jak odzyskac dziewczyne ktora kocham...!!!!!
P
pabloo2210 pkt
10.7k wyświetleń
witam
chciałbym przedstawić mój problem w związku....
otóż byłem z dziewczyną można powiedzieć dobre 7 lat....
Po 4 latach odszedłem od niej do innej. Po pół roku postanowiłem wrócić do niej. Pozowolila mi na to bo bardzo mnie kochała i dziś o tym wiem. Nie powiem że bałem się że nie przyjmie mnie ale bylem szczęśliwy... Rozumiałem ile jej bólu sprawiłem, że popełniłem błąd... Współżyłem z tamtą dziewczyną... przez pól roku...
Gdy już byliśmy razem pojechaliśmy za granicę do pracy. Wybaczyła mi, lecz ja już też wróciłem inny od tamtej dziewczyny... Zacząłem komórkę chować, rozmawiać w internecie z innymi dziewczynami ale także z tą samą też. Brakowało mi czegoś... poza tym traktowałem ja źle - nie słuchałem jej, olewałem ją i ogólnie. Robiłem to ponieważ czułem się zbyt pewien że nie odejdzie, że zawsze będzie mnie kochać.
Pewnego razu zobaczyła że pisałem do innej i zaczęła się awantura... Moi rodzice tez o tym wiedzieli ponieważ przedstawiałem im moją wersję że ja nic nie zrobiłem że ona mi cały czas wypomina. Zrazili się do niej.
Potem znowu sobie wyjaśniliśmy wszystko ale moje traktowanie nie było lepsze... towarzystwo kolegów tam w pracy mnie zmieniało z dnia na dzień. Tak samo było tu w Polsce jak jechaliśmy na urlop. Też zajmowałem się sobą, koledzy itp. Ona pisała: dlaczego taki jestem, że mam się zastanowić nad sobą bo jej cierpliwość się skończy... i tak trwało to 2,5 roku.
I dokładnie 2 miesiące temu powiedziała mi że już coś w niej pękło i nie wie czy chce ze mną być. I wtedy oczy mi się dopiero otworzyły. Zrozumiałem co tak naprawdę zrobiłem. Ona powiedziała mi, że nie potrafi już tak dalej, że te moje zachowania traktowania jej i chowanie telefonu wskazywało na jedno - że jej nie kocham i mam kontakt z tą co byłem przez pół roku, a tak nie jest do dnia dzisiejszego. Starałem się jak moglem tłumaczyłem jej że źle zrobiłem. Dowiedziała się również ze pisałem z inną o spotkaniu itp. Przyznaję, że do dnia dzisiejszego nie wiem co mnie nakierowało do tego ale nigdy bym nie zrobił jej już drugi raz takiego świństwa, lecz ona już mi nie uwierzyła. Przez te dwa ostanie teraz miesiące jeździliśmy tam do pracy, normalnie żyliśmy, dogadywaliśmy się, ale mi już to nie wystarczało. Powiedziała mi, że się zastanowi jeszcze ale jej decyzja jest taka, że nie chce mnie, mamy zostać przyjaciółmi. Starałem się, rozmawialiśmy, chodziliśmy na spacery, robiłem to naprawdę z miłości bo zrozumiałem co tracę, chciałem się do niej zbliżyć lecz ona nie chciała. Ja popadałem w szal w nocy, nie spałem, płakałem.. Pakowałem rzeczy, poczułem się odrzucony, była przy mnie i pocieszała ale mi to nie wystarczało. Nie potrafiłem tak dalej żyć. Postanowiłem przyjechać do polski. Jest mi bardzo źle. Ona wróciła tam-do pracy, do tego tu - w Polsce poznała kolegę. Mi tak to do dziś tłumaczy. Ma z nim kontakt, mówiła mi, że tylko go lubi, że nic do niego nie czuje. Nie jesteśmy ze sobą, więc muszę uszanować to, że się z nim spotyka. Pisałem do niej różne smsy czy potrafi mi zaufać, czy chce być ze mną. Odpowiedzi były takie ze nie wie. Jak teraz wracała do Holandii napisała, że jej mi brakuje lecz raczej z przyzwyczajenia bo zawsze razem tam byliśmy, napisała też że nie wie już czy mnie kocha i wszystko przez to, że tyle bólu jej wyrządziłem. Powiedziałem wprost, że nie potrafię żyć bez niej i że nie chcę życia sobie układać. A ona mi powiedziała, że na dzień dzisiejszy to nie ma sensu, że chce być w końcu szczęśliwa i być doceniona. Nie wiem jak żyć, nie mogę uwierzyć że odchodzi ode mnie, czy tak na prawdę jest decyzja spowodowana tym że z bólu jaki jej wyrządziłem odchodzi czy z tego ze on się pojawił.
