Powiedzcie co o tym sądzicie?
B
Bombelkowamania267 pkt
716 wyświetleń
warto dać na konkurs?
Wiecie jakie to uczucie, że urodziłeś się w nieodpowiednim czasie? Jakby Bóg się pomylił?
No więc ja mam takie uczucie już od szesnastu lat. Kiedy pierwszy raz dowiedziałam się co mnie czeka, gdzie trafię, co będę musiała zrobić i do czego to doprowadzi pewnie sama bym się wygnała z raju. Ale może zacznę od początku.
Jest dokładnie rok hmm, lepiej będzie pasować określenie stworzenie świata. Tak, dobrze słyszysz. Dopiero jakieś dwiescie lat temu mój „szef” postanowił zaszaleć i stworzyć ziemię, ludzi, anioły i nas. Moja praprababcia jak raczył mnie poinformować mój ojciec, była pierwszą stworzoną z mojej rasy. Czyli jakby zostałam naznaczona i chcąc czy nie chcąc jestem następczynią rodu a co najśmieszniejsze mama była aniołem co oznacza bycie wybraną plus jeszcze mieszanką. To chyba najgorsze co mogło mnie spotkać.
Obecnie uczęszczam do szkoły wojskowej lub jeśli wolisz Liceum przygotowawczego. Nigdzie na świecie nie ma podobnej placówki co oznacza natłok dzieciaków i przepych, ha! Elohim to uwielbia, uwielbia kiedy wszyscy słuchają jego poleceń, nie wychylają się, pięknie wyglądają. Niestety nie wszyscy są tak idealni, wystarczy przypomnieć sobie historie Smoka z przed kilkudziesięciu lat. Coś strasznego. Pociągnął za sobą tylu naiwnych aniołów, którzy byli zagubieni i chwytali się każdej szansy na lepsze życie. Aż ciarki przechodzą. Podobno poszło za nim dużo kobiet,zostawiając rodziny, dzieci, mężow, dlaczego, chyba łatwo się domyślić. Był nieziemsko piękny, banalne określenie bo czy można mierzyć miarą ludzką istoty wyższe? No więc, wracając do tematu wszyscy są tutaj ohni i achni co powoduje ogromne kompleksy i załamania nerwowe, przynajmniej u mnie.Panie w sklepie papierniczym wiedzą to najlepiej, tony chusteczek które mi sprzedają są jednoznaczne.
Właśnie skończyłam najgorszą lekcję ze wszystkich i odetchnęłam głęboko rozcierając skronie, bo w głowie czułam nasilający się tępy ból, który powodował iż miałam ochotę zwymiotować. Na domiar złego zmagam się już od jakiegoś czasu z pewnym problemem, mianowicie nie objawia się u mnie mój dar. O co chodzi? Otóż powinnam móc czarować, oczywiście wiem jak to brzmi. Zaraz każdy wyobrazi sobie czarownice z różdżką i kotłem wrzucającą tam dziwne rzeczy. Otóż, nie. Nasze czary polegają na wpływaniu na dany przedmiot, istote etc myślami. Jest to bardzo przydatna sztuka, a to iż potrafi to tylko kilkudziesieciu magicznych czyni ją bardzo wyjątkową. Objawia się zazwyczaj właśnie w wieku piętnastu lat. Ja czekam już rok i nic. To takie frustrujące!
- Znowu się tym zamartwiasz? Szimiszeil, wiem, że to trudne i ja pewnie na Twoim miejscu czułabym się tak samo, ale dla swojego dobra przestań to robić! Masz teraz ważniejsze rzeczy na głowie, a po za tym nikt Cię nie zabije z tego powodu, no już, wstawaj! Zachowujesz się jak małe dziecko. A nam już tak nie wolno.- Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się na drzewie koło wejścia głównego, coraz częściej nie kontrolowałam tego, co robię.
