Nienawidzę szkoły! Pomocy :/ Nie mam już...
D
DeHoky18 pkt
818 wyświetleń
pojęcia, jak sobie radzić. Dużo osób po takim stwierdzeniu bierze mnie za leniwą, rozkapryszoną osobę, która nie ma żadnych ambicji, ale ja mam inny problem.
Kocham się uczyć. To moja pasja, hobby, uwielbiam politologię, teologię, historię, psychologię... Chcę poznać świat, który mnie otacza w sensie humanistycznym, nie wyobrażam sobie życia bez tych zainteresowań. Mam w planach studiować politologię z historią — czyli robić to, co kocham i do czego czuję, że jestem stworzona.
Kończę teraz gimnazjum, idę do szkoły średniej. Z całego serca nienawidzę szkoły, która podcina mi skrzydła. Zamiast rozwijać się w tym, w czym jestem dobra, muszę kuć kilka godzin dziennie tematy z biologii i fizyki, bo zwyczajnie ich nie rozumiem. Nie mogę walczyć o dobre oceny z przedmiotów, które sprawiają mi radość, bo muszę się użerać z chemią.
Płaczę po nocach i boję się, że nie zdam, że skończę w zawodówce, wszystko przez szkołę. Zmuszają mnie siłą do nauk ścisłych! Przez nie spadają mi oceny z przedmiotów, które lubię, bo nie mam na nie czasu. Ale jeśli ich nie wykuję, to nie dostanę promocji do następnej klasy. Tu już nawet nie chodzi o to, że ich nie rozumiem, bo mogłabym, zarobiłabym sobie na korepetycje — ja po prostu rzygam tymi przedmiotami. Z każdym dniem jest co raz gorzej. Nie jestem prześladowana w szkole, ale i tak nie cierpię tamtejszych ludzi, nauczyciele działają mi na nerwy, najzwyczajniej nie chcę ich znać.
Ostatnio zaczęłam chorować, mam 60% frekwencji w szkole. Pomimo tego, że do niej nie chodzę, moje oceny utrzymują się na stałym poziomie. Uczę się w domu. Po co mam tam chodzić, skoro nauczyciele (którzy nie potrafią zapanować na lekcji nad uczniami i niczego wytłumaczyć) nie nauczą mnie więcej, niż ja sama? Niestety nie załatwię sobie nauczania domowego, bo mojej mamy na to nie stać.
Czasem płaczę wyłącznie z tego powodu, mam już dosyć.
Teraz zamiast poznawania życiorysu Narutowicza (na którego przeczytanie nigdy nie mam czasu) muszę wkuwać na biologię.
Kocham się uczyć. To moja pasja, hobby, uwielbiam politologię, teologię, historię, psychologię... Chcę poznać świat, który mnie otacza w sensie humanistycznym, nie wyobrażam sobie życia bez tych zainteresowań. Mam w planach studiować politologię z historią — czyli robić to, co kocham i do czego czuję, że jestem stworzona.
Kończę teraz gimnazjum, idę do szkoły średniej. Z całego serca nienawidzę szkoły, która podcina mi skrzydła. Zamiast rozwijać się w tym, w czym jestem dobra, muszę kuć kilka godzin dziennie tematy z biologii i fizyki, bo zwyczajnie ich nie rozumiem. Nie mogę walczyć o dobre oceny z przedmiotów, które sprawiają mi radość, bo muszę się użerać z chemią.
Płaczę po nocach i boję się, że nie zdam, że skończę w zawodówce, wszystko przez szkołę. Zmuszają mnie siłą do nauk ścisłych! Przez nie spadają mi oceny z przedmiotów, które lubię, bo nie mam na nie czasu. Ale jeśli ich nie wykuję, to nie dostanę promocji do następnej klasy. Tu już nawet nie chodzi o to, że ich nie rozumiem, bo mogłabym, zarobiłabym sobie na korepetycje — ja po prostu rzygam tymi przedmiotami. Z każdym dniem jest co raz gorzej. Nie jestem prześladowana w szkole, ale i tak nie cierpię tamtejszych ludzi, nauczyciele działają mi na nerwy, najzwyczajniej nie chcę ich znać.
Ostatnio zaczęłam chorować, mam 60% frekwencji w szkole. Pomimo tego, że do niej nie chodzę, moje oceny utrzymują się na stałym poziomie. Uczę się w domu. Po co mam tam chodzić, skoro nauczyciele (którzy nie potrafią zapanować na lekcji nad uczniami i niczego wytłumaczyć) nie nauczą mnie więcej, niż ja sama? Niestety nie załatwię sobie nauczania domowego, bo mojej mamy na to nie stać.
Czasem płaczę wyłącznie z tego powodu, mam już dosyć.
Teraz zamiast poznawania życiorysu Narutowicza (na którego przeczytanie nigdy nie mam czasu) muszę wkuwać na biologię.