Oceńcie moje opowiadanie. Starałam się, aby...
O
Olkaa19936.5k pkt
1.5k wyświetleń
było ono jak najbardziej pokręcone i absurdalne jak tylko to możliwe. W komentarzach napiszcie czy odpowiada Wam mój typ poczucia humoru.
Jeden dzień z życia pewnej pralki
Pralka Łukasza właśnie się obudziła. Mocno przytuliła oponę od koparki i szeptając jej do ucha słowa miłości nakarmiła puszką Whiskas. Pomyślała sobie: Ach, jak mi się nie chce wstawać do roboty. Muszę znowu pedałować przez Atlantyk na rowerze żeby zdążyć do pracy. A jak na pralkę, bycie sekretarką Baracka Obamy to dość duży awans. I jeszcze muszę mu pisać piosenki o węglowym jeżu z Tarnowskich Gór. No ale trudno, przy tym bezrobociu jakoś trzeba sobie radzić.
Wobec tego pralka schowała ogon do kieszeni, wypluła z ust Franciszka Smudę, pożegnała swojego pana i pojechała do pracy. Niezadowolony szef już czekał z wirusem HIV na smyczy. – Znowu się spóźniłaś! – Przepraszam czarny mistrzu, ale jestem tylko pralką, żywię się Grycankami i brakło mi paliwa, musiałam dotankować Magdą Gessler. – A, jeśli tak to przepraszam, powiedział Obama. Podciągnął spódnicę, poprawił stanik i maskę przeciwgazową i kazał pralce wracać do swoich obowiązków w gabinecie Różowego Domu.
Biuro pralki miało kształt pentagramu. Tak było najwygodniej, niezadowolony był tylko Szatan, któremu ukradziono logo i musiał je zmienić na łożysko kulkowe z quada Agnieszki Radwańskiej. Kształt pentagramu miał swoje zalety, można było na przykład grać w pasjansa zmywaczem do paznokci i żonglować dziećmi z Arki Noego gdy nikt nie widzi. Pralka nauczyła się robić to samym bębnem, ponieważ nie posiadała rąk. Generalnie nie narzekała na pracę u Obamy, notorycznie się opierniczając. Nikt jej nie mógł nic zrobić bo mogła oskarżyć kogoś o nietolerancję wobec pralek. Karą za to było wspólne karaoke ze Stefanem Niesiołowskim i Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego.
Tego dnia panował pozorny spokój. Nagle, spoglądając przez okno z rybich oczu, pralka kątem jajnika zauważyła zbliżający się samolot. Poznała ten wehikuł zbudowany z marchewkowego kisielu. To Osama bin Laden po raz szósty w tym tygodniu dokonuje zamachu na Niebieski Dom! Niby to normalne, bo Osama pochodził z Sosnowca, ale żeby buraczanym kisielem atakować??!!! Skandal! Pralka przerwała stosunek seksualny z płytą główną od laptopa, wyjęła Obamie z brzucha śledzionę i mierząc dokładnie rzuciła w stronę samolotu. Ten rozpadł się w drobny mak zamieniając w Ewę Farną.
- Ach dzięki Ci moja wybawczyni, moja pralko obrończyni Wszechświata, powiedział prezydent ładując jej do przegródki na proszek do prania Amerykański Medal Honoru. Zostań proszę moją szesnastą żoną, albo jak chcesz mężem lub żyj ze mną w konkubinacie.
- Przykro mi, ale dziękuję szefie. Wie pan, że kocham moją oponę od koparki i właściciela, świnkę morską Łukasza. Poza tym lecę na obiad bo dziś ma być zeszyt do matematyki w panierce a ja to uwielbiam, zwłaszcza gdy przyrządza go arcybiskup Gdańska. To powiedziawszy, pralka odjechała na dżdżownicy w stronę zachodzącego słońca.
Jeden dzień z życia pewnej pralki
Pralka Łukasza właśnie się obudziła. Mocno przytuliła oponę od koparki i szeptając jej do ucha słowa miłości nakarmiła puszką Whiskas. Pomyślała sobie: Ach, jak mi się nie chce wstawać do roboty. Muszę znowu pedałować przez Atlantyk na rowerze żeby zdążyć do pracy. A jak na pralkę, bycie sekretarką Baracka Obamy to dość duży awans. I jeszcze muszę mu pisać piosenki o węglowym jeżu z Tarnowskich Gór. No ale trudno, przy tym bezrobociu jakoś trzeba sobie radzić.
Wobec tego pralka schowała ogon do kieszeni, wypluła z ust Franciszka Smudę, pożegnała swojego pana i pojechała do pracy. Niezadowolony szef już czekał z wirusem HIV na smyczy. – Znowu się spóźniłaś! – Przepraszam czarny mistrzu, ale jestem tylko pralką, żywię się Grycankami i brakło mi paliwa, musiałam dotankować Magdą Gessler. – A, jeśli tak to przepraszam, powiedział Obama. Podciągnął spódnicę, poprawił stanik i maskę przeciwgazową i kazał pralce wracać do swoich obowiązków w gabinecie Różowego Domu.
Biuro pralki miało kształt pentagramu. Tak było najwygodniej, niezadowolony był tylko Szatan, któremu ukradziono logo i musiał je zmienić na łożysko kulkowe z quada Agnieszki Radwańskiej. Kształt pentagramu miał swoje zalety, można było na przykład grać w pasjansa zmywaczem do paznokci i żonglować dziećmi z Arki Noego gdy nikt nie widzi. Pralka nauczyła się robić to samym bębnem, ponieważ nie posiadała rąk. Generalnie nie narzekała na pracę u Obamy, notorycznie się opierniczając. Nikt jej nie mógł nic zrobić bo mogła oskarżyć kogoś o nietolerancję wobec pralek. Karą za to było wspólne karaoke ze Stefanem Niesiołowskim i Wielkim Mistrzem Zakonu Krzyżackiego.
Tego dnia panował pozorny spokój. Nagle, spoglądając przez okno z rybich oczu, pralka kątem jajnika zauważyła zbliżający się samolot. Poznała ten wehikuł zbudowany z marchewkowego kisielu. To Osama bin Laden po raz szósty w tym tygodniu dokonuje zamachu na Niebieski Dom! Niby to normalne, bo Osama pochodził z Sosnowca, ale żeby buraczanym kisielem atakować??!!! Skandal! Pralka przerwała stosunek seksualny z płytą główną od laptopa, wyjęła Obamie z brzucha śledzionę i mierząc dokładnie rzuciła w stronę samolotu. Ten rozpadł się w drobny mak zamieniając w Ewę Farną.
- Ach dzięki Ci moja wybawczyni, moja pralko obrończyni Wszechświata, powiedział prezydent ładując jej do przegródki na proszek do prania Amerykański Medal Honoru. Zostań proszę moją szesnastą żoną, albo jak chcesz mężem lub żyj ze mną w konkubinacie.
- Przykro mi, ale dziękuję szefie. Wie pan, że kocham moją oponę od koparki i właściciela, świnkę morską Łukasza. Poza tym lecę na obiad bo dziś ma być zeszyt do matematyki w panierce a ja to uwielbiam, zwłaszcza gdy przyrządza go arcybiskup Gdańska. To powiedziawszy, pralka odjechała na dżdżownicy w stronę zachodzącego słońca.