bo nawet nie mam tutaj z kim.
-Nie. Nic jeszcze nie zmalowałaś i mam nadzieję, że tak zostanie…
-To w takim razie co się stało? – niegrzecznie przerwałam.
-Bo widzisz mała, nie wszystko układa się czasami tak jak chcemy. Pewnie zauważyłaś, ze przez ostatnie dni strasznie kłócę się z Bobem…
-Tego się nie da nie zauważyć ani nie usłyszeć…
-Nie przerywaj mi, proszę. Wiesz, kłócę się z nim dlatego, że on nigdy nie chciał mieć dzieci. Dla niego nawet ty jesteś ciężarem, ale nie o to teraz chodzi. Od ponad miesiąca jestem z nim w ciąży, a on próbuje mnie namówić do usunięcia płodu, to jest przyczyna tych krzyków, które niestety musisz znosić.
-Że co? Błagam Stell, powiedz że się przejęzyczyłaś i nie jesteś w ciąży.
-Nie mogę tak powiedzieć, gdy to prawda.
-F*ck! O takich rzeczach jak plany o dziecku się informuje. Nie wiesz o tym? A jeśli nie chciałaś wpaść to się mogliście zabezpieczać! Dziewczyno, jest dwudziesty pierwszy wiek i są środki antykoncepcyjne w formie prezerwatyw, plastrów, tabletek czy jakiś innych jeszcze wynalazków. Ludzie, to ja jako szesnastolatka mam większe pojęcie niż ty ! Muszę to wszystko sobie przemyśleć. Daj mi czas. – wściekła odpaliłam papierosa i wyszłam na taras przed dom trzaskając drzwiami.
Wróciłam po dwunastu minutach, lecz jeszcze nie ochłonęłam z emocji. Postanowiłam napisać maila do ojca, który nie wiadomo na jakim jest kontynencie w trasie koncertowej.
„Cześć tato. Z całego serca gratuluję ci i twojemu zespołowi za wygranie tego nowego programu na BBC. Chciałam poinformować cię tylko, że zostaniesz dziadkiem, bo Stella jest w ciąży z Bobem. Mieszkamy już w Polsce. Jutro idę pierwszy dzień do nowej szkoły. Mam nadzieję, że w swoje Turne uwzględniłeś również ten kraj, aby móc się z nami zobaczyć. Powodzenia na koncertach i bezpiecznej drogi staruszku.
Twoja Ashley .”
Puściłam głośno polską legendę hip-hopu, czyli Paktofonikę i się położyłam, aby pomyśleć.
-Ashley! Obiad! – głos siostry roznosił się po całym domu.
Zeszłam. Do stołu podano mi dziwną pomarańczową zupę.
-Co to jest ?
-Pomidorowa z makaronem
-To czemu jest pomarańczowa?
-Bo nie udała się i nie jest czerwona.
-Ja tego nie jem. Co mamy na drugie?
-Rybę z frytkami, jakbyś nie zauważyła – mruknął pod nosem zdenerwowany Bob.
-Frytki są za tłuste, ale rybkę chętnie zjem.
Położyłam trzy filety smażonej ryby na talerzu i uciekłam na górę, aby nie siedzieć w tej głupawej atmosferze. Jedząc ciągle myślałam o tym co mówiła mi siostra. Zastanawiało mnie to, dlaczego akurat teraz musiało się to zdarzyć.. Nowe miejsce a już tyle wydarzeń na raz - bez przesady… Odłożyłam talerz na stolik i rzuciłam się na łóżko. Otworzyłam laptopa by sprawdzić pocztę. Ojciec odpisał.
„Wszyscy bardzo dziękujemy, mała. Cieszę się, że w końcu odezwałaś się do swojego ojczulka, bo od czterech miesięcy nic nie odpisywałaś na moje maile. Zszokowała mnie twoja wiadomość o Stelli. Nie spodziewałem się tego tak szybko, ale jak widać jeszcze przed pięćdziesiątką można zostać dziadziusiem. Powodzenia w nowym życiu córeczko, i nie narób kłopotów siostrze, zwłaszcza teraz. Jeśli będziecie mnie chciały zobaczyć, przyjadę do was na święta w grudniu.
Kocham Was i tęsknię. Grzegorz.”
