Jak mnie skrzywdzila? tego nie da sie opisac w kilku zdaniach. To byla pomylka - gdyby ktos mnie ostrzegl wczesniej, to zaoszczedzilbym sobie tych katuszy. Przez nia znalazlem sie u psychologa - to nie jest normalne... Przyjezdzalem do niej co tydz, studiuje, mieszkamy baaardzo blisko siebie, codziennie sie spotykalismy jak byly wakacje. Ona byla taka wredna, ze napisala o mnie perfidna piosenke, bo cos tam ja zabolalo, nie umiala do mnie sie odzywac - zawsze ja do niej pisalem czy dzwonilem, pozniej okazalo sie, ze chciala jechac do jakiegos kolesia, ktorego poznala tam kiedys, a on poprostu udawal, ze cos jest z nim nie tak, spotykala sie z chlopakami za moimi plecami, kiedy ja bylem daleko od niej, a ja codziennie dzwonilem, martwilem sie, przychodzilem do niej... pozniej jak ze mna zerwala, to ja chcialem to jakos naprawic, a ona miala mnie tak naprawde w dupie... chciala, zebysmy zostali przyjaciolmi, ale ja tak nie moglem... pozniej ja dalem sobie spokoj, ona sie starala, ale nie umialem powiedziec, ze nie kocham jej. Po kilku miesiacach rozmawialismy ze soba jako tako, "udawalismy" przyjaciol. Pozniej chciala ze mna pogadac, zebym powiedzial jej, ze jej nie kocham, bo obiecala mi, ze z nikim innym sie nie zwiaze, bo mnie za bardzo kocha... kur*a, gdzie tu logika!? pozniej powiedziala mi, ze gadala z jakims medium(?!), ktore w czyms jej tam pomoglo. I jak juz mialem jej dosc, dosc rozmowy z nia itp, napisalem jej dyskretnie, ze juz nie moge tak dluzej. I co?! olala mnie zupelnie, a ja wywnioskowalem, ze to wszystko bylo na nic! starcilem tylko czas i zdrowie i przyjaciol... a teraz znalazla sobie kolejna "ofiare"...