Mam problem ze... sobą. Konkretniej chodzi o...
J
jaotobienicniewiem140 pkt
1k wyświetleń
moje całonocne płakanie, brak koncentracji przy nauce=złe oceny, ciągłe kłótnie w domu, brak prawdziwych przyjaciół i tak dalej. Wszystko to zaczęło mi się spytać po rozstaniu z chłopakiem. Nie byłam w nim zakochana, ale bardzo przywiązana, czego skutki odczuwam do dzisiaj. Po rozstaniu ustaliliśmy, ze nadal będziemy przyjaciółmi. Tak wiem, wydaje się być banalne i dość oczywiste, gdyby nie to, ze dokładnie o tym pisaliśmy. Nadal mieliśmy się spotykać...po prostu jak przyjaciele. Przez to/dzięki temu nie ryczałam przez tydzień. Myślałam 'straciłam chłopaka, ale nadal mam przyjaciela'. Sytuacja się zmieniła, gdy z nim pisałam(opisywał od niechcenia) i prosiłam o spotkanie. Zawsze miał jakieś wymówki. Miesiąc później spotkaliśmy się na godzinę i ku mojemu zaskoczeniu było świetnie. Myślałam, ze nie będziemy mieli o czym gadać... że będzie tak jak zawsze po słowach "zostańmy przyjaciółmi", czyli będziemy tylko "na czesc". Ale po tym spotkaniu nie mam z nim w ogóle kontaktu. Prawie miesiąc. Nie chciałam znowu narzucać i ciagle pisać do niego. Lecz przez to jak jest wali mi się wszystko. Codziennie rycze, do tego moja nadwrażliwość w chwilach złudnej 'radości' ciągle mi o sobie przypomina. Chciałabym mieć dalej z nim dobry kontakt. Nie mam pojęcia co powinnam zrobić