-I jeszcze czego ?! – krzyknęłam. Nie miałam siły nawet zobaczyć co się dzieje w necie. Zamknęłam komputer, zmieniłam muzykę na coś rockowego i upadłam na łóżko. Śpiewam a łzy napływały mi do oczu. Usłyszałam wrzaski i pogłośniłam piosenkę. Zatkałam buzię poduszką i zaczęłam piszczeć. Serdecznie miałam tego dosyć. Jak chcą się kłócić to niech idą do garażu lub na dół, a nie na górze. Oni to chyba specjalnie robią. Rzuciłam jaśkiem w drzwi, by się uspokoili, ale nic z tego oni jeszcze głośniej. Ściszyłam. Słyszałam, że tym razem kłócą się o mnie. – dom wariatów. – pomyślałam. Otworzyłam okno, zeszłam na dół po kieliszek i butelkę Martini. Usiadłam w na parapecie, nalałam lampkę wina i odpaliłam papierosa. Chciałam choć na chwilę zapomnieć o całym świecie, bo tego nie da się znieść psychicznie. Widok z mojego okna kierował się na blokowisko. Obserwowałam każdą ruszającą się postać bardzo uważnie.
-Ashley, Martini ! – wpadł z krzykiem Bob do pokoju. Odwróciłam się i zmierzyłam go. – Gdzie jest do ch*lery moje Martini ? – wściekły biedaczek nie wiedział co ze sobą zrobić.
-Spokojnie, wyluzuj. – odpowiedziałam zrelaksowana.
-Kto ci do jasnej ch*lery pozwolił ruszać moje Martini?
-A kto powiedział, że jest twoje? Stało w barku to sobie wzięłam. Wyluzuj koleś, bo ci żyłka w du*ie pęknie.
-Oddaj.
-Bo…?
-Jesteś nieletnia.
-I…?
-Oddawaj to!
-No chyba śmieszny jesteś.
-Nie odzywaj się tak do mnie w tym domu!
-Bo co…?
-Nie jesteś u siebie! Oddaj mi butelkę!
-Że co ?! Chłopie, lokale ci się poje*ały. Do twojej wiadomości jest to dom mój i Stelli. Ojciec go nam kupił, a ty tu tylko jesteś ze względu na wasze małżeństwo.
-Oddawaj szczeniaku tą butelkę!
-Myślisz że jeśli masz trzydzieści jeden lat to jesteś fajny ?! G*wno prawda! Nic w tym domu nie jest twoje prócz ubrań! I radzę zakoduj to sobie, że jeśli nie zmienisz podejścia do mnie oraz do mojej siostry nie będziesz miał życia. Zniszczę ci psychikę. Albo zaakceptujesz mnie taką jaką jestem i dasz mi święty spokój i pogodzisz się z rolą ojca, albo wylądujesz szybciej w szpitalu psychiatrycznym szybciej niż ci się wydaje. Wybór należy do ciebie…
-Nie mieszaj w to Stelli.
-Dlaczego? Myślisz, że możesz nią poniewierać? Mylisz się! Na mnie możesz się wypiąć, ale ja nie pozwolę jej skrzywdzić! Ech, ale po co ja ci to w ogóle mówię , skoro i tak nic nie zrozumiesz, chłopcze..?!
-Zamknij się szczylu ! To co ja robię, to moja sprawa !
-Czyżby ? – zwątpiłam w siebie, lecz chciałam dopiąć swego i trochę przegięłam mówiąc – Ja cię kiedyś nagram jak ty traktujesz swoją żonę i mnie. Dużo za to zapłacisz…
Wyszedł. Wróciłam do swoich czynności. Odpaliłam kolejnego papierosa i obserwowałam ludzi. Przedszkolaki biegały wkoło karuzeli, trochę starsze dzieciaki ślizgały się na zjeżdżalni, dziewczyny które mogły być w moim wieku huśtały się na huśtawkach, śmiejąc się, a na ławkach siedzieli chłopacy. Z daleka zbyt dobrze nie widziałam, ale gdzieś byli w przedziale wiekowym szesnaście – dwadzieścia. Wszyscy wydawali się tacy szczęśliwi, a tylko ja czułam się okropnie. Zeszłam z parapetu i zamknęłam okno. Butelkę, z której ubyły tylko dwie lampki postawiłam pod biurko. Przyszykowałam sobie na jutro białą mini i czarną koszulę z krótkim rękawem. Wyczyściłam trampkowate baletki na koturnie i wzięłam długą gorącą kąpiel.
póki co, to tyle udało mi się wymyśleć.. ; ]