Wiesz, co ? Ja do pewnego czasu sobie nie wyobrażałam, jak ludzie mogą żyć tyle lat ze sobą. Wyobrażałam sobie to tak: poznaje się dwoje ludzi, rozmawiają, spotykają się, po pewnym czasie zakochują się w sobie. Powstaje związek, spotykają się, całują, przytulają jak na zakochanych przystało. Po jakimś czasie dochodzi między nimi do zbliżenia... i tu powstało w mojej głowie pytanie: i co teraz ? Przespali się ze sobą to już, ten związek nie jest nic wart. Uważałam, że po seksie dla mnie związek byłby już zakończony. Po prostu myślałam, że wtedy już będzie nudno w tym związku. Widziałam już jego ciało, doszło do najbliższej rzeczy do jakiej może dojść między dwojga ludźmi. Przecież można zasmakować czegoś nowego, po co tkwić przy tym samym mężczyźnie, a nawet jak weźmie się ślub, to co kobieta urodzi dzieci, będą ich wychowywać...? Przecież to nudne. W kółko to samo, w kółko ta sama osoba. To bezsensu.
To był mój "dziwny" i głupi tok myślenia. Myślałam, że jak będę miała chłopaka to będę z nim kilka miesięcy, bo znudzi mi się po pewnym czasie, nie będzie o czym gadać, co ze sobą robić więc do czego mi się on przyda?
Ale po pewnym czasie, stwierdziłam, że przecież to jest miłość.Uświadomiłam to sobie na dość dziwnym przykładzie, miłości dziecka do matki. Przecież mamę kocham tyle lat, a mi się ie znudziła, nie przestanę jej kochać czy będę miała 17 lat, czy 67.
Podobnie jest w związku. Kocha się drugą osobę i mimo, że znamy każdą jej część ciała bardo dokładnie, mimo, że znamy ją bardzo dobrze, to ta miłość nadal jest. Ta prawdziwa miłość nigdy w nas nie zgaśnie. Nawet jeżeli poznaliśmy tą osobę w wieku 16 lat, zakochaliśmy się w niej a ona w nas, to ta miłość może być naprawdę wieczna. Kiedy to do czterdziestoletniej kobiety wciąż mówisz "Moja Maleńka" i kiedy patrzysz jak ona je, a sam nie możesz przełknąć... Wtedy, kiedy nie zaśniesz, zanim nie dotkniesz jej... Kiedy to do po kilkudziesięciu latach małżeństwa, wciąż do swojego męża będziesz mówiła "mój misiaczku", mimo, że już będzie starszym, lekko łysawym mężczyzną. Tak to, to będzie miłość.
Może nie zaznam takiej miłości w życiu, może i takie coś nigdy mnie nie spotka ale mimo wszystko wierze w taką miłość, taką trwającą od poznania, aż do śmierci.
A dlaczego teraz tak często związki się rozpadają ? Tego nie wiem. Może dlatego, że nudzą się sobą, może dlatego, że stwarzają pozory, pokazują siebie takimi jakimi nie są, a po ślubie pokazują swoje prawdziwe oblicze. Zdradzają siebie bo chcą "zasmakować" czegoś nowego... Trudno powiedzieć, powodów jest wiele. Wiele jest pomyłek, błędów, niedomówień, kłamstw i to niszczy związki.