-Oh. No przepraszam bardzo, że martwię się o swoją przyszłość, wiesz dobrze jak kończą tacy ‘puści”. Nie chce być jedną z nich. Tym bardziej zważając na całą moją historie rodzinną i nie wywracaj już tak tymi oczami! Muszę wymyślić coś, bo inaczej zwariuje…
-Dobra nie marudź. Mam tego dość, Powiedz mi lepiej czy słyszałaś o tym, co dzieje się w sektorze L? – Kiedy pokręciłam głową, dodała- Ludzie podobno wywinęli akcje a’la Smok!
- Że co?!
- No to, co słyszysz Aniołku. Chcieli dorównać nam zdolnościami i Elohim się wściekł. Z radą zastanawiają się, co z nimi zrobić.
- Sami tak to wymyślili? Wątpię to była podpucha albo ktoś ich namówił, są tacy naiwni…- Przeciągnęłam się i strzepnęłam zielony mech z białych spodni. Nie pozostało mi nic innego jak dowiedzieć się, co dokładnie stało się przy złym drzewie.
- Nie wiem czy sami, właściwie to masz racje. Sami by na to nie wpadli. Ja nie mogę iść, mam dodatkowe lekcje u Arminy. Liczę na szczegółową relacje i błagam nie wpakuj się w nic, ty tak potrafisz. Ja mam dość ratowania Cię.
- Dobra, dobra już nie gadaj, że tak często mi się to zdarza, kilka wpadek.. kilkanaście.. No ok.! masz racje, będę ostrożna.
- Hahaha dziecinko, jesteś jak magnes dla problemów, same Cię znajdują, a Ty się w nie bez zastanowienia ładujesz. Uciekaj już, za chwile się wszystko zacznie!
-Kocham Cię mamusiu!- Wybiegłam ciągnąc przyjaciółkę za włosy oraz przesyłając buziaka w powietrzu, usłyszałam za sobą jeszcze jaj krzyk w stylu „ popamiętasz mnie jeszcze!” Jej słodki śmiech i tyle ją widziałam.
Dotarłam pod budynek sądu dokładnie po 10 minutach, akurat to wiedziałam doskonale, hmm taki zegar wewnętrzny dokładny, co do setnej sekundy, całe życie bez budzika wszystko czuję w kościach, to takie wkurzające..
Stanąć przed gmachem sądu jest niezwykłym doświadczeniem, nie wiesz jak się zachować, wewnętrzne pragnienie ucieczki sprawia, że zaczyna Cię boleć brzuch, pocą ci się ręce a serce uderza w żebra przyprawiając o ich ból. Właściwie nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, prawdopodobnie to ta mgła, szara, drażniąca oczy, nos i gardło o zapachu lawendy i cynamonu, albo pusta przestrzeń bez miejsca do ukrycia. Właściwie mnie to nie interesowało, całą moją uwagę przyciągnął tłum stojący na placu. Gapił się na budowle jak zaklęty. Sama budowla była niezwykła, idealny prostokąt, idealnie błękitny, o idealnie srebrnych oknach, ogromnych bogato zdobionych w roślinno-zwierzęce wzory wrotach i srebrnych schodach tak dokładnie wypolerowanych, że ich całą powierzchnia zamieniła się w jedno olbrzymie lustro. Z nich w górę wzbijały się potężne filary podtrzymujące marmurowy napis. Był on prosty jednak wykonany w takim stylu by ukazywać przeznaczenie budynku. Moje rozmyślanie przerwał huk nie jakiś duży, ale wystarczający by uciszyć zgromadzonych. Wyszedł czarnowłosy Anioł i powiedział krótkie:
- wszystko w Edenie
No kurczę! Żeby dowiedzieć się czegokolwiek musze iść aż do ogrodu?! Oszaleli! Mam, chociaż nadzieję na to, że sam Elochim pokaże się i osądzi.
