{+} Jakoś w zeszłym tygodniu poznałam fajnego...
N
nelly473 pkt
832 wyświetlenia
chłopaka, jest ode mnie rok starszy. To się stało podczas spaceru, z psami obydwoje byliśmy. Fajnie nam się gadało, ale potem przyszła taka moja znajoma z osiedla, jest trochę nienormalna, ale co tam. Podeszła do nas i zaczęliśmy gadać. Ogólnie łaziliśmy ze dwie godziny, ale ona nie odstępowała nas ani kroku już. ._.
Chciałam go pod koniec spacerku spytać o numer telefonu, żeby się jeszcze kiedyś umówić na "spacer z psami" (lub jakieś kino, bez psów!), ale nie chciałam przy niej. Więc tylko spytałam czy wyszedłby na dwór koło 21. Powiedział, że tak. I wtedy podeszła ta moja znajoma i spytała "to o której idziemy z psami?". Ehhh... Wtedy powiedział, że "postara się być". I oczywiście nie przyszedł.
Dwa dni temu akurat wracałam z dworu i się na niego natknęłam, mniej więcej koło mojej klatki (tam gdzie poprzednio). Musiałam wtedy szybko wracać (mojego psa pogryzł husky, wracałam z nim od weterynarza właśnie i ucho znów zaczęło krwawić, ma kilkucentymetrową dziurę - długa historia). Więc tylko spytałam go czemu nie przyszedł wtedy (musiał się uczyć do ważnego testu z biologii) i poprosiłam go o numer żebyśmy kiedyś jeszcze razem wyszli. No i dobra, podał mi. Napisałam do niego tego samego dnia wieczorem. Wymieniliśmy parę smsów i ja się go spytałam, czy zechce wyskoczyć do kina w tym tygodniu. Odpisał, że 'raczej nie może, musi pomagać mamie, bo tata na ten tydzień wyjechał do Warszawy'. Odpisałam tylko "ehh, szkoda!" czy coś takiego i zakończyliśmy na tym rozmowę.
Myślicie, że na prawdę nie mógł czy to taka wymówka?
Chciałam go w piątek poprosić żeby wyszedł na dwór, ale nie chce się mu narzucać... ;-;
Chciałam go pod koniec spacerku spytać o numer telefonu, żeby się jeszcze kiedyś umówić na "spacer z psami" (lub jakieś kino, bez psów!), ale nie chciałam przy niej. Więc tylko spytałam czy wyszedłby na dwór koło 21. Powiedział, że tak. I wtedy podeszła ta moja znajoma i spytała "to o której idziemy z psami?". Ehhh... Wtedy powiedział, że "postara się być". I oczywiście nie przyszedł.
Dwa dni temu akurat wracałam z dworu i się na niego natknęłam, mniej więcej koło mojej klatki (tam gdzie poprzednio). Musiałam wtedy szybko wracać (mojego psa pogryzł husky, wracałam z nim od weterynarza właśnie i ucho znów zaczęło krwawić, ma kilkucentymetrową dziurę - długa historia). Więc tylko spytałam go czemu nie przyszedł wtedy (musiał się uczyć do ważnego testu z biologii) i poprosiłam go o numer żebyśmy kiedyś jeszcze razem wyszli. No i dobra, podał mi. Napisałam do niego tego samego dnia wieczorem. Wymieniliśmy parę smsów i ja się go spytałam, czy zechce wyskoczyć do kina w tym tygodniu. Odpisał, że 'raczej nie może, musi pomagać mamie, bo tata na ten tydzień wyjechał do Warszawy'. Odpisałam tylko "ehh, szkoda!" czy coś takiego i zakończyliśmy na tym rozmowę.
Myślicie, że na prawdę nie mógł czy to taka wymówka?
Chciałam go w piątek poprosić żeby wyszedł na dwór, ale nie chce się mu narzucać... ;-;