Jak złagodzić ten ból?
A
Arya4.4k pkt
700 wyświetleń
Od kilku dni uczę się jazdy konnej. No i dzisiaj akurat jadąc stępem, nage mój wierzchowiec zatrzymał się z samej woli, a chwilę później puścił się przed siebie, w szalonym galopie. Ja jako, że jeszcze nie uczyłam sie jeździć galopem, w jednej chwili siedziałam na siodle, a w drugiej siedziałam tylkiem na ziemi. Konisko oczywiście pogalopowało hen daleeeko i gdy stanęło po drugiej stronie ogrodzenia, było równie zdziwione jak ja.
Skutkiem lądowania z wysokości około 1-2 m było stłuczenie prawego pośladka i na szczęście tylko na tym się skończyło.
Oczywiście ani obrzęku, ani zaczerwienienia nie ma. Jest tylko i wyłącznie ból, który utrudnia m.in. wkładanie spodni na prawy pośladek czy też przekręcenie się na prawą stronę w pozycji półleżącej i leżącej.
Ból jest dokuczliwy chodź jest do zniesienia. Próbowałam robić masarz tego miejsca w jakuzzi (nwm jak się pisze ;P) oraz smarowałam kremem przeciwbólowym. Czy to wystarczy czy zastosować inne metody? A może znacie jakieś lepsze metody na złagodzenie bólu?
A przy okazji mam jeszcze jedno pytanie związane z upadkiem, lecz niekoniecznie z bólem.
Chodzi o to, że nwm. czy nadal kontynuowac jazdę. Znaczy do konca pobytu w bieszczadach na pewno będę jeździć, lecz boję się, że za drugim razem stanie się coś gorszego (złamanie, krwiak, spadnięcie z siodła i utknięcie nogi w strzemieniu itp.). Tym bardziej, że wiadome jest co sposzyło ( i płoszyło wcześniej konia) - machina, ktora stoi za wysokim 'płotem'. Jest duże prawdopodobieństwo, że sytuacja się powtórzy, jeśli ktoś uruchomi ponownie tą machinę. Ryzykować? Kontynuować jazdę po przyjeździe do swojego domu?
Skutkiem lądowania z wysokości około 1-2 m było stłuczenie prawego pośladka i na szczęście tylko na tym się skończyło.
Oczywiście ani obrzęku, ani zaczerwienienia nie ma. Jest tylko i wyłącznie ból, który utrudnia m.in. wkładanie spodni na prawy pośladek czy też przekręcenie się na prawą stronę w pozycji półleżącej i leżącej.
Ból jest dokuczliwy chodź jest do zniesienia. Próbowałam robić masarz tego miejsca w jakuzzi (nwm jak się pisze ;P) oraz smarowałam kremem przeciwbólowym. Czy to wystarczy czy zastosować inne metody? A może znacie jakieś lepsze metody na złagodzenie bólu?
A przy okazji mam jeszcze jedno pytanie związane z upadkiem, lecz niekoniecznie z bólem.
Chodzi o to, że nwm. czy nadal kontynuowac jazdę. Znaczy do konca pobytu w bieszczadach na pewno będę jeździć, lecz boję się, że za drugim razem stanie się coś gorszego (złamanie, krwiak, spadnięcie z siodła i utknięcie nogi w strzemieniu itp.). Tym bardziej, że wiadome jest co sposzyło ( i płoszyło wcześniej konia) - machina, ktora stoi za wysokim 'płotem'. Jest duże prawdopodobieństwo, że sytuacja się powtórzy, jeśli ktoś uruchomi ponownie tą machinę. Ryzykować? Kontynuować jazdę po przyjeździe do swojego domu?