Anioły ruszyły z znanym im szumem skrzydeł i po chwili zniknęli za ogromnym różowym, bo dopiero kwitnącym sadem, przypominali tysiące motyli. Przez chwile gapiłam się na nich z otwartą buzia. Jednak po kilku sekundach trwania w zachwycie wróciłam na ziemie. Nie no. Trzeba iść. Ruszyłam biegiem, jedyne, co w sobie lubiłam to brak zmęczenia przy ogromnym wysiłku i duża niepodobna do mnie siła. Pamiętam, że kiedy byłam mała rodzice martwili się o te nietypowe cechy. Według nich to nienormalne dla nas, magicznych. Każdy, obojętnie, jakiej rasy, był delikatny, kruchy. Dokładnie jak motyl. Teraz jakoś rozbawiło mnie to porównanie i mimowolnie wyszczerzyłam żeby w uśmiechu. Dlaczego więc, jestem taka silna? Każdy ma jakiś wyjątkowy dar, cechę, która czyni go potężnym. Skrzydlaci mają silę się przekonywania, leczenia ran i władają światłem. Może nie w takim stopniu jak Elohim, ale na tyle by budzić strach. Moim zdaniem są pupilkami pana… Zawsze otaczają go i piastują najwyższe urzędy w Raju. Nawet teraz to oni będą podejmować decyzje, co do ludzi, przesada.
Wpadłam do Edenu, kiedy „stado” skrzydlatych wylądowało,a słońce dotknęło gór na zachodzie, wyglądało jak mityczny budynek, nietykalny, zapierający dech w piersiach obraz, powoli będzie uciekać by rano wstać nad nieskończonymi wodami na wschodzie. Sama kula miała krwisty kolor i była wielkości, co najmniej korony złego drzewa. Piękny, a zarazem przerażający widok. Z zamyślenia wyrwał mnie ruch na szczycie dotykanej przez słońce góry. Zmrużyłam oczy by lepiej widzieć, ale nie zobaczyłam nic ciekawego. Prawdopodobnie przewidziało mi się. Lepiej skupić się na ogrodzie. Na miejscu utworzył się krąg. Ciasno otaczał tulących się do siebie ludzi. Kobieta płakała, mężczyzna wyzywająco patrzył w oczy każdemu, kto spojrzał w jego. Znowu przeszły mnie ciarki. To straszny los, to, co zrobili musiało być okropne. Za błahe rzeczy nie trafia się pod młotek rady.
Z tłumu wyłonił się ten sam mężczyzna, który przemawiał po gmachem
- Zgromadziliśmy się tu, po to by dopełnić losu tych oto ludzi
Prawie wypluł ostatnie słowo, spojrzał na oskarżonych takim wzrokiem, że pobledli na twarzach. Wyglądali jak grudniowy śnieg.
- Jesteście oskarżeni o zniewagę najwyższego. To, co zrobiliście jest niewybaczalne i nie ma tu dla was już miejsca! Zostajecie… wygnani!
Na te słowa tłum rozstąpił się odsłaniając ogromną, starą bramę porośnięta bluszczem i innymi nieznanymi mi roślinami. Była wysoka, na co najmniej 10 metrów. Przytłaczała sobą, chociaż była prosto zdobiona. Te sprzeczności są okropne, robią coś z psychiką. Nie możesz być niczego pewien. Brr.
Kobieta wydała z siebie przerażający krzyk, kiedy dwaj mężczyźni w złotych zbrojach podnieśli ja i wolnym aczkolwiek stanowczym krokiem ruszyli do bramy. Dwóch kolejnych wzięło mężczyznę. Nie bronili się, choć widać było na ich twarzach rozdarcie i rozpacz. To chore. Cała ta sytuacja jest mocno przesadzona. Jedno ze skrzydeł bramy otworzyło się z przeciągłym skrzypnięciem. Para została postawiona po drugiej stronie, kiedy tylko 4 żołnierzy wróciło do ogrodu brama zatrzasnęła się z donośnym hukiem. Posypało się przy tym kilka liści roślin oplatających pręty i kurz zalegający na szczycie, migotał bajkowo w świetle ginącego słońca.
