Przypominam sobie historię Wertera, który czuł to samo i popełnił samobójstwo.
Polegało ono na tym, że starannie je zaplanował, strzelił sobie w głowę, trzeba tu dodać, że zrobił to niecelnie i konał przez 6 godzin w ogromnym cierpieniu.
Weltschmertz nie wyszedł mu na dobre.
Poza tym, myślę o osobach, które są chore na np. nowotwory i wiedzą, że z nich nie wyjdą, a mimo to walczą, bo chcą żyć. Życie jest wielkim darem, nie wiadomo, co jest po drugiej stronie. Wielu wierzy w raj, inni w jeszcze inne krainy. A jeśli tam nic nie ma, to co?
(...)
Ostatecznym argumentem, jest to, że samobójstwo jest tchórzostwem. Dowodem na to, że nie ma w tobie męstwa i odwagi by zmierzyć się z problemami, które przecież nie mogą być na tyle złe by odebrać sobie życie. Bo najgorsze co może nas w życiu spotkać (i na 100% kiedyś spotka) to odejście z tego świata, a nie jakieś kłopoty, które na nim mamy. Życie jest po to, by je przeżywać, radzić sobie z jego trudami . Jak się mówi, co nas nie zabija, to nas wzmacnia.
I na tym skończę mój krótki wywód, chociaż temat jest obszerny.