Hej, piszę tutaj, ponieważ potrzebuję rady,...
K
Kamilaw3333349 pkt
534 wyświetlenia
sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
Trzy lata temu poznałam przez swoich znajomych kolegę. Nie mieliśmy zbyt dobrego kontaktu, widzieliśmy się raz lub dwa razy w roku i tylko dlatego, że mieliśmy wspólnych znajomych. Jednakże wydawał się bardzo sympatyczny, choć raczej wolał słuchać i obserwować niż sam mówić.
W każdym razie kilka miesięcy temu nastąpił pewien przełom. Wyjechał na jakiś czas do rodziny, a ponieważ z całej paczki to z nim miałam najrzadszy kontakt, postanowiłam, że napiszę, zapytam co u niego itp. Za którymś razem z jego strony pojawiła się propozycja spaceru (wiedział, że często spaceruje ze swoim psem). Tak więc kilkukrotnie się na taki spacer wybraliśmy. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawialo, jest człowiekiem, z którym można zarówno pozartowac, jak i wymienić poglądy, osoba, która mimo różnicy zdań potrafi cie wysłuchać i pokazać obraz sytuacji ze swojej strony, mimo że jest rok młodszy ode mnie. Tak, wiem, co wiek ma do rzeczy, choć tutaj naprawdę zadziwia mnie, że mimo tego jest naprawdę dojrzały. W każdym razie ja poszlam na studia, przeprowadziłam się do innego miasta, ale kiedy wracałam zawsze pytałam, czy ma chęć się spotkać itp. Zawsze był na tak, zawsze dopasowywal się do mnie (choć wiem, że ma sporo znajomych i że zazwyczaj weekendy miał zaplanowane). W końcu któregoś dnia stwierdził, że zrobi sobie wycieczkę do mojego miasta i czy nie chciałabym się spotkać. Widzieliśmy się wtedy, postanowił za mnie zapłacić mimo sprzeciwu(zpalata za kogoś kojarzy mi się tylko z randka, a przecież my widzieliśmy się na poziomie kolezenskim) . Widziałam, że mnie obserwuje, uważnie słucha, naprawdę stwarzal atmosferę idealnie sprzyjajaca rozmowie.
Jakiś czas później przyjechałam do domu i umówiłam z całą paczka. kiedy się zbieralismy, podszedł do mnie i powiedział, że mnie odwiezie i moja koleżanke, ale mnie na koniec. Kiedy zostaliśmy sami, zegnajac się przybliżył się do mnie. Byłam pewna, że po prostu chce mnie przytulić na pożegnanie, bo tak się zawsze z nimi wszystkimi witam. Ale okazało się, że chciał mnie pocałować i jego twarz powedrowala w moim kierunku. Do pocałunku nie doszło, z szoku zrobiłam tylko szybkie cmok, odsunelam się i szybko ulotnilam. To było coś, czego kompletnie się nie spodziewałam!
Męczyło mnie to strasznie, zastanawialam się, kim w końcu dla niego jestem i po kilku dniach napisałam że chciałabym z nim porozmawiać. Kiedy się spotkaliśmy zapytałam co miała znaczyć tamta sytuacja i jak on mnie postrzega. Popatrzył mi w oczy i powiedział, że zrobił to co uważał za najbardziej stosowne i że najwidoczniej źle mnie zrozumiał i zaczął przepraszać, ale nie pozwolilam mu na to. Powiedział mi, że mu się podobam, ale najwidoczniej ja tego nie czuje i on to rozumie. Odpowiedziałam mu, że nie myślałam o nim w inny sposób niż jak o koledze i że nie wiem, pp prostu nie wiem. Ze nie chce go odtracac, ale też na te chwile nie chce mu niczego obiecywac. Powiedział, że rozumie, że potrzebuję czasu i on mi go da. Na nic nie naciskal, powiedział szczerze, co czuje i dopasowal się do moich odczuć.
Później jeszcze kilka razy się widzieliśmy, aż niedawno zapytał się mnie, czy poszłabym z nim na studniówkę. I teraz nie wiem, co robić...
Za każdym razem jak się teraz żegnamy czuje, że się do mnie przybliża, że szuka kontaktu, widzę to. Ciągle się na mnie patrzy, uśmiecha, słucha. Ale ja mam jakąś blokadę, wcześniej miałam sytuację że kolega bardzo zabiegał o moją uwagę, ale ja najpierw przez trzy lata tego nie widziałam (tak, jestem chyba ślepa w tych kwestiach), a później jego natarczywosc mnie zniechecila. Wracając, nigdy nie byłam zakochana i nigdy nie pozwoliłam nikomu się do siebie zbliżyć. Nigdy nikt nie zaryzykowal próba pocałunku!
A ja? Nie wiem, czy coś do niego czuje...strasznie lubię z nim rozmawiać, mamy dużo wspólnego, obydwoje Lubimy rozwazac na różne tematy, jesteśmy wrażliwi, lubimy rozmyślać. Mamy podobne poczucie humoru. On jest świetnym słuchaczem i naprawdę przyjemnie spędza się z nim czas. Ale nie wiem, czy chciałabym czegoś więcej...nie wiem, czy po prostu nie chce wyjść (lub boję się to zrobić) poza swoją barierę, czy jest jeszcze jakiś inny powód...zastanawiam się, czy gdybym naprawdę coś czuła, cokolwiek, to czy po prostu nie dałabym się mu wtedy pocałować...ze może w takim razie nic nie czuje prócz sympatii i przyjaźni...
Czy ktoś z was był w podobnej sytuacji? Co o tym sądzicie? Bardzo potrzebuje waszych opinii!