Kiedy zapadła idealna cisza, w centrum znalazła się ognisto ruda kobieta, nie anioł, nie człowiek ani moja rasa. Stała do mnie tyłem, ale od razu wiedziałam, że nie jest dobrą osobą. Wzięła głęboki oddech i odezwała się głosem, który budzi w duszy tylko strach, obawę, obrzydzenie, ból i rozpacz:
- Winni ponieśli karę. Oj sroga karę! Oby nikt więcej nigdy nie zdobył się na ten głupi i nieodpowiedzialny krok! Następnym razem nie skończy się to tak dobrze! Elochim nie będzie już tak dobry i pobłażliwy jak do tej pory! Zbliżają się zmiany! Przygotujcie się na śmierć!
W tym momencie obróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Zamurowało mnie. To była właśnie… śmierć. Okrutna, zła i bezwzględna kobieta. Do tej pory żyła sobie w pałacu na uboczu i nie dołączała się do żadnych zebrań. Co się zmieniło? Co takiego chce zrobić nasz Pan, że wezwał, aż ja? W końcu, czemu ona patrzy właśnie na mnie i dlaczego ludzie tego nie widzą? Boje się, pierwszy raz w życiu boje się, nie jest to strach taki jak przed lekcjami panowania nad swoim darem czy nawet nie jest to strach przed wygnaniem. To był prawdziwy, głęboki strach z wnętrza mnie, o moje… to nie możliwe…, ale tak… strach o moje Zycie. Nagle wszystko zniknęło, ponieważ Kobieta przeniosła wzrok ponad mnie uśmiechając się szeroko, mimowolnie podążyłam w jej ślady. To, co ujrzałam nie wróżyło niczego dobrego. Smok To jest część, wiem, że pewnie są błędy ale chodzi o koncepcje.
Wiecie jakie to uczucie, że urodziłeś się w nieodpowiednim czasie? Jakby Bóg się pomylił?
No więc ja mam takie uczucie już od szesnastu lat. Kiedy pierwszy raz dowiedziałam się co mnie czeka, gdzie trafię, co będę musiała zrobić i do czego to doprowadzi pewnie sama bym się wygnała z raju. Ale może zacznę od początku.
Jest dokładnie rok hmm, lepiej będzie pasować określenie stworzenie świata. Tak, dobrze słyszysz. Dopiero jakieś dwiescie lat temu mój „szef” postanowił zaszaleć i stworzyć ziemię, ludzi, anioły i nas. Moja praprababcia jak raczył mnie poinformować mój ojciec, była pierwszą stworzoną z mojej rasy. Czyli jakby zostałam naznaczona i chcąc czy nie chcąc jestem następczynią rodu a co najśmieszniejsze mama była aniołem co oznacza bycie wybraną plus jeszcze mieszanką. To chyba najgorsze co mogło mnie spotkać.
Obecnie uczęszczam do szkoły wojskowej lub jeśli wolisz Liceum przygotowawczego. Nigdzie na świecie nie ma podobnej placówki co oznacza natłok dzieciaków i przepych, ha! Elohim to uwielbia, uwielbia kiedy wszyscy słuchają jego poleceń, nie wychylają się, pięknie wyglądają. Niestety nie wszyscy są tak idealni, wystarczy przypomnieć sobie historie Smoka z przed kilkudziesięciu lat. Coś strasznego. Pociągnął za sobą tylu naiwnych aniołów, którzy byli zagubieni i chwytali się każdej szansy na lepsze życie. Aż ciarki przechodzą. Podobno poszło za nim dużo kobiet,zostawiając rodziny, dzieci, mężow, dlaczego, chyba łatwo się domyślić. Był nieziemsko piękny, banalne określenie bo czy można mierzyć miarą ludzką istoty wyższe? No więc, wracając do tematu wszyscy są tutaj ohni i achni co powoduje ogromne kompleksy i załamania nerwowe, przynajmniej u mnie.Panie w sklepie papierniczym wiedzą to najlepiej, tony chusteczek które mi sprzedają są jednoznaczne.
