Jak rozegrać tę sprawę z dziewczyną?
B
bl000dy38 pkt
790 wyświetleń
Od razu mówię, że to będzie długie pytanie dla wytrwałych, bo chcę dobrze to opisać. Zacznijmy od tego, że mam 17 lat, nigdy nie miałem dziewczyny, wręcz do końca gimnazjum unikałem jakiegoś kontaktu z nimi, byłem do nich zbyt nieśmiały. Ale w końcu poszło się do liceum...
Listopad 2015, stoję na przystanku, coś mnie tknęło odwróciłem się i widzę jakąś dziewczynę z futerałem od skrzypiec (jako gitarzystę od razu zwróciło to moją uwagę), nic nie robię.
2 tygodnie później, wsiadam do busa i sobie siedzi sama na końcu ta dziewczyna, chciałem usiąść dalej, ale ona zdjęła torebkę z siedzenia obok, że mogłem usiąść... nagle nieśmiały "Ja" gdzieś się ulotnił, więc usiadłem obok i co? Tryb wyluzowanie i jedziemy. Mówię: "Hej! Strunowce rządzą, nie?". Ten sam rocznik co ja, faktycznie skrzypaczka, bla bla bla. Gadaliśmy całą drogę do mojego przystanku.
Grudzień 2015, wracałem po piątuniu piąteczku do domu. Kto jest w busie? Ona! Znowu gadamy całą drogę, tym razem poprosiłem o kontakt... zaproszenie na FB... może być.
Ostatni szkolny tydzień grudnia krótka wieczorno-niedzielna pogawędka na FB, próbuję się umówić (Zapomniałem dodać! Ubzdurałem sobie, że muszę się z nią umówić w dzień powszedni, bo weekendy są dla przyjaciół)... pudło! Ona ma ostatni tydzień kilka sprawdzianów i nie ma czasu. Tak więc ja domyślam się co to oznacza i nie próbuję dalej.
Później widzimy się po nowym roku jakiś czwartek, tym razem w drodze do szkoły. Po południu mnie nakręciło, no to próbujemy drugi raz, chcę się umówić na piątek. dostaję wiadomość, że w sumie mogłem dzisiaj rano się z nią umówić, bo mogła... Ja na skraju załamania emocjonalnego, ostatkiem sił umysłowych piszę: "to może sama zaproponujesz termin?". Zaproponowała mi 3 dni w przyszłym tygodniu, ale w każdy kończyliśmy zajęcia w różnicy minumum 2 godzin... no i wiecie... nie pasuje... ach mogłem jej powiedzieć, że w czwartek kończę po 8-iu nie po 6-ciu... Ja natomiast nadal w skowronkach idę po radę do siostry z doświadczeniem. I co? Zbliża się luty, walentynki! Może zaproszę ją na walentynki? Tydzień przed podejmuję próbę, cały plan walentynek zaplanowany co do minuty, będąc niemal pewny, że się uda, bo przecież taki chodzący po ziemi anioł nie może być zajęty... jaką mam odpowiedź?
- "No nie wiem. ;d nie no, walentynki spędzam z chłopakiem i raczej by się obraził, gdyby było inaczej ;)".
Po totalnej destabilizacji emocjonalnej, zdenerwowany tym, że wcześniej gotowa była umówić się ze mną mając już chłopaka (bo oznaczałoby to, że będąc ze mną mogłaby umówić by się z innym).
Od tamtej pory widzieliśmy się ze 2 razy na przystanku była w towarzystwie koleżanki, więc tylko "cześć, cześć" i do widzenia. Kilka razie w busie ją widziałem, zmylony jej nieśmiałym "cześć" i słuchawkami na uszach, w których zapewne leciał Vivaldi, też unikałem rozmowy. Nawet ostatnio przepuściłem szansę, żeby ułatwić sobie sprawę, bo siedziała sama, ale oczywiście zauważyłem to, kiedy już rozsiadłem się na drugim końcu busa. Tak mijają 4 miesiące... no i tu urywa się historia wielkiego zauroczenia. Jestem zdezorientowany tym wszystkim, nią, sama mi powiedziała na początku, że jest dziwna, chyba wie co mówi.