Nie wiem co dalej robić. Dać spokój czy walczyć o nią. Pokazać że mi zależy czy oddalić się? Wnioski wyciągnąłem i załuję... Wstyd mi za siebie ale nie chce jej stracić. Co dalej robić??? Starałem się jak mogłem... Brakuje mi pomysłów. Dała mi do zrumienia, że to nie ma sensu a ja nie mogę w to uwierzyć! Na prawdę się zmieniłem i doceniłem ją ostatnimi czasy ale ona powiedziała, że nie wierzy. Ja wiem co czuje i nie chcę już żadnej innej. Tylko jak teraz mam działać??? Jestem załamany. Schudłem 5 kg nie chce mi się nic. Rodzice mnie podtrzymują na duchu.. ale ja chcę już tylko być z nią. Czy jest wogóle jeszcze szansa??? Żyję w iluzji?? Chciałbym na nią czekać, że może obudzi się w niej jeszcze to coś silnego bo wiem że na prawdę mnie bardzo kochała i pewnie nadal tak jest lecz czy ona zrozumie??? Napisała mi że mi już nie wierzy i choć chciałaby to nie potrafi i że chce mieć ze mną kontakt bo jestem dla niej kimś ważnym.
Nie pisz do niej, nie chcę się narzucać. Ostatnio dostawałem sms-y: "dlaczego mi to zrobiłeś? widocznie nie zależało tobie na nas" itp. Ja już nie odpowiadam... Nie mam pojęcia co jest lepsze... walczyć? Tylko jak ??? Czy dać spokój?
Od tygodnia zero odpowiedzi... Napisałem że ją bardzo kocham i że wierzę że kiedyś powróci, że będę na nią czekał...
Nie wiem co dalej myśleć... Nie chcę się już więcej narzucać. Lecz ta myśl i codzienne sny o niej wyprowadzają mnie z równowagi. Nie mogę normalnie żyć. Ciągle te myśli... Zrozumiałem, kim naprawdę dla mnie była!!! Osobą którą kocham... Dlaczego jak się zrani i się straci to się docenia? Nie mogę spojrzeć teraz na siebie... za to co zrobiłem... nie wiem jak wyjść z tego dołka... nie potrafię żyć bez niej... jak dalej postępować??? Proszę o jakieś rady...
obecnie na wyjezdz do holandi na 3 tyg potem na tydzien wraca tu do domu....na dzien dzisiejszy nie mamy kontaktu... tyle ze raz napisala co u mnie ja napisalem ze jakos sobie radze choc ciezko.. lecz ona na to ze jakies filozofie tu wymyslam itp.... nie wiem dlaczego tak wypisuje teraz,,,,, tak samo mam obawy ze z tym niby kolega sie spotyka i ze on stal sie jej punktem... prosze o jakies sensowne rady
Pozdrawiam, Paweł
chciałbym przedstawić mój problem w związku....
otóż byłem z dziewczyną można powiedzieć dobre 7 lat....
Po 4 latach odszedłem od niej do innej. Po pół roku postanowiłem wrócić do niej. Pozowolila mi na to bo bardzo mnie kochała i dziś o tym wiem. Nie powiem że bałem się że nie przyjmie mnie ale bylem szczęśliwy... Rozumiałem ile jej bólu sprawiłem, że popełniłem błąd... Współżyłem z tamtą dziewczyną... przez pól roku...
Gdy już byliśmy razem pojechaliśmy za granicę do pracy. Wybaczyła mi, lecz ja już też wróciłem inny od tamtej dziewczyny... Zacząłem komórkę chować, rozmawiać w internecie z innymi dziewczynami ale także z tą samą też. Brakowało mi czegoś... poza tym traktowałem ja źle - nie słuchałem jej, olewałem ją i ogólnie. Robiłem to ponieważ czułem się zbyt pewien że nie odejdzie, że zawsze będzie mnie kochać.
Pewnego razu zobaczyła że pisałem do innej i zaczęła się awantura... Moi rodzice tez o tym wiedzieli ponieważ przedstawiałem im moją wersję że ja nic nie zrobiłem że ona mi cały czas wypomina. Zrazili się do niej.
Potem znowu sobie wyjaśniliśmy wszystko ale moje traktowanie nie było lepsze... towarzystwo kolegów tam w pracy mnie zmieniało z dnia na dzień. Tak samo było tu w Polsce jak jechaliśmy na urlop. Też zajmowałem się sobą, koledzy itp. Ona pisała: dlaczego taki jestem, że mam się zastanowić nad sobą bo jej cierpliwość się skończy... i tak trwało to 2,5 roku.