Właśnie skończyłam najgorszą lekcję ze wszystkich i odetchnęłam głęboko rozcierając skronie, bo w głowie czułam nasilający się tępy ból, który powodował iż miałam ochotę zwymiotować. Na domiar złego zmagam się już od jakiegoś czasu z pewnym problemem, mianowicie nie objawia się u mnie mój dar. O co chodzi? Otóż powinnam móc czarować, oczywiście wiem jak to brzmi. Zaraz każdy wyobrazi sobie czarownice z różdżką i kotłem wrzucającą tam dziwne rzeczy. Otóż, nie. Nasze czary polegają na wpływaniu na dany przedmiot, istote etc myślami. Jest to bardzo przydatna sztuka, a to iż potrafi to tylko kilkudziesieciu magicznych czyni ją bardzo wyjątkową. Objawia się zazwyczaj właśnie w wieku piętnastu lat. Ja czekam już rok i nic. To takie frustrujące!
- Znowu się tym zamartwiasz? Szimiszeil, wiem, że to trudne i ja pewnie na Twoim miejscu czułabym się tak samo, ale dla swojego dobra przestań to robić! Masz teraz ważniejsze rzeczy na głowie, a po za tym nikt Cię nie zabije z tego powodu, no już, wstawaj! Zachowujesz się jak małe dziecko. A nam już tak nie wolno.- Nawet nie wiem, kiedy znalazłam się na drzewie koło wejścia głównego, coraz częściej nie kontrolowałam tego, co robię.
-Oh. No przepraszam bardzo, że martwię się o swoją przyszłość, wiesz dobrze jak kończą tacy ‘puści”. Nie chce być jedną z nich. Tym bardziej zważając na całą moją historie rodzinną i nie wywracaj już tak tymi oczami! Muszę wymyślić coś, bo inaczej zwariuje…
-Dobra nie marudź. Mam tego dość, Powiedz mi lepiej czy słyszałaś o tym, co dzieje się w sektorze L? – Kiedy pokręciłam głową, dodała- Ludzie podobno wywinęli akcje a’la Smok!
- Że co?!
- No to, co słyszysz Aniołku. Chcieli dorównać nam zdolnościami i Elohim się wściekł. Z radą zastanawiają się, co z nimi zrobić.
- Sami tak to wymyślili? Wątpię to była podpucha albo ktoś ich namówił, są tacy naiwni…- Przeciągnęłam się i strzepnęłam zielony mech z białych spodni. Nie pozostało mi nic innego jak dowiedzieć się, co dokładnie stało się przy złym drzewie.
- Nie wiem czy sami, właściwie to masz racje. Sami by na to nie wpadli. Ja nie mogę iść, mam dodatkowe lekcje u Arminy. Liczę na szczegółową relacje i błagam nie wpakuj się w nic, ty tak potrafisz. Ja mam dość ratowania Cię.
- Dobra, dobra już nie gadaj, że tak często mi się to zdarza, kilka wpadek.. kilkanaście.. No ok.! masz racje, będę ostrożna.
- Hahaha dziecinko, jesteś jak magnes dla problemów, same Cię znajdują, a Ty się w nie bez zastanowienia ładujesz. Uciekaj już, za chwile się wszystko zacznie!
-Kocham Cię mamusiu!- Wybiegłam ciągnąc przyjaciółkę za włosy oraz przesyłając buziaka w powietrzu, usłyszałam za sobą jeszcze jaj krzyk w stylu „ popamiętasz mnie jeszcze!” Jej słodki śmiech i tyle ją widziałam.