Piszę do was, bo nie wiem co już w sumie powinienem zrobić, a zależy mi na niej (choćby na tym, żeby ją lepiej poznać), bo w końcu inteligentna, ciekawa, ABSOLUTNIE najpiękniejsza istota chodząca po ziemi, muzyk tak jak ja, to doświadczenie niecodzienne, prawda?
Listopad 2015, stoję na przystanku, coś mnie tknęło odwróciłem się i widzę jakąś dziewczynę z futerałem od skrzypiec (jako gitarzystę od razu zwróciło to moją uwagę), nic nie robię.
2 tygodnie później, wsiadam do busa i sobie siedzi sama na końcu ta dziewczyna, chciałem usiąść dalej, ale ona zdjęła torebkę z siedzenia obok, że mogłem usiąść... nagle nieśmiały "Ja" gdzieś się ulotnił, więc usiadłem obok i co? Tryb wyluzowanie i jedziemy. Mówię: "Hej! Strunowce rządzą, nie?". Ten sam rocznik co ja, faktycznie skrzypaczka, bla bla bla. Gadaliśmy całą drogę do mojego przystanku.
Grudzień 2015, wracałem po piątuniu piąteczku do domu. Kto jest w busie? Ona! Znowu gadamy całą drogę, tym razem poprosiłem o kontakt... zaproszenie na FB... może być.
Ostatni szkolny tydzień grudnia krótka wieczorno-niedzielna pogawędka na FB, próbuję się umówić (Zapomniałem dodać! Ubzdurałem sobie, że muszę się z nią umówić w dzień powszedni, bo weekendy są dla przyjaciół)... pudło! Ona ma ostatni tydzień kilka sprawdzianów i nie ma czasu. Tak więc ja domyślam się co to oznacza i nie próbuję dalej.
Później widzimy się po nowym roku jakiś czwartek, tym razem w drodze do szkoły. Po południu mnie nakręciło, no to próbujemy drugi raz, chcę się umówić na piątek. dostaję wiadomość, że w sumie mogłem dzisiaj rano się z nią umówić, bo mogła... Ja na skraju załamania emocjonalnego, ostatkiem sił umysłowych piszę: "to może sama zaproponujesz termin?". Zaproponowała mi 3 dni w przyszłym tygodniu, ale w każdy kończyliśmy zajęcia w różnicy minumum 2 godzin... no i wiecie... nie pasuje... ach mogłem jej powiedzieć, że w czwartek kończę po 8-iu nie po 6-ciu... Ja natomiast nadal w skowronkach idę po radę do siostry z doświadczeniem. I co? Zbliża się luty, walentynki! Może zaproszę ją na walentynki? Tydzień przed podejmuję próbę, cały plan walentynek zaplanowany co do minuty, będąc niemal pewny, że się uda, bo przecież taki chodzący po ziemi anioł nie może być zajęty... jaką mam odpowiedź?
- "No nie wiem. ;d nie no, walentynki spędzam z chłopakiem i raczej by się obraził, gdyby było inaczej ;)".
Po totalnej destabilizacji emocjonalnej, zdenerwowany tym, że wcześniej gotowa była umówić się ze mną mając już chłopaka (bo oznaczałoby to, że będąc ze mną mogłaby umówić by się z innym).
Od tamtej pory widzieliśmy się ze 2 razy na przystanku była w towarzystwie koleżanki, więc tylko "cześć, cześć" i do widzenia. Kilka razie w busie ją widziałem, zmylony jej nieśmiałym "cześć" i słuchawkami na uszach, w których zapewne leciał Vivaldi, też unikałem rozmowy. Nawet ostatnio przepuściłem szansę, żeby ułatwić sobie sprawę, bo siedziała sama, ale oczywiście zauważyłem to, kiedy już rozsiadłem się na drugim końcu busa. Tak mijają 4 miesiące... no i tu urywa się historia wielkiego zauroczenia. Jestem zdezorientowany tym wszystkim, nią, sama mi powiedziała na początku, że jest dziwna, chyba wie co mówi.
Piszę do was, bo nie wiem co już w sumie powinienem zrobić, a zależy mi na niej (choćby na tym, żeby ją lepiej poznać), bo w końcu inteligentna, ciekawa, ABSOLUTNIE najpiękniejsza istota chodząca po ziemi, muzyk tak jak ja, to doświadczenie niecodzienne, prawda?