Kamila
Trzy lata temu poznałam przez swoich znajomych kolegę. Nie mieliśmy zbyt dobrego kontaktu, widzieliśmy się raz lub dwa razy w roku i tylko dlatego, że mieliśmy wspólnych znajomych. Jednakże wydawał się bardzo sympatyczny, choć raczej wolał słuchać i obserwować niż sam mówić.
W każdym razie kilka miesięcy temu nastąpił pewien przełom. Wyjechał na jakiś czas do rodziny, a ponieważ z całej paczki to z nim miałam najrzadszy kontakt, postanowiłam, że napiszę, zapytam co u niego itp. Za którymś razem z jego strony pojawiła się propozycja spaceru (wiedział, że często spaceruje ze swoim psem). Tak więc kilkukrotnie się na taki spacer wybraliśmy. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawialo, jest człowiekiem, z którym można zarówno pozartowac, jak i wymienić poglądy, osoba, która mimo różnicy zdań potrafi cie wysłuchać i pokazać obraz sytuacji ze swojej strony, mimo że jest rok młodszy ode mnie. Tak, wiem, co wiek ma do rzeczy, choć tutaj naprawdę zadziwia mnie, że mimo tego jest naprawdę dojrzały. W każdym razie ja poszlam na studia, przeprowadziłam się do innego miasta, ale kiedy wracałam zawsze pytałam, czy ma chęć się spotkać itp. Zawsze był na tak, zawsze dopasowywal się do mnie (choć wiem, że ma sporo znajomych i że zazwyczaj weekendy miał zaplanowane). W końcu któregoś dnia stwierdził, że zrobi sobie wycieczkę do mojego miasta i czy nie chciałabym się spotkać. Widzieliśmy się wtedy, postanowił za mnie zapłacić mimo sprzeciwu(zpalata za kogoś kojarzy mi się tylko z randka, a przecież my widzieliśmy się na poziomie kolezenskim) . Widziałam, że mnie obserwuje, uważnie słucha, naprawdę stwarzal atmosferę idealnie sprzyjajaca rozmowie.
Jakiś czas później przyjechałam do domu i umówiłam z całą paczka. kiedy się zbieralismy, podszedł do mnie i powiedział, że mnie odwiezie i moja koleżanke, ale mnie na koniec. Kiedy zostaliśmy sami, zegnajac się przybliżył się do mnie. Byłam pewna, że po prostu chce mnie przytulić na pożegnanie, bo tak się zawsze z nimi wszystkimi witam. Ale okazało się, że chciał mnie pocałować i jego twarz powedrowala w moim kierunku. Do pocałunku nie doszło, z szoku zrobiłam tylko szybkie cmok, odsunelam się i szybko ulotnilam. To było coś, czego kompletnie się nie spodziewałam!
Męczyło mnie to strasznie, zastanawialam się, kim w końcu dla niego jestem i po kilku dniach napisałam że chciałabym z nim porozmawiać. Kiedy się spotkaliśmy zapytałam co miała znaczyć tamta sytuacja i jak on mnie postrzega. Popatrzył mi w oczy i powiedział, że zrobił to co uważał za najbardziej stosowne i że najwidoczniej źle mnie zrozumiał i zaczął przepraszać, ale nie pozwolilam mu na to. Powiedział mi, że mu się podobam, ale najwidoczniej ja tego nie czuje i on to rozumie. Odpowiedziałam mu, że nie myślałam o nim w inny sposób niż jak o koledze i że nie wiem, pp prostu nie wiem. Ze nie chce go odtracac, ale też na te chwile nie chce mu niczego obiecywac. Powiedział, że rozumie, że potrzebuję czasu i on mi go da. Na nic nie naciskal, powiedział szczerze, co czuje i dopasowal się do moich odczuć.
Później jeszcze kilka razy się widzieliśmy, aż niedawno zapytał się mnie, czy poszłabym z nim na studniówkę. I teraz nie wiem, co robić...
Za każdym razem jak się teraz żegnamy czuje, że się do mnie przybliża, że szuka kontaktu, widzę to. Ciągle się na mnie patrzy, uśmiecha, słucha. Ale ja mam jakąś blokadę, wcześniej miałam sytuację że kolega bardzo zabiegał o moją uwagę, ale ja najpierw przez trzy lata tego nie widziałam (tak, jestem chyba ślepa w tych kwestiach), a później jego natarczywosc mnie zniechecila. Wracając, nigdy nie byłam zakochana i nigdy nie pozwoliłam nikomu się do siebie zbliżyć. Nigdy nikt nie zaryzykowal próba pocałunku!
A ja? Nie wiem, czy coś do niego czuje...strasznie lubię z nim rozmawiać, mamy dużo wspólnego, obydwoje Lubimy rozwazac na różne tematy, jesteśmy wrażliwi, lubimy rozmyślać. Mamy podobne poczucie humoru. On jest świetnym słuchaczem i naprawdę przyjemnie spędza się z nim czas. Ale nie wiem, czy chciałabym czegoś więcej...nie wiem, czy po prostu nie chce wyjść (lub boję się to zrobić) poza swoją barierę, czy jest jeszcze jakiś inny powód...zastanawiam się, czy gdybym naprawdę coś czuła, cokolwiek, to czy po prostu nie dałabym się mu wtedy pocałować...ze może w takim razie nic nie czuje prócz sympatii i przyjaźni...
Czy ktoś z was był w podobnej sytuacji? Co o tym sądzicie? Bardzo potrzebuje waszych opinii!
Kamila