Dotarłam pod budynek sądu dokładnie po 10 minutach, akurat to wiedziałam doskonale, hmm taki zegar wewnętrzny dokładny, co do setnej sekundy, całe życie bez budzika wszystko czuję w kościach, to takie wkurzające..
Stanąć przed gmachem sądu jest niezwykłym doświadczeniem, nie wiesz jak się zachować, wewnętrzne pragnienie ucieczki sprawia, że zaczyna Cię boleć brzuch, pocą ci się ręce a serce uderza w żebra przyprawiając o ich ból. Właściwie nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, prawdopodobnie to ta mgła, szara, drażniąca oczy, nos i gardło o zapachu lawendy i cynamonu, albo pusta przestrzeń bez miejsca do ukrycia. Właściwie mnie to nie interesowało, całą moją uwagę przyciągnął tłum stojący na placu. Gapił się na budowle jak zaklęty. Sama budowla była niezwykła, idealny prostokąt, idealnie błękitny, o idealnie srebrnych oknach, ogromnych bogato zdobionych w roślinno-zwierzęce wzory wrotach i srebrnych schodach tak dokładnie wypolerowanych, że ich całą powierzchnia zamieniła się w jedno olbrzymie lustro. Z nich w górę wzbijały się potężne filary podtrzymujące marmurowy napis. Był on prosty jednak wykonany w takim stylu by ukazywać przeznaczenie budynku. Moje rozmyślanie przerwał huk nie jakiś duży, ale wystarczający by uciszyć zgromadzonych. Wyszedł czarnowłosy Anioł i powiedział krótkie:
- wszystko w Edenie
No kurczę! Żeby dowiedzieć się czegokolwiek musze iść aż do ogrodu?! Oszaleli! Mam, chociaż nadzieję na to, że sam Elochim pokaże się i osądzi.
Anioły ruszyły z znanym im szumem skrzydeł i po chwili zniknęli za ogromnym różowym, bo dopiero kwitnącym sadem, przypominali tysiące motyli. Przez chwile gapiłam się na nich z otwartą buzia. Jednak po kilku sekundach trwania w zachwycie wróciłam na ziemie. Nie no. Trzeba iść. Ruszyłam biegiem, jedyne, co w sobie lubiłam to brak zmęczenia przy ogromnym wysiłku i duża niepodobna do mnie siła. Pamiętam, że kiedy byłam mała rodzice martwili się o te nietypowe cechy. Według nich to nienormalne dla nas, magicznych. Każdy, obojętnie, jakiej rasy, był delikatny, kruchy. Dokładnie jak motyl. Teraz jakoś rozbawiło mnie to porównanie i mimowolnie wyszczerzyłam żeby w uśmiechu. Dlaczego więc, jestem taka silna? Każdy ma jakiś wyjątkowy dar, cechę, która czyni go potężnym. Skrzydlaci mają silę się przekonywania, leczenia ran i władają światłem. Może nie w takim stopniu jak Elohim, ale na tyle by budzić strach. Moim zdaniem są pupilkami pana… Zawsze otaczają go i piastują najwyższe urzędy w Raju. Nawet teraz to oni będą podejmować decyzje, co do ludzi, przesada.
Wpadłam do Edenu, kiedy „stado” skrzydlatych wylądowało,a słońce dotknęło gór na zachodzie, wyglądało jak mityczny budynek, nietykalny, zapierający dech w piersiach obraz, powoli będzie uciekać by rano wstać nad nieskończonymi wodami na wschodzie. Sama kula miała krwisty kolor i była wielkości, co najmniej korony złego drzewa. Piękny, a zarazem przerażający widok. Z zamyślenia wyrwał mnie ruch na szczycie dotykanej przez słońce góry. Zmrużyłam oczy by lepiej widzieć, ale nie zobaczyłam nic ciekawego. Prawdopodobnie przewidziało mi się. Lepiej skupić się na ogrodzie. Na miejscu utworzył się krąg. Ciasno otaczał tulących się do siebie ludzi. Kobieta płakała, mężczyzna wyzywająco patrzył w oczy każdemu, kto spojrzał w jego. Znowu przeszły mnie ciarki. To straszny los, to, co zrobili musiało być okropne. Za błahe rzeczy nie trafia się pod młotek rady.