I dokładnie 2 miesiące temu powiedziała mi że już coś w niej pękło i nie wie czy chce ze mną być. I wtedy oczy mi się dopiero otworzyły. Zrozumiałem co tak naprawdę zrobiłem. Ona powiedziała mi, że nie potrafi już tak dalej, że te moje zachowania traktowania jej i chowanie telefonu wskazywało na jedno - że jej nie kocham i mam kontakt z tą co byłem przez pół roku, a tak nie jest do dnia dzisiejszego. Starałem się jak moglem tłumaczyłem jej że źle zrobiłem. Dowiedziała się również ze pisałem z inną o spotkaniu itp. Przyznaję, że do dnia dzisiejszego nie wiem co mnie nakierowało do tego ale nigdy bym nie zrobił jej już drugi raz takiego świństwa, lecz ona już mi nie uwierzyła. Przez te dwa ostanie teraz miesiące jeździliśmy tam do pracy, normalnie żyliśmy, dogadywaliśmy się, ale mi już to nie wystarczało. Powiedziała mi, że się zastanowi jeszcze ale jej decyzja jest taka, że nie chce mnie, mamy zostać przyjaciółmi. Starałem się, rozmawialiśmy, chodziliśmy na spacery, robiłem to naprawdę z miłości bo zrozumiałem co tracę, chciałem się do niej zbliżyć lecz ona nie chciała. Ja popadałem w szal w nocy, nie spałem, płakałem.. Pakowałem rzeczy, poczułem się odrzucony, była przy mnie i pocieszała ale mi to nie wystarczało. Nie potrafiłem tak dalej żyć. Postanowiłem przyjechać do polski. Jest mi bardzo źle. Ona wróciła tam-do pracy, do tego tu - w Polsce poznała kolegę. Mi tak to do dziś tłumaczy. Ma z nim kontakt, mówiła mi, że tylko go lubi, że nic do niego nie czuje. Nie jesteśmy ze sobą, więc muszę uszanować to, że się z nim spotyka. Pisałem do niej różne smsy czy potrafi mi zaufać, czy chce być ze mną. Odpowiedzi były takie ze nie wie. Jak teraz wracała do Holandii napisała, że jej mi brakuje lecz raczej z przyzwyczajenia bo zawsze razem tam byliśmy, napisała też że nie wie już czy mnie kocha i wszystko przez to, że tyle bólu jej wyrządziłem. Powiedziałem wprost, że nie potrafię żyć bez niej i że nie chcę życia sobie układać. A ona mi powiedziała, że na dzień dzisiejszy to nie ma sensu, że chce być w końcu szczęśliwa i być doceniona. Nie wiem jak żyć, nie mogę uwierzyć że odchodzi ode mnie, czy tak na prawdę jest decyzja spowodowana tym że z bólu jaki jej wyrządziłem odchodzi czy z tego ze on się pojawił.
Nie wiem co dalej robić. Dać spokój czy walczyć o nią. Pokazać że mi zależy czy oddalić się? Wnioski wyciągnąłem i załuję... Wstyd mi za siebie ale nie chce jej stracić. Co dalej robić??? Starałem się jak mogłem... Brakuje mi pomysłów. Dała mi do zrumienia, że to nie ma sensu a ja nie mogę w to uwierzyć! Na prawdę się zmieniłem i doceniłem ją ostatnimi czasy ale ona powiedziała, że nie wierzy. Ja wiem co czuje i nie chcę już żadnej innej. Tylko jak teraz mam działać??? Jestem załamany. Schudłem 5 kg nie chce mi się nic. Rodzice mnie podtrzymują na duchu.. ale ja chcę już tylko być z nią. Czy jest wogóle jeszcze szansa??? Żyję w iluzji?? Chciałbym na nią czekać, że może obudzi się w niej jeszcze to coś silnego bo wiem że na prawdę mnie bardzo kochała i pewnie nadal tak jest lecz czy ona zrozumie??? Napisała mi że mi już nie wierzy i choć chciałaby to nie potrafi i że chce mieć ze mną kontakt bo jestem dla niej kimś ważnym.
Nie pisz do niej, nie chcę się narzucać. Ostatnio dostawałem sms-y: "dlaczego mi to zrobiłeś? widocznie nie zależało tobie na nas" itp. Ja już nie odpowiadam... Nie mam pojęcia co jest lepsze... walczyć? Tylko jak ??? Czy dać spokój?
Od tygodnia zero odpowiedzi... Napisałem że ją bardzo kocham i że wierzę że kiedyś powróci, że będę na nią czekał...
Nie wiem co dalej myśleć... Nie chcę się już więcej narzucać. Lecz ta myśl i codzienne sny o niej wyprowadzają mnie z równowagi. Nie mogę normalnie żyć. Ciągle te myśli... Zrozumiałem, kim naprawdę dla mnie była!!! Osobą którą kocham... Dlaczego jak się zrani i się straci to się docenia? Nie mogę spojrzeć teraz na siebie... za to co zrobiłem... nie wiem jak wyjść z tego dołka... nie potrafię żyć bez niej... jak dalej postępować??? Proszę o jakieś rady...
obecnie na wyjezdz do holandi na 3 tyg potem na tydzien wraca tu do domu....na dzien dzisiejszy nie mamy kontaktu... tyle ze raz napisala co u mnie ja napisalem ze jakos sobie radze choc ciezko.. lecz ona na to ze jakies filozofie tu wymyslam itp.... nie wiem dlaczego tak wypisuje teraz,,,,, tak samo mam obawy ze z tym niby kolega sie spotyka i ze on stal sie jej punktem... prosze o jakies sensowne rady
Pozdrawiam, Paweł