Z tłumu wyłonił się ten sam mężczyzna, który przemawiał po gmachem
- Zgromadziliśmy się tu, po to by dopełnić losu tych oto ludzi
Prawie wypluł ostatnie słowo, spojrzał na oskarżonych takim wzrokiem, że pobledli na twarzach. Wyglądali jak grudniowy śnieg.
- Jesteście oskarżeni o zniewagę najwyższego. To, co zrobiliście jest niewybaczalne i nie ma tu dla was już miejsca! Zostajecie… wygnani!
Na te słowa tłum rozstąpił się odsłaniając ogromną, starą bramę porośnięta bluszczem i innymi nieznanymi mi roślinami. Była wysoka, na co najmniej 10 metrów. Przytłaczała sobą, chociaż była prosto zdobiona. Te sprzeczności są okropne, robią coś z psychiką. Nie możesz być niczego pewien. Brr.
Kobieta wydała z siebie przerażający krzyk, kiedy dwaj mężczyźni w złotych zbrojach podnieśli ja i wolnym aczkolwiek stanowczym krokiem ruszyli do bramy. Dwóch kolejnych wzięło mężczyznę. Nie bronili się, choć widać było na ich twarzach rozdarcie i rozpacz. To chore. Cała ta sytuacja jest mocno przesadzona. Jedno ze skrzydeł bramy otworzyło się z przeciągłym skrzypnięciem. Para została postawiona po drugiej stronie, kiedy tylko 4 żołnierzy wróciło do ogrodu brama zatrzasnęła się z donośnym hukiem. Posypało się przy tym kilka liści roślin oplatających pręty i kurz zalegający na szczycie, migotał bajkowo w świetle ginącego słońca.
Kiedy zapadła idealna cisza, w centrum znalazła się ognisto ruda kobieta, nie anioł, nie człowiek ani moja rasa. Stała do mnie tyłem, ale od razu wiedziałam, że nie jest dobrą osobą. Wzięła głęboki oddech i odezwała się głosem, który budzi w duszy tylko strach, obawę, obrzydzenie, ból i rozpacz:
- Winni ponieśli karę. Oj sroga karę! Oby nikt więcej nigdy nie zdobył się na ten głupi i nieodpowiedzialny krok! Następnym razem nie skończy się to tak dobrze! Elochim nie będzie już tak dobry i pobłażliwy jak do tej pory! Zbliżają się zmiany! Przygotujcie się na śmierć!
W tym momencie obróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Zamurowało mnie. To była właśnie… śmierć. Okrutna, zła i bezwzględna kobieta. Do tej pory żyła sobie w pałacu na uboczu i nie dołączała się do żadnych zebrań. Co się zmieniło? Co takiego chce zrobić nasz Pan, że wezwał, aż ja? W końcu, czemu ona patrzy właśnie na mnie i dlaczego ludzie tego nie widzą? Boje się, pierwszy raz w życiu boje się, nie jest to strach taki jak przed lekcjami panowania nad swoim darem czy nawet nie jest to strach przed wygnaniem. To był prawdziwy, głęboki strach z wnętrza mnie, o moje… to nie możliwe…, ale tak… strach o moje Zycie. Nagle wszystko zniknęło, ponieważ Kobieta przeniosła wzrok ponad mnie uśmiechając się szeroko, mimowolnie podążyłam w jej ślady. To, co ujrzałam nie wróżyło niczego dobrego. Smok To jest część, wiem, że pewnie są błędy ale chodzi o koncepcje.